piątek, 8 stycznia 2016

TEN WYJĄTKOWY...


Co roku dostaję w prezencie lub po prostu kupuję sobie gruby organizer. Ostatni prezent jaki dostałam służył mi przez pięć lat. Wymieniałam tylko wkład kalendarzowy i notatki. Był skórzany i bardzo praktyczny. Darczyńca był dla mnie kimś wyjątkowym... dla kogo w moim sercu zarezerwowane było sporo miejsca. Adres i numer telefonu wpisany złotymi literkami świadczył o moim stosunku do tej osoby. W zasobach telefonu komórkowego do wczoraj pieczołowicie pilnowane i często oglądane było zdjęcie mężczyzny w eleganckim kapeluszu. Do wczoraj....
 Bo wczoraj porządkowałam organizer i zasoby telefonu. Decyzja była przemyślana. Paluszek długo wisiał na funkcją "usuń kontakt"... W końcu użyłam tej możliwości i nie ma Cię już u mnie. Zostałeś tylko w sercu... z którego nie potrafię Cię usunąć. Po tak wielu latach pożegnałam się z Tobą.

niedziela, 3 stycznia 2016

2016 SIĘ ZACZĄŁ...


No sporo czasu minęło od ostatniego mojego wpisu.... sporo. Wszystko jednak co się dzieje na tym świecie ma swoją przyczynę. Moje milczenie także miało. Pierwszy raz w moim życiu nie sprzątałam sama na święta. Długi nie miał czasu bo awans zabrał mu resztki czasu jakie spędzał w domu. Owszem dumna jestem z Jego sukcesów... ale niestety przełożyły sie one nie tylko na dochody, ale także na czas jaki może poświęcać domowi. Dumnie brzmi tytuł KIEROWNIK PRODUKCJI- prawda? Zabrał mi on jednak młodego zupełnie. Ja- złożona niemocą nie myślałam nawet o sprzątaniu. Zatrudniliśmy firmę. Pełna obaw i mieszanych uczuć czekałam na realizację zlecenia. A gdy przyszedł młody, przystojny chłopak z wiadrem i kuwetą pełną chemikalii chyba widział w moich oczętach powątpiewanie bo spytał: " mam sprzątnąć jak własnej mamie na święta- tak? ;)" TAKKKKKKK przytaknęłam z aprobatą, bo zrozumiałam że chyba chłopak wie o co chodzi. I sprzątnął......... Tak jakbym sama sobie sprzątnęła. FACET... POSPRZĄTAŁ IDEALNIE... JAKBYM JA SAMA...
Zakupy robiliśmy wszyscy. Ja... Długi z dziewczyną... część przywiózł kolega który ma "wejścia" na giełdach. I tak załatwiłam święta... sylwestra i Nowy Rok. Z przyrzeczeniami co do realizacji pewnych postanowień dałam sobie spokój. To nie działa od wielu lat więc po co oszukiwać samą siebie.
Nierobem- nie byłam. Złożona chorobą działałam na ile mogłam. Ponaprawiałam uszkodzoną pościel, ręczniki i obrusy. Doprowadziłam do stanu używalności zabytkowy obrus. Ręcznie robiony w początkach ubiegłego wieku. Naprawiłam.... doszyłam taśmy maskujące, odplamiłam i wybieliłam.
Uszyłam kilka nowych, część haftując własnymi rękoma. Na haftowanie poszewek na jaśki poświęciłam także kilka dni. Teraz morduję się nad serwetkami do wielkanocnego koszyczka. Marzą mi się richelieu, ale czy będę miała cierpliwość?
 




Grudniki kwitły przy końcu listopada. W tym roku wyjątkowo obficie... i powtórzyły w połowie grudnia. Ot tak postanowiły zrobić mi niespodziankę. Muchołapka także zamarzyła o potomstwie i wypuściła pęd kwiatowy. Dostała w podzięce dwa dorodne pająki. 




Czy dokarmiam ptaki??? No jasne!!! Dostają "słonecznika" i kule tłuszczowe. Dzięcioł także przylatuje do stołówki. To mój ulubieniec. Na święta balkon ustroiłam w zieleninę i robione ręcznie sikoreczki. Cudownie buja je wiatr.. a i zdarza sie że prawdziwe sikorki na nich na moment przysiadają. Młodziutka sąsiadka z dołu narzeka,- że łupinki od słonecznika zabrudzają jej balkon, ale co ona widzi przez niemyte przez trzy lata okno?!
 









Choinka ubrana i mieszkanie przystrojone na święta było.







Rozchodził się aromat nabytych pachnidełek. Jak tradycja nakazuje... święta spędziliśmy godnie. Na pasterkę naturalnie nie poszłam. Obejrzałam za to "spektakl" urządzony przez bywalców studenckiego klubu, który niedawno otwarto naprzeciw moich okien. Był krzyk młodej dziewczyny i striptiz jej faceta. Jego łzy i wyznania że kocha tylko ją. Była krwawa bójka i powalenie na bruk półnagiego agresywnego rozrabiaki. Wszystko to w oparach dymu papierosowego, na którego to papierosa młodzież musiała wyjść. A ja stałam w oknie z  bolącym kręgosłupem... i wydzierającym prawą nogę bólem rwy. I tak myślę... Dlaczego po interwencji telefonicznej kilkorga osób, policja przyjechała po pół godzinie? Czyżby w obawie o własne życie i zdrowie?!
Choć z opóźnieniem,- ale życzę wszystkim DOBRZE. By nikt nie był głodny i wszyscy czuli się bezpiecznie. By każdy miał swój kąt do zamieszkania i prawdziwego przyjaciela. Byście dawali radę chorobom i niesprawnościom. I nie oszukujmy się, że każdy ma tyle lat na ile się czuje. Mamy jak każda rzecz datę stworzenia... i czas, dla nikogo się nie zatrzymuje. Nie oszukamy go młodzieżowymi ciuchami czy modnymi dla młodych samochodami. Nie zakryjemy zmarszczek młodzieżową gwarą i używaniem wulgaryzmów. Wykorzystajmy swoje życie i czas jaki nam dano tak, byśmy byli dumni z każdej przeżytej minuty. Ja- często czuje się już staro. Ale co tam.... MAM JESZCZE TYLE DO ZROBIENIA!!!