czwartek, 30 maja 2013

"zaprzęg"...



8 i 9 wystawa. Z tej 2 czerwca zrezygnowałam. Nie mam siły na ciągłe przewożenie obrazów z wystawy na wystawę. Poza tym jednak się niszczą i nie ma co dyskutować nad zabezpieczeniem. Skończyłam dziś „zaprzęg”… Skończyłam… ale przed werniksowaniem naniosłam poprawki. Przyciemniłam niektóre elementy. Fotka zrobiona na pierwotnym wyglądzie. Zaczęłam następny, ale samopoczucie przy 8 burzach dziennie niezbyt sprzyjające pracy i wenie. Kawa nie podnosi…
Właśnie dowiedziałam się jakie świństwa robią sobie studenci na uczelni. Za każdą wystawę… daliby sobie w tyłek włożyć mydło. To obrzydliwe ale… Ale ja już niczemu się nie dziwię. Widziałam już różne rzeczy.


niedziela, 26 maja 2013

weekend... 26 maja



Wręcz nieprawdopodobnie rozgalopował się czas. Weekend… i już znów czwartek. Dzień za dniem… codzienność za codziennością. Skończyłam budowę nowej strony dla firmy w której pracuję. Yesu ile tam było roboty. Czy jestem zadowolona? Właściwie powinnam być, ale zawsze jest dla mnie coś nie tak. Najważniejsze że moja praca jest doceniana i dostałam podwyżkę wynagrodzenia. Porządną podwyżkę… o 60%,- to sporo jak na dzisiejsze czasy. Praca z ludźmi odkrywa ich prawdziwe natury. Czasami przyjmuje to z uśmiechem… czasami z pobłażaniem a czasami z przerażeniem. Kobiety…- złośliwe, zawistne, plotkarskie i fochliwe. Faceci zawistni i chamscy. Jestem osobą z natury grzeczną i czasami wręcz spolegliwą. Dla spokoju zrobię wiele… jednak wszystko ma swoje granice. Ostatnio ta granica została przekroczona i ku mojemu zdziwieniu prostak i cham… okazał się facetem o sporej inteligencji i w porę zorientował się w sytuacji. Mała chwila ciszy i patrzenia sobie w oczy. Znaczącego milczenia… i odwrócenia się tyłem do wyjścia. Zrozumiał… Zmienił tryb postępowania… I zadziwił swoim ego. Jaki więc właściwie jest?
Mam dość komputera. Nie lubię już niebieskiego… I teraz tak prędko nie wezmę się za budowanie jakiejkolwiek strony. Wysiadła nawet klawiatura i myszka. Klawa już kupiona. Myszkę muszę poszukać. Potrzebuję specjalnie profilowanej do pracy nad grafiką.
Niedługo spora wystawa. Powinnam coś jeszcze namalować. Wiem że będzie naprawdę sporo ludzi. Może coś zejdzie… Może zarobię na ten cholerny remont mojego pokoju/pracowni. Bosze… Niech już  skończą się te moje kłopoty. Kiedy odetchnę?... Kiedy zasnę w spokoju.


sobota, 11 maja 2013

PO MIESIĄCU...





Jakże piękna zrobiła się pora roku… Wiosna?... Lato?...
Kwitną kasztany… kwitnie bez… kwitło… przekwitło…
Tak wiele się zdarzyło. Deczko dobrego… Wiele złego… Znów przedstawiciele tego samego gatunku pokazali że jesteśmy nim najgorszym. Nie… Już nie przejmuję się tym tak bardzo.
Los,- znów pokazał mi środkowy palec… Pokazał,- ale dał następną szansę. Ile będzie ich jeszcze?- nie wiem. Nowopoznani ludzie potwierdzają stare prawdy. Nawet w sytuacjach,- w których należy schylić głowę w pokorze, potrafią się tylko puszyć. Władza uderza do głowy a zawiść ma siłę niesamowitą.
Zrozumiałam także prawdy pewnego człowieka, który powiedział mi jasno: -„Trzeba wiedzieć przed kim schylać głowę… Ludziom należy pokazywać wyłącznie własną siłę… Inaczej zniszczą.”
Prawda?....- PRAWDA!
Po 10-cio dniowym niebycie w domu, mieszkanie wyglądało jak pobojowisko. Trzy dni doprowadzałam do porządku każdą jego składową. Na koniec zakupy i mogę spokojnie kontynuować pracę.
Korytka za oknami zapełnione kwiatami. Częściowo sadziłam sama… Częściowo pomagała rodzina. Właśnie zaczynają kwitnienie.
W tym miesiącu rocznica śmierci Mamy. Tak los dał…- że odeszła przed Dniem Matki. Kwiaty kupiłam wczoraj. Kiedy posadzić- nie wiem, bo pada.
To ogromny skrót wszystkiego- co działo się przez ten miesiąc. Co przede mną? Szara codzienność i radość z każdego przeżytego dnia. Tak zaczyna żyć większość ludzi… Bez planów i wielkich nadziei na lepsze.