środa, 29 lutego 2012

codzienności...


Dziś już zupełnie na spokojnie patrzę na wszystko co działo się… dzieje i będzie działo wokół mnie. W chwili obecnej nie mam już na nic wpływu i jakiekolwiek działania są bezcelowe. Teraz tylko czas i mądrość lub głupota ludzka zadecydują o zakończenie sprawy. Emocje opadły…. Przespałam je przez dwa dni i opanował mnie jak nazywa to Długi -”zwis”.
Ocieplanie budynku nierealne. Rozpoczął więc chłopak proces organizowania materiałów na samodzielne wyremontowanie mojego pokoju. Jeden z korytarzy zapełnił się trzema paczkami styropianu. To pierwszy krok… i pierwszy materiał. Bałagan bo bałagan, jednak piwnica jest zbyt mała by zmieścić tyle materiału. Potrzebuję jeszcze klej… płyty karton-gipsowe i listwy mocujące.
Mam nadzieję, że podczas wymontowywania zaworu… szlag trafi zardzewiały grzejnik. Może MZBM wymieni a może nie. Ratowałaby mnie sprzedaż dwóch kopii Klimta. Zrobiłabym swój pokój/pracownię na cacy i parę lat byłoby z głowy.
Urywane myśli…. Marzenia… ewentualne plany. Nie przyszło jeszcze rozliczenie ubiegłorocznego ciepła. Rachunki… papierzyska… korespondencja. A ja chciałabym stabilizacji i spokoju. Wiosny i poczucia, że nic złego już dziać się  nie będzie. Chciałabym wreszcie przestać narzekać.
Tak pięknie świeci dziś słońce. Myślę, że to już koniec zimy. Wietrzę mieszkanie i robię prania. Może suszyć będę już na balkonie?
Nie malowałam od kilku miesięcy. Znajdywałam zawsze jakiś pretekst a powód przecież był tylko jeden. Czy ja w ogóle jeszcze wezmę do ręki pędzel?



wtorek, 28 lutego 2012

pomiędzy jawą a snem...

Ile można spać?..... Wiele… wiele godzin. Poniedziałkowa bitwa… Szybka, krótka i bez wyniku. Nie wiem czy wygrałam czy przegrałam. Jak zwykle decydować będą o tym urzędnicy. Stosy papierów i terminy zadecydują o losie sprawy. Czekam więc na wynik. Przygotowania… Oczekiwanie na ta bitwę, szarpały moje w nienajlepszym stanie nerwy. Puściło… Organizm nie wytrzymał. Potrzebuję snu. Śpię od wczoraj 19 godzin na dobę. Okresy czuwania to właściwie tylko posiłki i toaleta. Nie potrafię skupić się na niczym- śpię. Wczoraj myślałam jeszcze że to skutek środka na uspokojenie. Dziś już wiem, że organizm najprawdopodobniej sam postanowił chronić zdrowie i życie. To nieprawdopodobne, jakim cudownym tworem jest człowiek w swojej całej skomplikowanej budowie. Jak potrafi sam siebie bronić i leczyć. Sny…. Przy każdym zaśnięciu. Zielone pola i drzewa. Kwiaty i owoce jabłoni. Długa, polna czysta droga po której idę do jakiegoś celu. Idę szybko… bez problemu… Zieleń, wszędzie wiosenno-letnia zieleń. Ludzie wskazujący drogę i moja wędrówka.
Próbowałam walczyć dziś z tym stanem, ale myślę że to działanie wbrew sobie. Organizm zachowuje się jak po narkotyku. Niech więc tak jest i stan taki trwa. Może jest tak bardzo potrzebny, że organizm zmusza mnie do spania. Będę więc spać….


poniedziałek, 27 lutego 2012

rota...


Rota- czyli hymn p-osła

Nie rzucim żłobu, to nasz cel,
Wykurzyć się nie damy.
Z udziałem naszych rąk i nóg,
Tych żłobów się trzymamy.
Niech się nie łudzi polski lud.
Tak nam dopomóż Bóg.

Do krwi ostatniej kropli z żył,
Bronimy apanaży,
By jak najdłużej zostać tu,
Każdy z nas o tym marzy.
By nie przeszkodził nam w tym lud.
Tak nam dopomóż Bóg.

A gdy wyborów przyjdzie czas,
To wszystkim obiecamy:
Każdy robotę znajdzie z was,
No i podwyżki damy.
Niechaj się cieszy ciemny lud.
Tak nam dopomóż Bóg.

A po wyborach, kiedy znów
Zajmiemy swe fotele,
To pomyślimy, jakby tu
Powiększyć swe portfele.
Bo w nosie mamy głupi lud.
Tak nam dopomóż Bóg.

Przesłanie takie damy wam,
Ludziska me kochane,
Co obiecuje poseł wam,
Na wodzie jest pisane.
Nie zmieni tego żaden cud.
Tak nam dopomóż Bóg.
                             
                                      

czwartek, 23 lutego 2012

pogoda... zawór... i cyferki...


Pada i strasznie wieje. Nie szkodzi… Lepsze to niż siarczyste mrozy i zaspy śniegu. Jeszcze miesiąc i może koniec zimy.
Awaria zaworu przy grzejniku. Nie odcina przepływu i grzejnik ciągle gorący. Zgłosiłam… Niestety nic nie mogą zrobić bo woda w instalacji. Musze czekać na koniec sezonu grzewczego. „A gdyby grzejnik pękł…” -spytałam. No wtedy to już musielibyśmy – padła odpowiedz. Nie ważne więc że ja MUSZĘ płacić za ciepło którego nie potrzebuję… są inne priorytety. Na szczęście udało się… Zawór zaskoczył, ale grzejnika już do czasu naprawy nie uruchomię. Podczas długiej rozmowy z administracją pytałam o wiele rzeczy. O ocieplenie budynku… o wymianę instalacji co… I co się dowiedziałam? MZBM może nawet ruszyłby z tym wszystkim, ale nie pozwala na to wspólnota. Część mieszkań bowiem została wykupiona przez lokatorów a ci nie chcą żadnych remontów bo to kosztuje. Pewnie że kosztuje… Nawet nie wiedzą ile teraz płacą za działanie tak zardzewiałej i zakamienionej instalacji. Nie zdają sobie także sprawy z tego… że nieocieplony budynek pożera ciepło za które z roku na rok płacą. Z lat w czasie których walczą o to żeby nie robić żadnych remontów, zebrałaby się już kwota pokrywająca ocieplenie i wymianę  instalacji. Czy głupota czy brak świadomości?- nie wiem. Przed zamianą mieszkania powstrzymuje mnie tylko brak środków. Mam już dość wyrzucania kasy w błoto. Włącznie z corocznym wydawaniem pieniędzy na zapłacenie parkingu. Fatalny rozkład lokalu i dwa nieużywane korytarze za które płacę jak za resztę użytkowej powierzchni. Nie ma możliwości przestawiania ścianek by wykorzystać tą nieużywaną przestrzeń. Architekta spod którego ręki wyszedł projekt budynku, nazwanie baranem to zbyt łagodne określenie.
Grypy i zapalenie oskrzeli… w tym roku mnie omijają (tfu). Podejrzewam zbawienne działanie miodu i cytryny. Szkoda że nie stosowałam tego w roku ubiegłym w którym to z jednej… popadałam w chorobę drugą.
Segreguję dokumenty. Na biurkach stosy papieru… koszulek i segregatorów. Systematycznie… codziennie układam moje urzędowe życie. Rachunki… dowody wpłat… przelewy. Numery… identyfikacje… IP… ID… pesel… NIP. Zanumerowano nas i zaszyfrowano. W urzędach nie podajesz już nazwiska tylko numerki. Nie jesteś obywatelem ale wielocyfrowym numerem. Kilka dni temu odwiedziłam salon operatora telefonii komórkowej. Przy stanowisku siedziała klientka… a panienka obsługująca podawała do telefonu… „tak- już mówię. Pani 7810176238 prosi o wymianę aparatu z numeru 777888999…”i.t.d.  Cholera brakowało mi jeszcze tylko rozmiaru 36 o gabarytach 80/50/70… wadze…. obwodu czaszki… długości rąk i numeru buta. Zastanawiam się właśnie kiedy nasz przedowcipny rząd zatwierdzi ustawę o tatuowaniu numeru pesel na przedramieniu. Jakież byłoby to praktyczne i jakie dochodowe. A rocznikami takie „dziary” mogłyby zmieniać się kolorami.





