czwartek, 27 września 2012

koniec września...



Myślę że to,- co naprawiono mi w „naszej” służbie zdrowia zostało zrobione dobrze, bo czuję się już lepiej. Nie stworzyło to ze mnie wprawdzie baby zdrowej jak rzepa, ale zawsze coś. Bardzo sobie chwalę proces leczenia mojego przewodu pokarmowego, bo czuję się w tej części bardzo dobrze. Żadnych sensacji po jedzeniu i po wypiciu nawet dwóch kaw dziennie. Drobne blizny po naprawach wcale mi nie przeszkadzają. No i dodatkowa praca bardzo dobrze „mi robi”. Żadnych rozmyślań i odczuć „co mnie boli”… bo po prostu nie mam na to czasu. Wrzesień to oczyszczanie stanowiska pracy po poprzedniku. Szkoda słów ile „roboty” i czasu musiałam w to włożyć. Poza tym wrzesień to czas w którym przygotowujemy się do roku akademickiego, więc pracowałam podwójnie. Z wszystkim zdążyłam. Nawet sprzęt przygotowany i zapięte wszystko na ostatni guzik. Pracodawcy zachwyceni i o to także chodzi. Najważniejsze jednak, że sygnały jakie dochodzą od studentów cieszą ponad wszystko. Postanowiłam nie zachłystywać się pracą i z „uzdą” na sobie kontynuować malowanie. Kamieni także. Ubiegły rok, w którym zaniedbałam własny rozwój artystyczny był fatalny… Odczuwałam to nie tylko ja… Dopiero teraz dochodzą do mnie głosy pretensji i zaniepokojenia wszystkim co się działo. Mam nadzieję że dam radę. A jeśli nawet trochę zaniedbam dom i Długiego,- nic takiego się nie stanie. Teraz ja jestem najważniejsza… Ja już to zrozumiałam. Teraz jeszcze zrozumieć musi to On.


sobota, 15 września 2012

rehabilitacja...


Okaleczane, ludzkie ciało… nawet po najdoskonalszej rehabilitacji,- nigdy nie powraca już nawet do 90% kondycji w jakiej znajdowało się przed traumą. Mam tu na myśli psychikę ludzką, z całą jej skomplikowaną budową i działaniem. Fizyczność naszą możemy rehabilitować… choć rekonwalescencja trwa czasami bardzo długo. Nasza psychika… oporny stwór.- nierzadko nie powraca już do poprzedniego stanu. Ogromny wpływ naturalnie ma na to działanie- otoczenia… warunki leczenia… dostępność do nowoczesnych technik medycznych... warunki bytowe i społeczne delikwenta. Obserwacje jednak, jakie poczyniłam ze szpitalnego łóżka nie napawają optymizmem. Obserwacje otoczenia… obserwacje samej siebie… obserwacje sytuacji do jakiej sami dopuściliśmy. Czy warto zastanawiać się nad istotą zjawiska?! Z pewnością warto… Trzeba… Jednak świadomość bezsilności, zabiera całą, zebraną na to energię. Odpuszczę więc sobie wywody i analizy. Skupię się nad sobą i analizowaniem wartości jakie warto pielęgnować w  sobie. Resztę zostawiam na później.

środa, 5 września 2012

przełom sierpnia i września...


W sierpniu miało być malowanie… Trochę porządku i spokój. To były MOJE plany.
Był upiorny dla mnie urlop Długiego… Zero malowania i zero porządku. Była miła wizyta i podarunki… Była realizowana właśnie propozycja pracy i było ratowanie wiszącego na włosku życia. Jak ono jest kruche i ulotne wiedzą pracownicy OIOM-ów. Pacjenci tych oddziałów… Policja… strażacy… ratownictwo…   Chwila… Maleńki okruszek czasu… I wszystko staje się inne niż było,- nieważne… byle jakie. Człowiek wsłuchuje się tylko w bicie własnego serca…….- jeśli ono jeszcze bije.
Bardzo wiele zmieniło się przez sierpień. Czas od września jeszcze bardziej się skrócił. Dodatkowa praca pochłania na razie tak wiele czasu… Będzie lżej jak wyprowadzę wszystkie zaległości i wyczyszczę- co jest do wyczyszczenia. Dostałam zupełnie wolną rękę… Obdarzono mnie bezgranicznym zaufaniem… To dobrze… Lubię pracować samodzielnie i sprawdzam się w takiej pracy.
 Za oknem robi się kolorowo. Te kolory już teraz,- także są dla mnie inne.