środa, 29 lutego 2012

codzienności...


Dziś już zupełnie na spokojnie patrzę na wszystko co działo się… dzieje i będzie działo wokół mnie. W chwili obecnej nie mam już na nic wpływu i jakiekolwiek działania są bezcelowe. Teraz tylko czas i mądrość lub głupota ludzka zadecydują o zakończenie sprawy. Emocje opadły…. Przespałam je przez dwa dni i opanował mnie jak nazywa to Długi -”zwis”.
Ocieplanie budynku nierealne. Rozpoczął więc chłopak proces organizowania materiałów na samodzielne wyremontowanie mojego pokoju. Jeden z korytarzy zapełnił się trzema paczkami styropianu. To pierwszy krok… i pierwszy materiał. Bałagan bo bałagan, jednak piwnica jest zbyt mała by zmieścić tyle materiału. Potrzebuję jeszcze klej… płyty karton-gipsowe i listwy mocujące.
Mam nadzieję, że podczas wymontowywania zaworu… szlag trafi zardzewiały grzejnik. Może MZBM wymieni a może nie. Ratowałaby mnie sprzedaż dwóch kopii Klimta. Zrobiłabym swój pokój/pracownię na cacy i parę lat byłoby z głowy.
Urywane myśli…. Marzenia… ewentualne plany. Nie przyszło jeszcze rozliczenie ubiegłorocznego ciepła. Rachunki… papierzyska… korespondencja. A ja chciałabym stabilizacji i spokoju. Wiosny i poczucia, że nic złego już dziać się  nie będzie. Chciałabym wreszcie przestać narzekać.
Tak pięknie świeci dziś słońce. Myślę, że to już koniec zimy. Wietrzę mieszkanie i robię prania. Może suszyć będę już na balkonie?
Nie malowałam od kilku miesięcy. Znajdywałam zawsze jakiś pretekst a powód przecież był tylko jeden. Czy ja w ogóle jeszcze wezmę do ręki pędzel?



1 komentarz:

  1. I od razu lepiej :) Piękne kwiaty, wiosenna nadzieja i... na bank weźmiesz pędzel do ręki :) A co do mamony, hmmm... no fajnie jak jest. ale jak jej nie ma, może po prostu trzeba robić cokolwiek... okazuje się, że nawet "to cokolwiek" ma swoją wartość. I poprzez ruch może przegonić to co z pozoru wydaje się............ Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń