niedziela, 1 listopada 2015

1 LISTOPADA


 Niejednokrotnie już pisałam że kocham jesień. Uwielbiam ją za wszystko... Począwszy od tego że urodziłam się w środku jesieni... poprzez to, że przynosi ulgę po upalnym lecie... wreszcie po to, że jest bajecznie kolorowa... a ja na punkcie kolorów mam fioła, choć całe życie ubieram sie na czarno. Najważniejszym jednak punktem jest fakt, że kwitną jesienią kwiaty, które obdarzam uwielbieniem. Tak... chodzi o chryzantemy. Cmentarz w Święto Zmarłych, sprawia mi przyjemność właśnie z powodu powodzi, tych właśnie kwiatów. Kilka informacji "ściągniętych" z netu.
Pierwszą pisemną wzmiankę o chryzantemie znaleziono w pismach Konfucjusza. W wielu krajach Europy chryzantemy kojarzą się ze smutkiem i cmentarzami. W Azji zaś ten jesienny kwiat jest symbolem słońca, dostojeństwa, radości i długiego życia. W Japonii najwyższym odznaczeniem państwowym jest Cesarski Order Chryzantemy, a władcy zasiadają na "chryzantemowym tronie". Złocista chryzantema o szesnastu płatkach jest herbem cesarzy Japonii. W Japonii obmywano się w rosie zebranej z kwiatów chryzantemy, wierząc, że zapewni to zdrowie i długowieczność.
Stare przysłowie mówi: "Jeśli chcesz żyć długo, zdrowo i w radości... pielęgnuj ogród chryzantemowy". Nie tylko bowiem piękno tych kwiatów ma koić nasze problemy, ale cała roślina jest używana jako lek zielarski, kulinarna przyprawa oraz ozdoba każdego jesiennego dania. Symbol perfekcji i ładu społecznego.  Chryzantemy były kultywowane w Chinach już 2700 lat temu.
Były tam w takiej estymie, że jedno z prastarych miast nosi nazwę Ju-xian, czyli Chryzantemowe Miasto.  Z Chin dotarły do Japonii i stały się rzadkim przypadkiem, kiedy roślinę nie występującą naturalnie na danym obszarze, wybrano na emblemat narodowy. Ten symbol słońca przypadł do gustu Japończykom ze względu na spokojne, powolne i regularne rozwijanie się płatków, reprezentujące perfekcję. Sam Konfucjusz sugerował, że właśnie ten proces powinien być obiektem medytacji.  Jak stało się z wieloma innymi importami kulturowymi z Chin do Japonii (pismo, festiwale, kuchnia) bardzo szybko i entuzjastycznie go przyjęto. Dziś chryzantema wydaje się archetypem kultury tego kraju, jej wizerunek ozdabia wszelkie świątynie shinto, cesarskie pałace oraz w formie znaczka wpiętego w klapę, również członków rządu i parlamentarzystów. Nie wszystkie te emblematy kwiatu są jednakowe. Jedynie sam cesarz i nikt poza nim ma prawo używać w swej pieczęci złotej chryzantemy, z szesnastoma płatkami, i kolejnymi w tej liczbie brzegami wychylającymi się spoza głównego kwiatu. Inni członkowie rodziny cesarskiej mogą nosić lekko zmodyfikowane modele tej wersji: czternastopłatkowe.  Parlamentarzyści zaś w swoich znaczkach mają 16 płatków, ale już bez tylnego rzędu. Te subtelne różnice pozwalają ustalić hierarchię i przynależność do grupy, która jest w japońskiej kulturze niezwykle ważna. Nieprzestrzeganie tych drobnych, wydawałoby się różnic, jest postrzegana prawie jak świętokradztwo i takie podejście jest głęboko ukorzenione w kulturze tego narodu. Jedynie świątynie shinto, tradycyjnej religii japońskiej, mogą sobie pozwolić na wystawianie emblematu cesarskiego, lub jego włączenie do własnego symbolu. Nawet stojący poza prawem członkowie mafii, czyli jakuzy, choć często włączają kwiaty chryzantemy do tatuaży, którymi zwykle mają pokryte prawie całe ciało, nie ośmielili by się użyć emblematu szesnastopłatkowego. Chryzantema, symbol słońca i cesarza jest bardzo poważana, ale i lubiana za piękno i radość jaką przynosi w coraz krótsze, jesienne dni.
Ale po co gadanie... Nic nie jest ważniejsze od piękna tych roślin, więc  zagłębnijmy się w oglądaniu...