czwartek, 31 maja 2012

stoi na stacji lokomotywa....

Weszłam… Wysłuchałam… Miało być śmiesznie,- ale jakoś mi nie było do śmiechu… Z powodu PRAWDY!


poniedziałek, 28 maja 2012

Wiosenny czas…


To…. Co widzę ze swoich okien pokazuje rytm przyrody. Jest więc  kolorowe lato… ruda jesień i biała zima. Jest wiosna, na którą czekam co roku z niecierpliwością. W tym roku rozpoczęła się gniazdem gołębi na parapecie budynku naprzeciwko. Rodzice doczekali się dwójki wspaniałych maluchów, które dawno już wyfrunęły.



A potem zaczęły zielenić się drzewa. Najpierw trochę nieśmiało z powodu niespodziewanych przymrozków… Buchnęły bukietem, gdy zrobiło się już zdecydowanie ciepło.



W ubiegłym roku nie kwitły akacje. Nie wiem dlaczego… Może sroga zima… A może wiek… Mają już chyba z 60 lat.
W tym roku zakwitły znacznie szybciej niż zawsze. Mają zdecydowanie mniej kwiatów, ale pachną jak zawsze… Przepięknie…. Najintensywniej nocą.
Któregoś roku… właśnie w takim czasie… nocą,- skrzywdzono w parku młodą dziewczynę. Odór złoczyńcy mieszał się z wonią akacji. Nie mogła wołać o pomoc… Nie mogła krzyczeć… W milczeniu czekała końca tortur. Bydlaka nigdy nie odnaleziono… Nigdy nie poniósł kary za swoją zbrodnię. Teraz- oświetlony park- nie niesie ze sobą aż tylu niebezpieczeństw, chociaż….









Balkony obsadzone już kwiatami. Niezupełnie zrealizowałam swoją koncepcję. Nie miałam siły szukać wszystkich zaplanowanych gatunków. Najważniejsze że roślinki są silne. Rosną jak burza i pachną oszałamiająco. Nawet tuja sięga już prawie końca okna. Cebulka nie zawiodła i mam już swój, nie pędzony chemią szczypior.








Brunek całymi dniami siedzi w oknie. Jest ciekawski wszystkiego i gdy dzieje się coś szczególnego miauczeniem woła mnie do okna.


Ta wiosna przyniosła także chorobę… Na zapalenie płuc chorowałam bardzo długo… a i dziś kaszlę jeszcze, odksztuszając resztki nieszczęścia. Kociak „chorował ze mną” (symbolicznie). Towarzyszył nie tylko w łóżku, ale także podczas każdej wykonywanej przeze mnie czynności. Nawet, jeśli była to poranna czy wieczorna toaleta.









Spotkała mnie także tej wiosny- śmierć przyjaciółki. Była chyba kimś więcej… Siostrą… powiernicą… jedyną osobą, która wiedziała i rozumiała wszystko. Brakuje mi jej BARDZO… Nie pogodziłam się z Jej odejściem… Nic , nie jest już takie samo.
Otrzymałam dziś od przyjaciela materiał do pracy nad jedną z nowych dziedzin mojej twórczości. Jutro zaczynam… Czy będzie miała powodzenie?- nie wiem. Może los poszczęści.
Tak wielu ludzi oburzał strajk artystów. Zamknięte galerie… muzea… Trzeba jednak nim być… by zrozumieć jak żyją ludzie utrzymujący się ze sztuki. Artyści zawsze byli „dziadami”. Tylko nielicznym się szczęściło. Ich prace nabierały wartości pośmiertnie… Korzystali spadkobiercy.
Niebo zaciąga się chmurami. Może popada… Chciałabym… Trzymam w ręku czerwony kamień. Ogrzewam swoją energią, karmiąc się jego… Na szczęście…





Uzupełnienie wpisu… godzina 22.20
Chińska latarenka wzbudziła zainteresowanie. Na życzenie „dośki” –(komentarze) zdjęcia z wieczoru.

zdjęcie od strony mieszkania...



zdjęcia z balkonu...

Rozpoczęłam malowanie kamieni. Pierwsze egzemplarze to próby.





sobota, 19 maja 2012

latarnie...


Pojawiła się ostatnio w Internecie notatka dotycząca oświetlenia ulicznego… a właściwie sposobu na oszczędzanie energii elektrycznej ale  nie tylko,- choć o tym nie wspomniano… o ekologicznym aspekcie tegoż.  Postanowiły bowiem władze w niektórych miejscowościach, wygaszać oświetlenie uliczne po godzinie 24.00
I faktem jest, że po tej godzinie zasypia miasto i znika ruch na ulicach. Dla tych, którzy mają na ten temat odmienne zdanie przypominam że…- „każdy przyzwoity człowiek po północy jest już w domu…”(tak uczono moich rodziców i mnie).
Popieram więc pomysł z wielu względów… a chętnych do oglądania oświetlonego miasta zachęcam do spaceru po zapadnięciu zmroku. I jeśli wchodziłby w grę jakikolwiek kompromis…- zostawiam zapalone latarnie uliczne,- zdecydowanie wygaszam latarenki parkowe.
Te latarnie nasunęły mi pomysł postu o latarniach i nie tylko ulicznych. Bo przecież są jednymi z największych ozdób miejskich ulic i parków. Romantyczny wygląd, jaki miasto zyskuje nocą, w dużej mierze zależy od rodzaju zlokalizowanych w nim latarni. Najpiękniejsze pocztówki przedstawiające europejskie miasta to właśnie romantyczne, wieczorne widoki architektury rozświetlonej ciepłym światłem ulicznych latarni. Szczególnym urokiem obdarzone są długie parkowe aleje z rzędami wysokich rozłożystych lamp. Dzięki nim wiosenno-letnie spacery wieczorną porą na długo pozostają w pamięci turystów. Latarnie uliczne sprawiają, że miejska przestrzeń po zmroku zyskuje zupełnie nowe oblicze. Budynki nabierają miękkich, niewyraźnych obrysów, a ruchliwe ulice przeobrażają się w interesujący spektakl świateł i cieni. Latarnie uliczne nadają miastu wymiar tajemniczy, przywodzą na myśl długowiekową tradycję i do niej się odwołują. Latarnie są znakiem kultury, gdziekolwiek się pojawiają, niosą ze sobą pewien artystyczny przekaz. Latarnie to obok ławek i koszy na śmieci jedne z najistotniejszych obiektów małej architektury. Latarnie uliczne oświetlają jezdnie i chodniki służąc zarówno kierowcom jak i pieszym. Ich przydatność jest więc- niekwestionowana. Latarnie parkowe rozświetlają miejskie ogrody nadając im niezwykłego charakteru. Dzięki nim wieczorne spacery po parku mogą być tak przyjemne. Zdjęcia publikowane poniżej nie są mojego autorstwa. Nie ma bowiem w moim mieście aż takiego urodzaju na te maleńkie dzieła sztuki. Ich autorom dziękuję za to że mogłam je pokazać moim czytelnikom.