środa, 22 lutego 2012

o języku...


Mądrze gada, czy też plecie,
ma swój język Polak przecie!
Tośmy już Rejowi dłużni,
że od gęsi nas odróżnił.
Rzeczypospolitej siła
w jej języku również tkwiła...
Dziś kruszeje ta potęga,
dziś z angielska Polak gęga...
Pierwszy przykład tezy tej:
zamiast dobrze jest okej!
Dalej iść śladami tymi,
to nie twarz dziś masz a imidż...
Co jest w stanie nas roztkliwić ?
Nie życiorys czyjś, lecz siwi !
Gdzie byś chciał być w życiu, chłopie?
Nie na czubku, lecz na topie ...
Tak Polaku gadaj wszędy!
Będziesz modny... znaczy trendy
i w tym trendzie ciągle trwaj,
nie mów żegnam, mów "baj-baj"!
Gdy ci nietakt wyjdzie spory,
nie przepraszaj! Powiedz: Sory!
A gdy elit chcesz być bliżej,
to nie "Jezu" mów, lecz Dżizes ...
Kiedy szczęścia zrąb ulepisz,
powiedz wszystkim, żeś jest hepi!
A co ciągnie cię na ksiuty?
Nie uroda ich, lecz bjuty !
Dobry Boże, trap się trap...
Dziś nie knajpa już, lecz pab!
No, przykładów dosyć, zatem
trzeba skończyć postulatem,
bo gdy język rani uszy,
to jest o co kopie kruszyć!
więc współcześni poloniści
walczcie o to, niech się ziści:
Żeby wbrew tendencjom modnym
polski znów był siebie godny!
Pazurami ! Wet za wet !
Bo do d... będzie wnet...


poniedziałek, 20 lutego 2012

walka...


Kontynuuję postanowienia noworoczne. Zarejestrowałam się dziś do ortopedy i do rehabilitanta na zabiegi masażowe. Ortopeda i owszem na 5 kwietnia,- więc na Święta Wielkanocne będę miała następne skierowania na badania. Zabiegi to chyba ogólnokrajowy rekord czekania….- 5 listopada. No co?!- może dożyję. I tak sobie pomyślałam… że chyba najlepiej było by gdyby położono mnie do szpitala i wszystkie badania zrobiono od razu na miejscu. Marzenia!... Pewnie że marzenia. Ludziom chorym zabrać możliwość leczenia i razem ze starszym pokoleniem do eutanazji. Młode… zdrowe pokolenie, będzie samo na siebie pracowało- jeśli idzie o emerytury.
Nie dam się. Sukcesywnie będę chodziła do specjalistów i na badania. Tak  bardzo cierpię z powodu niedoskonałości mojego organizmu, że czas determinacji już nadszedł.
Nowy rok rzucił mnie na kolana. Dociska do ziemi i już nawet znajomym nie przyznaję się w jakim jestem stanie. Stresy niszczą organizm i nijak nie idzie wstać. W najbliższym czasie czekają mnie dwie bitwy. Ich wynik decyduje o wygranej wojnie. Jeśli ją przegram- nie wiem co zrobię. Dlaczego ciągle narzekam?...- Dlatego że nie radzę sobie z życiem. Nie radzę sobie z niczym. A chciałabym żyć spokojnie i w miarę dostatnio. Mieć „pęda” do malowania i być szczęśliwą. No tak… wiele chcę… Chcę być AŻ szczęśliwa.




sobota, 18 lutego 2012

początek weekendu...


Nie pada… Zrobiło się cieplej i cieplej jest także w mieszkaniu. Znów mogę pozwolić sobie na oszczędzanie na ogrzewaniu. Rozliczenia za ubiegły rok jeszcze nie ma, ale mam nadzieję że choć nie będę musiała dopłacać. Doszłam już do powodu moich zbyt częstych dolegliwości gastrycznych. Oprócz stresu jaki dowala mi każdego dnia życie i podwójnych dawek tegoż co jakiś czas,- zakłóconą mam chyba florę bakteryjną przewodu pokarmowego. Objawy nasunęły mi pomysł podania temu biedakowi (przewodowi pokarmowemu) systematycznych dawek jogurtu naturalnego. DZIAŁA. Już po pierwszym jogurcie było znośniej.
Kupiłam pietruszkę naciową i szczypior…- nasiona. Zasieję i będę czekała na rezultaty. Lubię te praktyczne zabawy i codzienną porcję świeżych dodatków do sałatek i kanapek. Przymierzałam się jeszcze do kopru. Niestety- mam zbyt mały parapet w kuchni.
Wszystko pozostałe nadal się wali…  Nie maluję… Nie mogę… Nie umiem… Wolę już postać przy tych cholernych garach niźli wziąć pędzel do ręki. Autko ubezpieczone. Muszę wymienić żarówkę przy oświetleniu tablicy rejestracyjnej. Podczas przeglądu tylko wspomniano. Nie robiono trudności. Niestety dowód rejestracyjny do wymiany. Znowu kasa dla państwa, które tak naprawdę ma mnie gdzieś. Może jednak dobrze. Wpiszę Długiego jako współwłaściciela bo przecież nigdy nie wiadomo…. a po co młody ma się włóczyć po sądach. Nie ma innych spadkobierców, ale „strzeżonego Pan Bóg…”.
Przestalam czytać newsy… Szlag mnie trafia gdy analizuję co mi podano w wiadomości. Rząd powinien podać się do dymisji, wobec ilości ostatnich fatalnych decyzji. Premier daje jeszcze szanse ludziom- którzy nie sprawdzili się na stanowiskach. Jakby to była szkoła…. i można by było poprawić niskie oceny. To następna niewłaściwa decyzja ale cóż…. to JEGO decyzja. Jaki Rząd- takie państwo. Jakie państwo- taki los ich obywateli.


środa, 15 lutego 2012

środa...


Po radości z ciepłej zimy… kłopotach z mrozami… przyszedł problem ze śniegiem. Od wczoraj pada. Pada niemiłosiernie i dziś przyszło mi odśnieżyć autko nie zwykłą zmiotką jak zawsze,- ale szczotką na długim kiju. Trzydziestocentymetrową warstwę śniegu zalegającą nad moim ukochanym sprzęcie, odśnieżałam  dzielnie 15 minut. I pada… Chwilami zawiewa i przykrywa cały brud na jaki przyszło nam patrzeć przez większą cześć zimy. Zawiało okna i cieplej zrobiło się w mieszkaniu. Z zadumy wyrwał mnie telefon od Długiego… „Masz jakiś czerstwy chleb w domu…?”- spytał. Mam. To mi rzuć bo z rzeki wyszły kaczki. Rzuciłam… i długo patrzyłam jak karmi ptaki. Jadły łakomie pod rządami kolorowego kaczora. Wychodziły wręcz na ulicę by sprowokować podawanie pokarmu. Ucieszyłam się… że przecież głodny z pracy,- a pomyślał o naszych braciach mniejszych.








A Brunek czekał na młodego śpiąc sobie w ulubionym kocu. „Masz dobrze…”- pomyślałam. Nie obchodzą cię wszystkie problemy z jakimi muszę się borykać. Micha… kuweta… ciepło… i my…- którzy kochamy Cię bezgranicznie. Ech… nic- tylko być kotem u nas w domu.






wtorek, 14 lutego 2012

WALENTYNKI...


        WSZYSTKIM CZYTELNIKOM MOJEGO BLOGA -UDANEGO DNIA
                            WALENTYNKOWEGO.
KAŻDY Z NAS JEST KOCHANY… CZASAMI TYLKO PO PROSTU O TYM NIE WIE.


niedziela, 12 lutego 2012

Whitney Hauston...


Miała wszystko - urodę i wspaniały głos; to smutne, że te dary i zdolności nie przyniosły jej takiego szczęścia, jakie dawały nam.
                                                                Barbra Streisand.

Puste przestrzenie, po co my żyjemy?
Opuszczone miejsca, zgaduje że znamy wynik?
Dalej i dalej...
Czy ktokolwiek wie czego poszukujemy?
Kolejny bohater, kolejna bezsensowna zbrodnia.
Poza kurtyną w pantomimie.
Nie odkładaj słuchawki!
Czy ktokolwiek chce to jeszcze ciągnąć?

Przedstawienie musi trwać!
Przedstawienie musi trwać!
Wewnątrz moje serce pęka
Makijaż może spływać
ale uśmiech wciąż pozostaje.

Cokolwiek się zdarzy, pozostawię to wszystko szansie.
Kolejne strapienie, kolejny nieudany romans.
Dalej i dalej...
Czy ktokolwiek wie po co żyjemy?
Chyba się uczę, muszę być już bliżej
Za niedługo będę skręcać, już zaraz za rogiem.
Na zewnątrz zbliża się poranek
Ale wewnątrz, w ciemności boleję aby być wolnym.


Przedstawienie musi trwać!
Przedstawienie musi trwać!
Wewnątrz moje serce pęka
Makijaż może spływać
Ale uśmiech wciąż pozostaje.

Moja dusza jest pomalowana jak skrzydła motyli.
Wczorajsze baśnie urosną, ale nigdy nie zginą.
Mogę latać moi przyjaciele!

Przedstawienie musi trwać!
Przedstawienie musi trwać!

Stawię temu czoła z szerokim uśmiechem
Nigdy się nie poddaję
Trwając z przedstawieniem
Będę na szczycie, Przesadzę z tym
Muszę znaleźć wolę aby dalej prowadzić

prowadzić to
prowadzić to przedstawienie


sobota, 11 lutego 2012

zaklinanie wiosny...


Wiadomości są różne. Oczekujemy naturalnie zawsze tych najlepszych… a co najmniej dobrych. Mało było ostatnio takowych,- starałam się jednak dźwigać jakoś to- co przynosił każdy następny dzień. Mijający właśnie tydzień- to najgorszy z wszystkich po nowym roku. Dla mnie…- wiadomości jakie przyszły pocztą, znów powaliły na kolana… ale także dla mojej rodziny. Nie mogę pogodzić się z niesprawiedliwością losu… Wiem niezgoda-rujnuje. Dlaczego jednak okrutny los spotyka tych niewinnych? Podobno Stwórca nakłada na nas tylko taki krzyż- jaki jesteśmy w stanie udźwignąć. Podobno wszystko to nas utwardza i hartuje… Czy jednak krzyż jaki nakłada na naszych najbliższych jesteśmy w stanie dźwigać i my? Trudny przeżywamy teraz czas. Robimy wszystko by sobie poradzić i przepchnąć trudności jakimi raczy nas los. Coraz trudniej radzę sobie ja… i coraz trudniej moja rodzina. Czułam… wiedziałam, że ten rok będzie fatalny.
Tęsknię za wiosną… Za ciepłem i słońcem… Za kwiatami i śpiewem ptaków w parku. Tęsknię do dni spokoju i stabilizacji… Oczekuję dni… w których od rana zasiądę przy sztalugach i wejdę w świat wypływający z farbą spod mojego pędzla. Teraz nie mogę… Sztalugi patrzą na mnie z wyrzutem… a ja –NIE MOGĘ! Nie umiem… nie potrafię… a może po prostu nie chcę…
Zaklinam cię wiosno…- zaklinam piękny czasie nadziei i odrodzenia. Czasie łatwiejszy i lżejszy do przeżycia. Przyjdź niespodziewanie szybko i ogrzej strudzone… mało zdolne już do walki dusze.




















piątek, 10 lutego 2012

zajmowanie sie autkiem...


