poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Tak to bywa...


Wiosna to okres w którym kończą się wszelkiego rodzaju grypy i przeziębienia. Oddychamy z ulgą gdy, udaje nam się nie zachorować na te paskudztwa zimą, bo teraz „już poleci”. No i guzik z pętelką. Mnie udało się tak zwanym cudem zimą nie chorować… za to wiosna przywitała mnie zapaleniem płuc. Długi skwitował wizytę lekarza… „co?- dawali na mieście za darmo to wzięłaś?...” Ale nie powiem…- wziął plik recept w dłoń i ruszył do miasta. Po powrocie powiedział, że zdecydował się zasponsorować moje leczenie, bo przemyślał i zdał sobie sprawę z tego, że dawniej na tą chorobę się umierało a nie wyobraża sobie, by sam miał szykować sobie śniadania do pracy. Dowcipny ale hojny.
Dziś… po tygodniu wolno mi wstać. W ogóle lekarz domowy mile mnie zaskoczył… bowiem BEZ ZAMAWIANIA WIZYTY dzwonił zainteresowany moim zdrowiem. Płacą mu więcej niż innym, czy co? Słaba jestem, bo choroba wyciągnęła ze mnie wszystko i choć myślałam skoczyć na zakupy pewnych niezbędnych kosmetyków, bo przecież autkiem dałabym radę,- nie mogę. W korytarzu stoi wymontowany przez Długiego akumulator….  Młody wie,- że sama sobie go nie zamontuję. Przyznam Mu… pomysły skuteczne MA.
Gorąco…. Ostatnie dni to po 30 stopni ciepła. I dobrze… bo prana pościel i bielizna nocna schnie natychmiast. Zjadłam już dwa rodzaje antybiotyków i w czwartek skończę ostatni. No i schodzi teraz wszystko z dróg oddechowych… a kaszel „urywa” mi serce na dobre. Jednak planuję wyjazd na weekend. Lekarz stwierdził że już będę mogła… a otoczenie drzew iglastych, tak mocno wydzielających teraz olejki eteryczne, doskonale zregeneruje moje płuca.
Muszę koniecznie pomyśleć o kwiatach na balkony. Już wielki czas. Tylko czy dostanę zaplanowane gatunki?

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

jestem kobietą...


Jestem kobietą… Z uśmiechem na ustach staram się witać świt i odrzucać od siebie jakiekolwiek symptomy nienawiści czy odwetu na tych, którzy chcieli mnie skrzywdzić. Jestem przez to wolna… Wolna w szczególny sposób i choć życie porządnie daje mi po plecach staram się stać na nogach i iść dalej po mojej krawędzi. Nauczyłam się już nawet dbać o swoją wartość. Nie rozmieniać się i nie rozdawać wszystkim w oczekiwaniu na akceptację i przychylność. Kruchość charakteru schowałam głęboko i nie pozwolę by ktoś pozornie silniejszy rozkładał przede mną swój pawi ogon. Wstałam z klęczek… Idę… Doświadczyłam niedawno kruchości życia… i choć oczy zapełniają się łzami, wiem- że wieczory spędzane w towarzystwie przyjaciółki są już historią. Pozostał niesmak oglądania zachowań rodziny… Jak bardzo często mylimy się patrząc na drugiego człowieka…




dzwony trwogi...


Panie Boże- widzisz a nie grzmisz… Przysłowie to wyrywa się na usta zawsze ilekroć czytam newsy z naszego kraju. Są one jak dzwon trwogi… i choć wszyscy go słyszą,- wydaje się być niemożliwym spowodowanie by przestał bić.  Sytuacja Polaków... przypomina historię skazańca stojącego przed plutonem egzekucyjnym: Facet wie, za moment skończy się historia jego życia. Patrzy mętnym wzrokiem raz w lufy raz w niebo. Nie jest bohaterem ale chciałby żyć. W pewnym momencie kapitan plutonu, wstrzymuje egzekucję i pyta skazanego: „a może chciałby Pan powiedzieć jakieś ostatnie słowo...”-na co skazaniec odpowiada:„a czy mają Panowie dla mnie może jakąś inną ofertę”?  To co się dzieje w naszym kraju to niewiarygodny... całkowicie absurdalny marazm. My Polacy - stoimy właśnie przed plutonem egzekucyjnym historii. 
Troszkę  historii… Polska odzyskała niepodległość w 1918 roku i już po zaledwie 21 latach padła ofiarą okupacji niemieckiej i potem radzieckiej. Rosja, zresztą do dziś okupuje połowę naszego kraju. Winni byli Polacy którzy nie potrafili się zjednoczyć...  elity polityczne... oraz ci którzy nie potrafili się dogadać a w rezultacie rozegrać. W tej chwili historia się powtarza. W 1989 naród Polski wielkim zrywem wywalczył wolność i demokrację (?). Teraz szybkimi krokami, idziemy znowu do utraty suwerenności na rzecz UE... Niemiec i Rosji.  Prawie już jesteśmy pewni tego,- jaki będzie epilog transformacji ustrojowych… reform gospodarczych. Polska wyrwała się z obłędu jakiejś tam formy komunizmu, oraz całkowitej zależności od wpływów rosyjskich po to... aby teraz, z własnej woli, bez widocznych oznak przemocy wpaść w sidła… Rosji i UE oraz Niemiec. Na własne życzenie. Wielu ludzi, zadaje sobie pytanie: czy teraz jest naprawdę lepiej niż było wtedy? Przecież chyba gorzej być już nie może. Kiedyś łączyły Polaków pewne wspólne wartości oraz nadzieje lepszego jutra. Odzyskania wolności, niepodległości i poprawę warunków życia w naszej wspólnej nowej ojczyźnie. A tymczasem? W ciągu ostatnich lat w Polsce, nie dokonano żadnych reform gospodarczych, ani transformacji systemu komunistycznego na kapitalizm czy też wolny rynek. Polska sprzedaje się... oddaje  „na gwałt” obcych interesów.  Polska została sprzedana… obywatele wywłaszczeni i oszukani. W imię czego i dlaczego… Nawet ceny są bez znaczenia… Najważniejszą jest odpowiedź na pytanie- „dlaczego tak się stało”… Dlaczego to nie Polacy kupili ten majątek… kto pozwolił na taką sytuację…  Wszyscy teoretycy, politycy, podkreślają i trąbią banały z trybun wyborczych... „Własność prywatna i dostęp do wolnego rynku – to świętość i podstawa demokracji”.  Jak więc nazwać to... że nasi politycy ostatnich 23 lat sprzedali większość majątku naszego kraju. Jeżeli nasza ojczyzna jest własnością wierzycieli, to można ten fakt określić tylko w jeden sposób... Wiekszość handlu naszego kraju jest w rękach niepolskich. Bank..., instytucje finansowe... ubezpieczeniowe...- są w obcych, czasem wrogich Polsce rękach. Finanse państwa są w upadłości i kompletnej ruinie, dług publiczny rośnie w zastraszającym tempie. Zbankrutowany ZUS... Tak samo służba zdrowia... Edukacja... szkolnictwo- zbliżają się do dna antypolskości. Wymiar sprawiedliwości i administracja, przestają funkcjonować w interesie obywateli oraz Państwa. No i przede wszystkim Polska jest niemal bezbronna - pozbawiona armii i służb bezpieczeństwa. Czy odpowiedzią na ten problem jest NATO? Kiedyś już mieliśmy podpisane podobne układy. KTO jest winien obecnej sytuacji naszego kraju! Kto ponosi za to wszystko odpowiedzialność... Odpowiedź jest prosta... To reprezentanci narodu, wybrani w  „demokratycznych” wyborach. Oczywiście w ostatecznym rozrachunku - winni jesteśmy my wszyscy – wyborcy. Bo to my będziemy latami płacić za błędy partii politycznych. Partii,- które finansujemy z naszych podatków... i partii, którym chodzi tylko o jedno- WYGRAĆ WYBORY. Zagrzmij Panie… Odepchnij od koryta ludzi, którzy grają społeczeństwu na nosie… Społeczeństwu, które ich wybrało.




niedziela, 22 kwietnia 2012

zdarzenie...


Okrutne zdarzenie to kiedy światło, papier i woda w zbiorniku kończy się w tym samym czasie ...




Następny post " na poważnie"...

sobota, 21 kwietnia 2012

nowe odmiany deklinacyjne... ;)



Dziś z racji weekendu post „z uśmiechem”. Tak wiele ostatnio mówi się o zmianach w naszym ojczystym języku. Czas przynosi nowe potrzeby i w związku z nimi… konieczności. I choć poniższe przywoła na usta uczniaków uśmiech,- nie przyjmie się na pewno. Młodzież generalnie NIE LUBI SIĘ UCZYĆ.
Obecnie znana deklinacja
poszerzona została o dodatkowe
odmiany :
1. Mianownik- kto? co ?
2. Dopełniacz- kogo?  czego ?
3. Celownik- komu? czemu?
4. Biernik – kogo? co?
5. Nadrzędnik – z kim?
    z czym? 
6. Miejscownik- o kim?
    o czym?
7. Wołacz - o !!!
                                             

8. Intymnik- kto z kim?
9. Wygryźnik – kto kogo
     i dlaczego ?
10. Łapownik- kto komu
      i ile ?
11. Przypierdolnik- komu ?
      w co?
12. Wpierdolnik materialny-
      komu? w co?  za ile?
13. Powodnik- dlaczego ja?
14. Dziwnik – he ?
15. Rządownik – kwa, kwa
16. Złodziejnik - komu?
      gdzie?   ile?
17. Politycznik - koalicja?  z kim? dlaczego?  po co?



                                      

czwartek, 19 kwietnia 2012

książki...



Gdy dowiedziałam się, że wyrzucono na śmietnik ( nie na makulaturę) sporo woluminów… szlag mnie trafił. Nie mam na nic wpływu. Może gdybym wiedziała wcześniej… Nic już nie cofnę.
Pomyślałam właśnie o malarzach… dla których książki były natchnieniem… O ludziach, dla których ta martwa natura była tak ważna, że wisiała i wisi nadal na ścianach dziesiątki czy setki lat. O tym… że z takim zafascynowaniem i szacunkiem patrzą na te prace co dzień… Postanowiłam umieścić na blogu parę takich cudeniek. To szlachetne kamyczki, które ozdobią to miejsce.



















środa, 18 kwietnia 2012

poranna kawa...



Poranna kawa… Gorąca i z posmakiem słodyczy, mimo iż nie słodziłam jej w ogóle. Łyk gorącej- działa jak muzyka dla ucha. Magiczne ciepło łączące się z krwią. Dumny, tajemniczy duch wypełniający ogniem i miłością. Łagodzący cierpienia. Kocham wypełniający dom zapach świeżo parzonej kawy. Ten zapach zawsze kojarzy mi się z naszymi porankami. Kawa… i zapach Twojej skóry. Cisza świtu za oknem i żegnające pocałunki. Ciepło kawy grzało moje dłonie…- grzało jak Twoje ręce.
Skąd te wspomnienia… Właśnie dziś… W ten chmurny wiosenny dzień. Przecież rozstaliśmy się zimą. Gdy puch na oknie… Gdy potrzebowałam ciepła bardziej niż kiedy indziej. Może dlatego że znów odszedł ktoś bliski. Ktoś… kto powinien jeszcze długo być i być. Ktoś kto miał tyle marzeń i planów. Ona także była sama… Bała się facetów tak- jak boję się ja. Też nie chciała drugi raz zaufać…



poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Po nocy jest dzień… a po burzy spokój…


Pomalutku zaczynają układać się pozytywnie sprawy. Odpowiedź na którą czekałam tak długo,- zadawala mnie i czas musi upłynąć aż wszystko zakończy się szczęśliwie. Pod koniec kwietnia otrzymam już oficjalnie, dobrą dla mnie wiadomość. Maleńki dysk, jaki załatwił dla mnie Długi- nie jest szczytem marzeń… umożliwia mi jednak pracę przy komputerze. Będę mogła malować, bo mam już możliwości edytowania zdjęć. I tak dobra wiadomość za dobrą wiadomością, czynią życie znośniejszym. Cios jakim powalił mnie ostatnio los- znoszę coraz lepiej. Już nie zdarza się chwytanie za telefon i wybijanie numeru przyjaciółki. Wiem ze ten numer jest już nieaktualny. Odzywa się natomiast codziennie telefon od Jej mamy. Rozmawiamy chwilę by mogła wyrzucić z siebie brak najbliższej osoby.
Podpisałam dziś bardzo korzystną umowę z operatorem telewizji kablowej i dostawcą Internetu. Wybiegłam z siedziby wręcz uszczęśliwiona. Mam już teraz z tym spokój na jakiś czas.
Przed nami długi weekend. Może uda mi się zakupić ziemię i kwiaty na balkony. Może znów zacznę malować. Kiełkuje chęć i kiełkują pomysły. Powracają stare koncepcje i chyba zaczynam inaczej żyć.
Może teraz zaczyna się równia lub jeszcze lepiej…- z górki. Może ktoś „rządzący na górze” postanowił ulżyć na jakiś czas i dać odpocząć od kłopotów. Nawet PIT rozliczony i czekam na niewielki zwrot. Sny spokojniejsze i czasami uśmiech. Spraw Panie by tak już zostało.
I kawa wieczorna… leciutka jak piórko i rzadka jak mgiełka. Dobranoc…




niedziela, 15 kwietnia 2012

kubek do porannej kawy...



Ulubiony kubek. Stoisz nad odłamkami i zdajesz sobie sprawę z tego, że jego życie zakończyło się definitywnie. Tak- jak ludzkie. Nie możesz już nic poradzić, bo czas biegnie tylko w jedną stronę i życia nie cofniesz. Nic nie jest nam podporządkowane. Co ma się stać się stanie i jeśli miał się stłuc- stłucze się na pewno. I nawet po stracie takiego przedmiotu- nic nie będzie już takie, jak poprzednio. Poranna kawa…. Uchwyt tak dopasowany do dłoni… i wzór na który patrzyło się kilka lat. Można skleić… ale to i tak nie będzie ten sam kubek. Okaleczony… dający obrzydliwy posmak kleju… Pozostało mi starannie pozbierać kawałeczki porcelany i wrzucić je do kosza. Mogę kupić podobny… Nie będzie on jednak taki sam i nie będzie przede wszystkim TEN SAM. Niech więc zostanie jak jest,- a z wyrzuconymi skorupkami wyrzucę część siebie. Dotyk ust…. Chwyt dłonią i więź spojrzenia na wzór. Zabraknie go w mojej kolekcji tak- jak zabrakło mi w moim życiu Ciebie PRZYJACIÓŁKO. Brak ulubionego kubka nie spowoduje że przestanę pić herbatę czy kawę… Będę przecież żyć dalej, mimo tego że nie porozmawiamy już więcej. Uczę się utracać… uczę się także tego, ze trzeba najważniejsze chronić… Zapisywać to ważne i chronić pamiątki.   Pożegnałam już Ciebie i uporządkowałam wszystko co zostało. Po spotkaniu z Twoją rodziną już wiem…- jak ważną osobą byłam w Twoim życiu. Tak wielu rzeczy dowiadujemy się o ludziach dopiero gdy odchodzą…


środa, 11 kwietnia 2012

POŻEGNANIE PRZYJACIÓŁKI...

Marzyłaś o tańcu… Chciałaś frunąć nad ziemią jak ptak kolorowy…
        Miałaś tyle planów i zamierzeń… Znałam je wszystkie…
              Dziś wiem o nich tylko ja…- Ciebie już nie ma…
                                    Teraz już tylko tańcz…


wtorek, 10 kwietnia 2012

"chorobliwy" czas...


Od dłuższego czasu samopoczucie mojej przyjaciółki zastanawiało mnie i niepokoiło. Brak apetytu… słabości nawet po wstaniu porannym z łóżka… niechęć do życia i kłopoty z prawidłowym oddychaniem. Wszystko to składała na konsekwencje palenia papierosów, bo rzeczywiście paliła jak smok. Po jej każdej wizycie wywietrzenie pokoju i odwonienie firanek to wielogodzinny proces. W niedzielę miała już kłopoty z wejściem na drugie piętro i w końcu brak normalnego oddechu zmusił ją do pójścia wczoraj do lekarza na zwaną potocznie przez pacjentów „wieczorynkę”. Lekarz dyżurny zdiagnozował ostre zapalenie oskrzeli i zaordynował odpowiednie leki. Myślę,- że chyba jednak potrzebna jest wizyta u lekarza domowego i odpowiednie do diagnozy szczegółowe badania. Tak złe samopoczucie nie pasuje mi do „tylko” zapalenia oskrzeli. Znając dość dobrze dziewczynę wiem… że praktycznie nic nie było ją w stanie powstrzymać od palenia. NIC… a teraz nie pali już trzy dni i organizm nawet nie domaga się nikotyny. Mam już wątpliwości do jakości pracy naszej służby zdrowia. Po prostu coraz mniej wierzę w jej rzetelność i doradzam chorej wizytę u drugiego lekarza.
A przyjaciel… -złożony już od pewnego czasu chorobą, której głównym objawem są bóle, chyba zbyt lekceważąco potraktował dolegliwość. Namawiałam na wizytę u lekarza… Liczył na to że przejdzie jakoś samo. Postanowił jednak skorzystać z rady i mam nadzieje że jednak dziś odwiedzi medyka.
A ja dziś czuję się dobrze. Katarek przeszedł i nawet kręgosłup mniej boli. I myślę tak sobie że może powinnam skorzystać z tego dobrego samopoczucia i zamiast od razu wziąć się do jakiegoś obciążającego go działania… po prostu sobie odpocząć. Dodać do świąt ten jeden dzień więcej i wykorzystać go do pielęgnacji własnego ciała. Podobno rozpieszczanie kobiety daje dobre efekty… i jeśli nie ma jej kto rozpieszczać- powinna zrobić to sama.
Dzień wstał wyjątkowo słoneczny. Choć chłodno podziałam trochę na balkonie. Podleję iglaki i rosnące tam róże.
Z pozwolenia na użycie „nie mojego” komputera skorzystałam i teraz do pracy.
                                                         


