czwartek, 23 lutego 2012

pogoda... zawór... i cyferki...


Pada i strasznie wieje. Nie szkodzi… Lepsze to niż siarczyste mrozy i zaspy śniegu. Jeszcze miesiąc i może koniec zimy.
Awaria zaworu przy grzejniku. Nie odcina przepływu i grzejnik ciągle gorący. Zgłosiłam… Niestety nic nie mogą zrobić bo woda w instalacji. Musze czekać na koniec sezonu grzewczego. „A gdyby grzejnik pękł…” -spytałam. No wtedy to już musielibyśmy – padła odpowiedz. Nie ważne więc że ja MUSZĘ płacić za ciepło którego nie potrzebuję… są inne priorytety. Na szczęście udało się… Zawór zaskoczył, ale grzejnika już do czasu naprawy nie uruchomię. Podczas długiej rozmowy z administracją pytałam o wiele rzeczy. O ocieplenie budynku… o wymianę instalacji co… I co się dowiedziałam? MZBM może nawet ruszyłby z tym wszystkim, ale nie pozwala na to wspólnota. Część mieszkań bowiem została wykupiona przez lokatorów a ci nie chcą żadnych remontów bo to kosztuje. Pewnie że kosztuje… Nawet nie wiedzą ile teraz płacą za działanie tak zardzewiałej i zakamienionej instalacji. Nie zdają sobie także sprawy z tego… że nieocieplony budynek pożera ciepło za które z roku na rok płacą. Z lat w czasie których walczą o to żeby nie robić żadnych remontów, zebrałaby się już kwota pokrywająca ocieplenie i wymianę  instalacji. Czy głupota czy brak świadomości?- nie wiem. Przed zamianą mieszkania powstrzymuje mnie tylko brak środków. Mam już dość wyrzucania kasy w błoto. Włącznie z corocznym wydawaniem pieniędzy na zapłacenie parkingu. Fatalny rozkład lokalu i dwa nieużywane korytarze za które płacę jak za resztę użytkowej powierzchni. Nie ma możliwości przestawiania ścianek by wykorzystać tą nieużywaną przestrzeń. Architekta spod którego ręki wyszedł projekt budynku, nazwanie baranem to zbyt łagodne określenie.
Grypy i zapalenie oskrzeli… w tym roku mnie omijają (tfu). Podejrzewam zbawienne działanie miodu i cytryny. Szkoda że nie stosowałam tego w roku ubiegłym w którym to z jednej… popadałam w chorobę drugą.
Segreguję dokumenty. Na biurkach stosy papieru… koszulek i segregatorów. Systematycznie… codziennie układam moje urzędowe życie. Rachunki… dowody wpłat… przelewy. Numery… identyfikacje… IP… ID… pesel… NIP. Zanumerowano nas i zaszyfrowano. W urzędach nie podajesz już nazwiska tylko numerki. Nie jesteś obywatelem ale wielocyfrowym numerem. Kilka dni temu odwiedziłam salon operatora telefonii komórkowej. Przy stanowisku siedziała klientka… a panienka obsługująca podawała do telefonu… „tak- już mówię. Pani 7810176238 prosi o wymianę aparatu z numeru 777888999…”i.t.d.  Cholera brakowało mi jeszcze tylko rozmiaru 36 o gabarytach 80/50/70… wadze…. obwodu czaszki… długości rąk i numeru buta. Zastanawiam się właśnie kiedy nasz przedowcipny rząd zatwierdzi ustawę o tatuowaniu numeru pesel na przedramieniu. Jakież byłoby to praktyczne i jakie dochodowe. A rocznikami takie „dziary” mogłyby zmieniać się kolorami.





4 komentarze:

  1. Cześć! Był taki film "Idiokracja" o niedalekiej przyszłości, tam ludzie mieli właśnie takie tatuaże, żeby "się nie zgubili". I oczywiscie byli pod stałą kontrolą, komputerów, bo juz utracili zdolność myślenia. Wygląda na to, że jesteśmy na podobnej drodze, jako ludzkość. Ściskam Cię. Hania

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytając Twoje problemy mieszkaniowe przypomina mi się film "Alternatywy 4" Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. michalc30.bloog.plniedziela, 26 lutego, 2012

    Witaj!
    Życie nie jest łatwe, lekkie i przyjemne. jest takie, jakie jest. Ale żyć trzeba i iść w stronę światła.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, Michał piękne kilka słów tu zostawił. Ale rozumiem bardzo dobrze również to co sama napisałaś. Nie jest zbyt ciekawie, a optymizm znaleźć w sobie, w tej sytuacji, będzie trudno... No cóż takie życie.... Jakoś to musimy przeżyć. POZDRAWIAM CIEPŁO :)

    OdpowiedzUsuń