wtorek, 28 lutego 2012

pomiędzy jawą a snem...

Ile można spać?..... Wiele… wiele godzin. Poniedziałkowa bitwa… Szybka, krótka i bez wyniku. Nie wiem czy wygrałam czy przegrałam. Jak zwykle decydować będą o tym urzędnicy. Stosy papierów i terminy zadecydują o losie sprawy. Czekam więc na wynik. Przygotowania… Oczekiwanie na ta bitwę, szarpały moje w nienajlepszym stanie nerwy. Puściło… Organizm nie wytrzymał. Potrzebuję snu. Śpię od wczoraj 19 godzin na dobę. Okresy czuwania to właściwie tylko posiłki i toaleta. Nie potrafię skupić się na niczym- śpię. Wczoraj myślałam jeszcze że to skutek środka na uspokojenie. Dziś już wiem, że organizm najprawdopodobniej sam postanowił chronić zdrowie i życie. To nieprawdopodobne, jakim cudownym tworem jest człowiek w swojej całej skomplikowanej budowie. Jak potrafi sam siebie bronić i leczyć. Sny…. Przy każdym zaśnięciu. Zielone pola i drzewa. Kwiaty i owoce jabłoni. Długa, polna czysta droga po której idę do jakiegoś celu. Idę szybko… bez problemu… Zieleń, wszędzie wiosenno-letnia zieleń. Ludzie wskazujący drogę i moja wędrówka.
Próbowałam walczyć dziś z tym stanem, ale myślę że to działanie wbrew sobie. Organizm zachowuje się jak po narkotyku. Niech więc tak jest i stan taki trwa. Może jest tak bardzo potrzebny, że organizm zmusza mnie do spania. Będę więc spać….


1 komentarz:

  1. Przytulam i życzę dobrych snów, a potem miłego przebudzenia. W końcu musi być lepiej... A sen, "w tym wszystkim" na pewno pomoże. pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń