środa, 23 listopada 2011

telegraficznie...


Zlecenie realizuje się nadspodziewanie dobrze. Sprawy urzędowe pchnięte… teraz tylko czekać. Rachunek za energię elektryczną imponująco duży (cóż za wzięte trzeba płacić). W lodówce tylko to, co najpotrzebniejsze. Obiady byle-jakie. Samopoczucie zależne od pogody… nastrój chyba także. Sprawa dodatkowego zatrudnienia niewyjaśniona. Perspektywy,- zgodnie  z wygrażaniem się premiera-nieciekawe. Eksterminacja i selekcja schorowanego i starego narodu- trwa. Niech żyje wolność i swoboda dla ekipy rzadzącej.
To tyle w skrócie.
A tak w ogóle to czy istnieją jeszcze telegramy?!