środa, 10 sierpnia 2011

kuchnia...



Brunek… zdrowieje. Jest coraz weselszy i prowokuje do zabawy. Nie jest normalnie bo nie podoba mi się zawartość kuwety. Ma także jeszcze zapalenie spojówek. Zakropienie jednak jego pięknych kocich oczu. graniczy z cudem.
Wczorajszy, pracowity dzień, należał do jednych z najgorszych w tym roku. Nie chcę o tym mówić… ale zapamiętam go długo. Dostałam jednak przemiły telefon od kuzynki. Ciepły…. rodzinny…- taki, jaki chciałoby się otrzymywać codziennie. To tak niewiele… jednak w tym dniu podniósł nastrój wyjątkowo.
 Dziś… przed reorganizacją kuchni, muszę jeszcze kupić parę rzeczy. Najważniejsze kołki rozporowe do wiszących szafek i półek. Inne potrzeby wyjdą w trakcie pracy. Nie lubię przestawiać mebli…. Uwielbiam natomiast mieć JUŻ PRZESTAWIONE. Takie zmiany, praktycznie… akceptowałabym co dwa miesiące.
Pogoda wskazuje… że chyba rzeczywiście, jesień przyjdzie tego roku bardzo szybko. I trzeba się po prostu wziąć do roboty i zrobić po lecie i otwartych bez przerwy oknach- generalne porządki. Remontu w  moim pokoju-pracowni chyba długo jeszcze nie uda mi się zrobić. Tak już zostanie… choć nie mogę na ten cały syf patrzeć. Trudno…- niech niszczy swoim widokiem mój dobry nastrój i zdrowie.
Teraz kawa i śniadanie. Przemyślenie organizacji dnia dzisiejszego i do pracy.











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz