środa, 31 sierpnia 2011

śpiewanie do nadziei...


Przesiedziałam cały dzisiejszy dzień… Siedziałam i rozmyślałam. Szukałam wyjść i ewentualnych rozwiązań problemów. Nic nie wymyśliłam. Balansowałam tam gdzie dobro…. Balansowałam tam- gdzie zło. W pewnej chwili poczułam oparcie dla nóg. Tak…- to było dno. Otchłań ostateczna, bo choć krzyknęłam……………………….. nikt z dołu już nie odpowiedział. Zostaje coraz mniej nadziei…


poniedziałek, 29 sierpnia 2011

nostalgiczny poniedziałek...


Cisza krzycząca poezją i śpiewająca klawiszami fortepianu…
To piękno …… -kiedyś już widziane…
Białe skały i lot jastrzębia…
Wiatr plączący włosy i suszący krople łez na policzkach…
Dzięcioł wystukujący rytm…niczym grajek na werblu…
Dlaczego?...dlaczego?...dlaczego?...
Miażdżące myśli i zrodzone kiedyś nadzieje…
Ostygłe uczucia…
Ostygłe słowa…
Ostygłe ręce…
Patrzysz już tylko w lustro…



niedziela, 28 sierpnia 2011

nie dokazuj miła... nie dokazuj...


Przebrzmiał już skandal p.t. „Szapołowska”. O co chodzi chyba wszyscy wiedzą… a jeśli nie wiedzą nakreślę w skrócie. Pani Szapołowska jest etatową aktorką Teatru Narodowego w Warszawie, któremu jakiś już czas dyrektoruje Pan Jan Englert. Może nie ma… ale chyba ma znaczenie że w teatrze za spektakl „bierze” 2.000 zeta. Gdy nadarzyła się okazja uczestnictwa w  dość popularnym programie telewizyjnym za 6.000 zeta za wieczór, nie zmarnowała okazji i zrywając spektakl wybrała to drugie. Lepiej płatne i łatwiejsze… bo bez uczenia się roli… wielogodzinnych prób… wystarczyło zatrzepotać rzęsami, zarzucić grzywą i pokazać nogi i biust. Pan Englert (choć go nie lubię, uważam ze postąpił słusznie) zwolnił aktorkę i już. Zakpiła z miejsca pracy… z dyrektora… kolegów (pozbawiając ich zarobku za spektakl), sztuki i swoich fanów, którzy wykupili bilety na spektakl. Zrobiła to za zwykłe cztery tysiaki i nadal zastanawiam się czy kasa ta dla niej miała aż takie znaczenie. Ja jednak chciałam „dotknąć” z tej okazji inne nazwisko,- którego właściciel w jednym ze swoich artykułów pisze (cyt): „Jan Englert zdecydowanie zbyt tradycyjnie pojmuje funkcje aktora. Nikomu – powtórzmy -nie opłaca się teraz grać w teatrze. Jest to śmieszny przeżytek.” –koniec cytatu. Stwierdzenie to wyszło spod pióra Jerzego Iwaszkiewicza… i nie mogę wyjść ze zdumienia poglądu tego Pana na opisywaną sprawę. Spytam więc tylko, gdzie Pani Szapołowska zdobywała szlify aktorskie? W jakim miejscu poznawali ją widzowie… i gdzie zobaczyli ją reżyserzy filmów w jakich grała? Gdzie robiła karierę i gdzie widz jest bliżej aktora, niż w tym „przeżytku”? Teatr to magiczne miejsce… Szczególne i zaczarowane jak sama sztuka, która tworzą aktorzy… Nic nie tłumaczy jej oplucia i żaden spóźniony „charytatywny” gest nie zmaże plamy jaka „zdobi” czoło tej pani. Podpisanie umowy „o etat” jest najważniejsze. Tak- jak teatr który wykreował Panią Szapołowską. Nigdy nie podejrzewałam, że osoba z klasą pani Grażyny aż tak „zagwiazdorzy”.














czwartek, 25 sierpnia 2011

poranek...


Fatalnie dziś spałam i gdy po godzinie piątej uchyliłam powieki- nie wiedziałam czy śnię… czy płonie świat. Pokój… spowity czerwoną poświatą, a firany w łososiowym kolorze. Gdy wyszłam na balkon… stałam na nim godzinę z zapartym tchem. Horyzont na wschodzie „płonął”… Jaskrawa żółć wznosiła się fantastycznym łososiem by przejść w czerwień i róż… Wszystko wokół spowite tym szczególnym różem dawało wrażenie, iż świat płonie. Odczuwałam jakby rozgniewany Stwórca palił całe zło świata… z nienawiścią, pazernością i obłudą włącznie. Spektakl… jaki dawała natura trwał. Z zachodu nadciągały chmury… Ich czoło szare… oświetlone czerwienią, tworzyło niesamowita mieszankę odcieni. Nasuwały się na horyzont jak dym od pożaru. Szybko… zmieniając odcienie zakrywały płonący wschód. Gdy świat poszarzał od nawisu ciężkich kłębów… zaczął padać delikatny deszcz. Nieśmiały… jakby zawstydzony tym, że ośmielił się przerwać to cudowne zjawisko. Odgłosy burzy, przypomniały wczorajszy dzień. Tak- wczoraj także była burza. Gdy rozpadał się deszcz, nadal stałam na balkonie. Świat… taki piękny i niezgłębiony… Dający wszystko, co ma do zaoferowania… jest czasami piekłem na ziemi. Tak często uważamy, że jest tak… że gorzej już być nie może. I tylko nadzieja… Ta nadzieja, której trzymamy się kurczowo, pomaga w niesieniu swojego krzyża. Kończy się lato. To lato było dla mnie fatalne. Jutro ostatni dzień upałów, które bardzo źle znoszę. Czy jesień da ulgę w walce z przeciwnościami losu? Wątpię już w jakąkolwiek zmianę na lepsze.



wtorek, 23 sierpnia 2011

sztuka to także...

Moje motto życiowe „nie wszystko jest takie… jak wygląda…” przekłada się także na sztukę. Trójwymiarowe malarstwo uliczne … niestety jeszcze zbyt rzadkie. Twórcy tego typu malarstwa to w tej chwili „perełki”. W tej dziedzinie opowiadanie jest zbyteczne. Niech opowiedzą o swoim kunszcie sami… swoimi rękoma… popatrzcie…





























sobota, 20 sierpnia 2011

wystawa...


Jutro wystawa którą zorganizowali najbliżsi…
Danusiu…. Wiesiu….- DZIĘKUJĘ
Piosenki specjalnie dla Was.





piątek, 19 sierpnia 2011

prawa...

Zawsze denerwowało mnie szarpanie wycieraczek samochodowych i umieszczanie za nimi reklamowych śmieci. Ulotki podczas deszczu rozmiękały i przylepiały się dość skutecznie do szyb i lakieru samochodu. Jedną z nich musiałam kiedyś odskrobywać paznokciami. Do kogo zwrócić się z wnioskiem zabraniającym powyższego procederu- nie wiem. Z resztą szkoda mi czasu i energii na takie działania, bo przecież oczywistym jest, że dziać się tak nie powinno…. a samochód jest MOJĄ PRYWATNĄ WŁASNOŚCIĄ… i nie rozumiem „dotykania” go przez osoby do tego nieupoważnione. Postanowiłam właśnie zmienić przyzwyczajenie i zamiast maszerowania z ulotkami do kosza ze śmieciami…- wyrzucać je wprost na uliczny chodnik. Skąd taki chamski pomysł?... Ano stąd, że najbardziej skutecznym sposobem na zahamowanie tego dziwnego procederu będzie protest firm zatrudnionych do sprzątania ulic. Gdy pojawi się na ulicach, podczas silniejszego wiatru, chmura stworzona z setek tysięcy ulotek,- może dotrze na posesję nowego domu Prezydenta i spowoduje logiczne rozporządzenie. I pierwszy raz… w dniu wczorajszym… wyjęłam 2 reklamówki zza szyby i bezceremonialnie rzuciłam je na chodnik. Trudno… Dziwi mnie tylko… że przez tyle lat taki proceder jest akceptowany przez mieszkańców i władze miasta. Znalezienie przecież „winowajcy” nie jest trudne… bo to on reklamuje siebie jako autora. Że zrzędliwa się robię i niemożliwa?! Z pewnością. Coraz więcej rzeczy mi się nie podoba i nie mam zamiaru tego  akceptować. Demokracja to bowiem nie tylko prawa dla innych. To także prawa dla mnie, chociaż ich egzekwowanie sprawia obywatelom i mnie coraz więcej trudności. Najwięcej praw i wolności ma strefa rządząca i półświatek. Właśnie wypuszczono na wolność człowieka, który wiadomo że popełni następne przestępstwa. To Polska właśnie. To nasz kraj… i nasza ojczyzna z którą identyfikuje się coraz mniejsza ilość jej obywateli. Jedna z wybranych MISS,- na pytanie czym dla niej jest Polska,- nie umiała na to pytanie odpowiedzieć. Dla niej Polska… to tylko nazwa.



                           






środa, 17 sierpnia 2011

kto może... a kto nie może...


W mojej rodzinie jest osoba duchowna. Po ślubach… I decyzję o swoim losie podjęła będąc na studiach informatyczno-marketingowych. Była prymuską na stypendium naukowym. Skończyła z wyróżnieniem… Przepracowała w renomowanej firmie 2 lata i wstąpiła do zakonu. Akceptuję to i myślę… że jest szczęśliwa. Poświęciła się pomocy pokrzywdzonym przez los. A dziś dowiedziałam się rzeczy już nie zgoła dziwnej co szokującej… Cytat: „Tylko kandydat, który cieszy się idealnym zdrowiem fizycznym i psychicznym może być klerykiem. Nie może nim być więc np. głuchy, niedowidzący, mężczyzna poruszający się na wózku lub borykający się z impotencją.”
No cóż jak widać panowie w sukienkach za wszelką cenę próbuja zaprzeczać zasadzie chrześcijanizmu, że wszyscy przed Bogiem jesteśmy równi. Ba… przekonuje się też nas, że ludzie chromi są szczególnie faworyzowani przez Stwórcę. Czy jednak odrzucenie niepełnosprawnych kandydatów nie jest dyskryminacją?  Podobno nie jest, bo „proces rekrutacji” odbywa się zgodnie z prawem kanonicznym, a nie prawem pracy. Kapłaństwo zaś jest powołaniem, a nie zawodem. Zastanawiam się więc dlaczego większość z „tych powołanych” zachowuje się jakby było zupełnie inaczej?
Ograniczone godziny pracy… tfu -posług wiernym. Twarde… wysokie opłaty za te posługi… Nakazy… zakazy… bez przywilejów. No nie… przywilejem,- wręcz obowiązkiem jest przychodzenie do kościoła na mszę z bogatym datkiem na tacę.
Przywilejem jest także przyjmowanie sakramentów… niektórych za tysiąc złotych „co łaska”. Ta „łaska” musi wynosić tyle, bo kapłani muszą żyć na jakimś poziomie.  W końcu są zdrowi… sprawni… i nie są impotentami. No właśnie… I w tym miejscu przychodzi mi do głowy figlarne zapytanie:… KTO.. I W JAKI SPOSÓB SPRAWDZA ZDOLNOŚĆ SEKSUALNĄ KANDYDATÓW. Czy daje się wiarę lekarzom… czy sprawdza się to osobiście na chętnych do kapłaństwa.
Zawsze wpajano mi… że im bardziej człowiek nieszczęśliwy,- tym bardziej kochany przez Boga. Że ostatni będą pierwszymi… a bogaczowi trudniej znaleźć się blisko Stwórcy, niźli temu maluczkiemu… Że ciało po śmierci należy pochować z szacunkiem bez względu na jego stan (spalone czy skremowane -również).
Nie wspomnę tutaj o kontrowersjach związanych z samobójcami. Część grzebie się „pod płotem” bez kapłana… Niektórzy z pompą i celebrą chowani są na eksponowanych miejscach cmentarzy. „Grzebmy” wszystkich równo… Są już bowiem teraz wszyscy równi przed Bogiem i jedną miarą ważone są ich winy i zasługi…
I zastanawiam się teraz… wręcz muszę spytać…- czy kandydatki na zakonnice muszą być piękne o figurze modelki… czy jedynym kryterium jest wiara i powołanie.