środa, 18 kwietnia 2012

poranna kawa...



Poranna kawa… Gorąca i z posmakiem słodyczy, mimo iż nie słodziłam jej w ogóle. Łyk gorącej- działa jak muzyka dla ucha. Magiczne ciepło łączące się z krwią. Dumny, tajemniczy duch wypełniający ogniem i miłością. Łagodzący cierpienia. Kocham wypełniający dom zapach świeżo parzonej kawy. Ten zapach zawsze kojarzy mi się z naszymi porankami. Kawa… i zapach Twojej skóry. Cisza świtu za oknem i żegnające pocałunki. Ciepło kawy grzało moje dłonie…- grzało jak Twoje ręce.
Skąd te wspomnienia… Właśnie dziś… W ten chmurny wiosenny dzień. Przecież rozstaliśmy się zimą. Gdy puch na oknie… Gdy potrzebowałam ciepła bardziej niż kiedy indziej. Może dlatego że znów odszedł ktoś bliski. Ktoś… kto powinien jeszcze długo być i być. Ktoś kto miał tyle marzeń i planów. Ona także była sama… Bała się facetów tak- jak boję się ja. Też nie chciała drugi raz zaufać…