poniedziałek, 9 kwietnia 2012

wielkanocny poniedziałek...


Personal computer- osobisty komputer… Nazwa prawidłowa- czego sama doświadczam obecnie. Osobisty jak szczoteczka do zębów… komórka… czy żona. Nie mogę korzystać z mojego, padł bowiem chodzący na ostatnim oddechu dysk. Nowego kupić nie mogę. Jak bardzo potrzebnym sprzętem jest w domu komputer-przekonujemy się gdy go zabraknie... jak w wypadku innych sprzętów gdy zawodzą. Długi- jak wynika z decyzji, bym czasami korzystała z jego komputera, bardzo mi współczuje. I nie żebym była z powodu braku tego PC w domu jakaś upierdliwa czy marudna-nie.. Nie miałam czasu na biadolenia z powodu braku dostępu do wiekowego wynalazku. Zbliżały się święta i pracy miałam moc. Dostęp jednak umożliwił i dziękuję Mu za to bardzo. O korzystaniu z komunikatorów naturalnie nie ma mowy. Trudno… Kiedyś przecież ten dysk sobie kupię.
Wizyta u ortopedy wreszcie zaliczona. Nic nie mógł powiedzieć bez dokładnych badań, dostałam więc skierowanie na tomografię komputerową. Znów czekanie w kolejce na badanie… a potem następna kolejka do specjalisty. Odebrany nowy dowód rejestracyjny autka (czekałam w kolejce 3 godziny).
Załatwiam… a przynajmniej usiłuję załatwiać wszystkie sprawy na bieżąco. Swoje już się wydenerwowałam- teraz po prostu czekam.
Słońce dziś świeci wręcz urzekająco. Dzieciaki z wiaderkami biegają po ulicach i parku. Ptaki śpiewają wiosennie. Szkoda że temperatury zbyt niskie na tę porę roku. Program w TV na obecne święta to już żenada. Nie oglądałam TV często i nawet nie wiedziałam jak bardzo zszedł na psy (bez obrazy tych wspaniałych zwierząt). Abonament… Hmm…   Idąc rano do sklepu kupuję codziennie NOWE pieczywo i NOWE masło. NOWE mleko i NOWY serek. Gdy włączam telewizor za na nowo opłacany abonament, udostępnia mi się stare filmy… stare programy publicystyczne i tylko kłótnie polityków są nowe. Zmieniają się bowiem tematy.
Czas teraz na świąteczne ciasto… Babeczkę i piernik pochłania Długi… Wspólnie jemy tylko serniczek. Straciłam na szczęście ostatnio apetyt. Nie przytyję przez te święta.
         




niedziela, 8 kwietnia 2012

niedziela wielkanocna...


Z okazji Świąt pragnę życzyć wszystkim zdrowych i pogodnych Świąt Wielkanocnych, obfitości na Świątecznym stole, smacznego jajka oraz wiosennego nastroju w rodzinnym gronie.

wtorek, 3 kwietnia 2012

awaria...

Zastrajkował sprzęt! Spodziewałam się tego. Chodził przecież na ostatnim oddechu. Nie wiem kiedy wrócę do prowadzenia blogu. Zastanawiam się czy wogóle warto...