A mówi się że szukają klientów…. Firmy ubezpieczeniowe… Myślę że i w tym przypadku powszechny pogląd że bardzo usilnie szukają klientów- jest zwykłym mitem. W tym miesiącu kończy mi się okres ubezpieczenia mojego autka. Już na początku stycznia zasygnalizowałam kilku firmom ubezpieczeniowym zainteresowaniem ich propozycji i… Owszem- po kilku dniach zadzwonili, jednak pierwszym ich pytaniem była data upływu ubezpieczenia. Ponieważ było to więcej niż miesiąc… nie chciano ze mną rozmawiać. Oferty firmy składają w terminie najwyżej miesiąc przed….- wcześniejszym- NIE.
Od dwóch lat obecny ubezpieczyciel… bez pytania czy chcę- wysyłał mi umowę dwa tygodnie przed dniem końca ubezpieczenia… i jak domyślam się -liczył na to że nie zdążę zainteresować się konkurencją. Właściwie w istocie tak było. Dokonywałam wpłaty i leciało. W tym roku postanowiłam zmienić metodę. Tylko jedna z firm zainteresowała się mną jako klientem w okresie dłuższym niż ten nieszczęsny miesiąc. Mało że zainteresowała…- odwiedziła mnie przesympatyczna agentka… i nie w wieku nieprzekraczającym 30 lat jak to zazwyczaj bywa, ale pani po czterdziestce ze znajomością ofert- na poziomie WŁAŚCIWYM. Zadziwiającym wręcz było z jaką lekkością (bez czytania z kart segregatora) podawała interesujące mnie oferty. Wybrałyśmy właściwą dla mnie i umówiłyśmy się na spotkanie (u mnie) celem podpisania umowy. Yesu… Nareszcie XXI wiek i ubezpieczyciel, któremu zależy na klientach zapukał do moich drzwi. Teraz tylko przegląd techniczny…. umowa…. i rok spokoju.






niedziela, 5 lutego 2012

dziś na wesoło...

Tak się dzieje… że na blogach zazwyczaj „zostawiamy” swoje frustracje… niezadowolenia i uwagi dotyczące tego co złe… co nam i nie tylko nam, się nie podoba. Odchodząc od tego zwyczaju -ja dziś na wesoło…


Skąd się biorą awantury domowe?
Żona dała mi do zrozumienia, co chce dostać na rocznicę ślubu.
- Chcę coś błyszczącego, co leci od zera do setki w ciągu 3 sekund.
Wobec tego kupiłem jej wagę....
I wtedy zaczęła się awantura.

Gdy wróciłem wczoraj do domu, żona domagała się, żebym ją zabrał w
jakieś drogie miejsce.
Wobec tego zabrałem ją na stację benzynową....
I wtedy zaczęła się awantura.

Gdy skończyłem 65 lat, poszedłem do ZUS, żeby złożyć podanie o emeryturę.
Niestety, zapomniałem wziąć z domu legitymację ubezpieczeniową, więc
powiedziałem panience w okienku, że wrócę później.
Panienka na to: Proszę rozpiąć koszulę.
Gdy to zrobiłem, panienka powiedziała: - Te siwe włosy na pana piersi są
dla mnie wystarczającym dowodem na to, że jest pan w wieku emerytalnym.
Nie potrzebuje pan chodzić do domu po legitymację.
Gdy opowiedziałem o tym żonie, ona powiedziała: - Powinieneś był spuścić
spodnie. Wtedy byś dostał też rentę inwalidzką....
I wtedy zaczęła się awantura.

