piątek, 5 sierpnia 2011

po prostu piatek...


Moje motto mówiące, że nic nie jest takie jak wygląda… sprawdza się w życiu coraz częściej. Często też stwierdzam… że już nic mnie nie zaskoczy a jednak…. Szokiem była dla mnie dzisiejsza wiadomość o tragicznej i na razie niezrozumiałej śmierci znanego polityka. Jeśli faktycznie ta śmierć… była jego dobrowolna decyzją… to nie tylko wrażenie jakie sprawiał wprowadzało w błąd mnie,- ale także ogromne grono ludzi z jego otoczenia. Jak bardzo trzeba być zdeterminowanym… jaki fatalny zbieg wielu okoliczności musi złożyć się na takie ludzkie decyzje. Jest jednym z wielu tysięcy ludzi… którzy w ten sposób odeszli. Ale nagłośnienie tego faktu sprowadza refleksje i przemyślenia. Znałam dwie osoby, które w tak tragiczny sposób odeszły w inny wymiar. Do dziś… nikt nie wie dlaczego podjęły taką decyzję. Myślę…. że wiem jak to jest. Bo to jest chwila… Pojawia się w umyśle taka decyzja,- i jeśli warunki sprzyjają… popełniamy ten irracjonalny dla naszej natury czyn. Nie akceptuję… i nie potępiam takiego działania. Tylko ci właśnie ludzie,- wiedzą, jak to jest naprawdę. Polemizować czy to odwaga czy tchórzostwo można długo… Każdy wyrazi -swoje na ten temat zdanie. Czy jednak jesteśmy w stanie zrozumieć innego człowieka z bagażem jego przeżyć?

Dziś ostatnia wizyta z Brunkiem u lekarza. Jutro już tylko telefon z meldunkiem….- czy wszystko w porządku. Z potężnego kota została połowa. Na szczęście zaczyna jeść i spokojnie już śpi. Na wejście Długiego z pracy do domu reaguje ucieczką do swojego azylu. Jedynie mnie traktuje normalnie i pewniej się czuje, gdy u lekarza osobiście asystuję przy badaniu. Leczenie infekcji oczu będę prowadziła sama. Wykupiłam krople z antybiotykiem za bajońską cenę… ale z tym poradzę sobie już sama. Te wizyty u weterynarza przeżywałam bodaj bardziej ja- niźli sam kot. Teraz rekonwalescencja i we wrześniu szczepienie. Wściekliznę jako kotu domowemu… niewychodzącemu na dwór, sobie i jemu- daruję.
W niedzielę- wystawa. Jestem nimi też już zmęczona. Wielogodzinne noszenie maski uprzejmości i opowiadanie o swojej pracy i związanych z nimi przeżyciach… jest pod koniec takiego dnia nie do zniesienia. Muszę wytrzymać… Po prostu- muszę…  choć najchętniej zaszyłabym się w najciemniejszy kątek z filiżanką mocnej kawy. Szanuję każdego oglądającego moje prace. Służę informacją i nigdy nie zachęcam do kupna. Obraz musi poruszyć wnętrze osoby, która go nabędzie. Takiej osobie o tej pracy i o wszystkim co ma z nią związek mogę opowiadać godzinami. Każde bowiem spojrzenie na ten element wyposażenia domu powinno budzić odpowiednie emocje.









3 komentarze:

  1. Masz rację nikt nie jest w stanie zrozumieć tak do końca motywu działania drugiego człowieka...
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzeczywiście potrzeba ogromnej sztuki aktorskiej zeby skrywać to co naprawdę dzieje się z nami w środku.Kiedy jest sie postrzegany jako osoba radosna i pełna optymizmu trudno uwierzyc ze moze byc inaczej.
    kot dojdzie do siebie i znowu zacznie chodzic swymi drogami.Muzyka jak zwykle odzwierciedlająca to co schowane gdzieś głęboko w srodu.Moze stan mojego ducha sprawia że znajduję się w jej środku.Pozdrawiam.
    Twoje prace są bardzo ładne chyba nawet nie wymagaja komentarza zeby poczuć delikatność i wrażliwość autora tych prac.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj!
    Śmierć samobójcza, to krok rozpaczy. O jeden krok za daleko, skad juz nie mozna sie wycofać. Nigdy nie poznamy prawdy i nie dowiemy się dlaczego? Pozostaną jedynie hipotezy i spekulacje. Nie był moim ulubiencem, ale czegoś mi żal.
    Nie warto nosić maski uprzejmości na siłę, ale jak się wyzwolić z konwenansów, poprawności, etc... I dlatego musimy się męczyć i cierpieć.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń