niedziela, 15 lipca 2018

PO PÓŁTORA ROKU...



Tak własnie szybko mija czas.
Dzień goni dzień i nawet nie zauważamy jak stajemy się staruchami. Jeśli pogoda ducha trzyma się nas mimo wieku to jeszcze szczęście. Jeśli natomiast nastroje przypominają dzisiejszą pogodę to aż nie chce się z takimi osobami rozmawiać. Ciągłe narzekania na wszystko i wszystkich. I jeden temat…… POLITYKA. Nie rozmawiam na ten temat z nikim, bo nie chce używać niecenzuralnych słów,- a przede wszystkim nie chcę się denerwować. Codzienność przynosi tyle problemów, że dodawanie sobie świadomie nerwówki po prostu nie ma sensu. Popełniłam parę prac. Adell- Klimta w złocie i między innymi panorama Kalisza. I tak naprawdę nie ma nic nowego czym chciałabym i mogła się pochwalić. Właśnie przekwitły orchidee a „wsadzone” w ziemię listki fiołków afrykańskich zaczynają puszczać korzenie i listki. Z nieodmianowymi nie ma kłopotu… natomiast wszystkie odmianowe kapryśne jak na szlachtę przystało. Siedzą już w ziemi półtora miesiąca „I NIC”. Niektórym ugniły łodyżki i będę wyrzucała. Tym,- które stoją, nadal dam szansę. A tak w ogóle, żeby je zachęcić do życia powiedziałam że kosz na śmieci stoi przy drzwiach. Jak twierdzą bowiem znawcy roślin…  rozumieją one w jakiś sposób co do nich mówimy i należy straszyć „rozstaniem” albo je uszczypnąć. Jak widać z wiekiem zaczynam wierzyć w zabobony. No i cóż…. Świat bardzo szybko się zmienia. Trudno cieszyć się, że na lepsze- ale nie narzekajmy. Mamy dochody i co jeść. Pozapłacane rachunki. A zdrowie jest jakie jest i właśnie na nie mamy niewielki wpływ. Zatruliśmy się na własne życzenie chemią i niewiele już da samodzielne przygotowywanie na zimę przetworów. A właśnie widzę, jak nagminnie panie odwiedzają targowiska i przynoszą do domu owoce. Czy zawsze zdrowe? Chyba nie. „Pakują” jednak w słoiki te zdobycze i ustawiają w piwnicach ciesząc się, że mają „swoje”. Czy ja coś robię? Tak. Corocznie przetwarzam pomidory i kiszę ogórki. Nie mogę przyzwyczaić się do zupy z chemii z puszek… a żadne inne ogórki nie smakują tak,- jak moje. Mam znajomych, którzy uprawiają te warzywa i kupuję te, które jedzą i oni. Te „z kąta”. Bez zasilania sztucznymi nawozami. Ogórki biorę tylko 6-7 centymetrowe a po ukiszeniu, przerywam proces pasteryzacją. Chrupią jak małosolne. Ot taka polska gospodyni się zrobiłam. No i jak widać leniwa się zrobiłam. Mam nadzieję, że nastepny post popełnię szybciej niż po roku.

sobota, 14 stycznia 2017

DAMA Z ŁASICZKĄ...


Może mam nieprawdziwe wiadomości… ale jeśli pokrywają się jednak z rzeczywistością to jestem co najmniej zdumiona. Order Polonia Restituta to odznaczenie niemałej ważności. I takie to właśnie odznaczenie otrzymał  Adam Czartoryski za podarowanie narodowi polskiemu słynnego dzieła Leonardo da Vinci- „Dama z łasiczką”. Działo się to 24 lata temu w roku pańskim 1992.  Od tego momentu ten unikalny obraz jest własnością Polaków. Kupiono całą podarowaną kolekcję Czartoryskich za pól miliarda złotych i to podobno bardzo tanio. Zaczynam liczyć i wychodzi mi że order i kasa to chyba za wiele. Dama z łasiczką w żadnym wypadku nie mogła i nie może wyjechać z Polski bez oficjalnej zgody, więc nie kupi jej żaden cudzoziemiec, jest ona nie do sprzedania nigdzie, tak jak Mona Lisa… dlatego też nie było innego wyjścia jak sprzedać ją Polakom. Monę Lizę nawet kiedyś skradziono nie biorąc pod uwagę faktu, że takiego dzieła nikt nie kupi. Wróciła więc na swoje miejsce i nadal możemy ją w Luwrze oglądać. Kupiliśmy więc sobie  „sztukę”, która i tak do nas należała.
Parę lat temu w napadzie fantazji popełniłam reprodukcję „Damy…” i „Mony…”. Monę skopiowałam w miarę wiernie…. natomiast  przy Damie poniosła mnie wyobraźnia i dostała ona ode mnie inne, wyjątkowe spojrzenie. Obydwie prace mam w swoich zbiorach i szlag mnie trafia na ludzi, którzy w wyjątkowo obrzydliwy sposób trwonią nasze pieniądze. Na końcu ostatnia moja praca, malowana w okropnym zimowym ponurym  świetle.




sobota, 24 grudnia 2016

poniedziałek, 31 października 2016

ŚWIĘTO ZMARŁYCH 2016...



Idą ku mnie tylko kalinami,
po cierniach, po sinych jagodach,
umarli znajomi, kochani.
Idą ku mnie tylko po szelestach,
między wichry zadyszane wplątani:
"Ty ty?! Ach, cóż za pogoda..."

Od szronów – brwi ich siwe,
młode rzęsy dziwnie ociężały...
I głaszczę ich, choć wiem, że – nieżywi...
znajomi... ci, których kochałam...
Młodzi zamyśleni, zmarnowani,
idą ku mnie umarli, kochani.



Kazimiera Iłłakowiczówna

wtorek, 18 października 2016

WIECZORNE PRZEMYŚLENIA... PONIEDZIAŁEK

ŚMIERĆ

Możemy i próbujemy o niej zapomnieć… Jest jednak nieuchronna i sprawiedliwa, bo dotyczy każdego człowieka bez względu na jego pozycję i status społeczny na zasobność kieszeni i konta, na piękno czy brzydotę ciała. Nasuwa mnóstwo pytań,- ale na nie możemy odpowiadać do pewnego momentu… granicy. Za nią jest wielka niewiadoma, interpretowana na setki tysięcy sposobów. Prawdy jednak nie zna nikt żyjący. Izolujemy się od tematu z uwagi na lęk jaki w nas budzi. Na niewiadomą i nieodwracalność zjawiska. Pamiętam śmierć mojego Taty. W pewnym momencie… w zapomnieniu chciałam spytać jeszcze o coś. Uzyskać odpowiedź na bardzo ważne dla mnie pytanie… i dopiero wówczas dotarła do mnie nieuchronność tego odejścia i zamknięcie za sobą wszystkich spraw z pozostawieniem pytań bez odpowiedzi. Czy możemy się do niej przygotować? Tylko w części. Od pewnego etapu istnieje niewiadoma i tu zaczyna się ta część, do której przygotować się nie możemy. Jak bowiem możemy przygotować się do innego świata jeśli nie wiemy czy w ogóle on istnieje. Nie ma dwóch takich samych śmierci bo nie ma dwóch takich samych ludzi. Każdego z nas śmierć jest inna. Dla części z nas jest tragedią.. ale dla cierpiących fizyczne katusze,- jest wybawieniem. Oddaleniem bólu, strachu i obrzydzenia do życia... zakończeniem gehenny życia.
Jakie uczucia towarzyszą umieraniu? To wiemy z pewnością. W tej chwili jesteśmy sami. Uczucie osamotnienia ogarnia nas całych, bo widzimy na twarzach ludzi wokół bezradność, bezsilność… zmieszanie. Tworzy się bariera izolująca coraz bardziej osobę umierającą z żywymi. Ludzie znajdujący się wokół… z różnych względów nie potrafią pokonać bariery jaka dzieli ich z umierającym. Nie potrafią go już rozumieć i wejść w jego świat. Często wydaje im się, że zbliżenie się do tej osoby. spowoduje wciągnięcie go poza pewną granicę i stanie się równy umierającemu. Trzymamy się rozpaczliwie tego naszego życia. Jest ono dla nas warte WSZYSTKO. A przecież to tylko droga jaką musimy przejść by odejść.
Trudne to przemyślenia w jesienny wieczór. Jednak nieodłączne w dniu gdy żegna się PRZYJACIELA.