Poszliśmy z żoną na spotkanie maturzystów z mojej szkolmy, wiele lat po
maturze. Zauważyłem pijaną kobietę, siedzącą samotnie przy sąsiednim
stoliku.
Żona spytała:- Kto to jest?
Odpowiedziałem: - To moja była sympatia. Słyszałem, że gdy przerwaliśmy
nasz romans, ona zaczęła pić i od tej pory nigdy nie była trzeźwa.
Żona na to: - Kto by pomyślał, że człowiek może coś świętować tak długo?
I wtedy zaczęła się awantura.

Żona mówi do mnie - Już się nie kochaliśmy ze dwa lata...
A ja do niej: - Chyba ty.
I wtedy zaczęła się awantura.
Mąż wpatruje się w świadectwo ślubu.
- Czego tam szukasz? - pyta żona.
- Terminu ważności!
I wtedy zaczęła się awantura.

Żona do męża:
- Mam dla Ciebie dwie wiadomości. Dobrą i złą.
- No słucham.
- Odchodzę od Ciebie.
- O.K., a ta zła?
I wtedy zaczęła się awantura.

Mąż pyta żonę:
- Kochanie, co byś zrobiła gdybym wygrał w totka?
- Wzięłabym połowę wygranej i odeszła od ciebie - oświadcza żona.
- Trafiłem trójkę, masz osiem złotych i wyp****! - odpowiada mąż
I wtedy zaczęła się awantura.

Żona mówi do męża:
- Kochanie jutro jest rocznica naszego ślubu - jak ją uczcimy?
Na to mąż odpowiada:
- Może minutą ciszy?
I wtedy zaczęła się awantura.

Wściekły mąż wpada do domu i mówi do żony:
- Wiesz co, ten facet spod piątki spał już z prawie ze wszystkimi
kobietami z naszego bloku, oprócz jednej.
Żona po chwili zastanowienia:
- Hmm... to musi być ta Nowakowa spod trójki...
I wtedy zaczęła się awantura.

Żona do męża:
- Zobacz, ja muszę prać, prasować, sprzątać, nigdzie nie mogę wyjść, czuję
się jak Kopciuszek.
Mąż na to:
- A nie mówiłem, że ze mną będzie ci jak w bajce?
I wtedy zaczęła się awantura.

Ksiądz podczas mszy w kościele:
- Małżeństwo to tak jakby dwa okręty spotkały się w porcie.
Jeden z mężczyzn odzywa się szeptem do kolegi:
- To ja chyba trafiłem na okręt wojenny
- Tak się wczoraj uśmiałam w tym teatrze, kochany, że wróciłam do domu
półżywa...
- Powinnaś najdroższa pójść jeszcze raz na ten spektakl...
I wtedy zaczęła się awantura.

Mąż do żony:
- Słuchaj! Jak nie będziesz jęczała podczas seksu, to słowo daję rozwiodę
się z Tobą!
- Żona wzięła to sobie do serca, ale na wszelki wypadek przy następnej
okazji pyta męża:
- Już mam jęczeć?
- Nie teraz. Powiem Ci kiedy i wtedy zacznij - tylko głośno.
Za jakiś czas mąż prawie w ekstazie:
- Teraz jęcz, teraz!!!
Żona:
- Olaboga!!!! Dzieci butów nie mają na zimę, ja w starej sukience chodzę,
cukier podrożał...
I wtedy zaczęła się awantura.

- Bandyta wchodzi do banku, kradnie pieniądze z kasy, po czym podchodzi do
jednego z klientów i pyta:
- Widziałeś, co zrobiłem?
- Tak i mam zamiar zadzwonić na policję.
Złodziej przyłożył mu pistolet do głowy i go zastrzelił. Podszedł do
następnego klienta z tym samym pytaniem - na co ten odpowiada:
- Nic nie widziałem i nic nie słyszałem, ale moja żona widziała.
I wtedy zaczęła się awantura.