sobota, 30 czerwca 2012

przed kolejną wystawą...

Czas ucieka niemiłosiernie… Godziny mkną jak szybkie, japońskie pociągi. Czasami nie zdążam schować pościeli… gdy zajmuje ją ktoś, kto uwielbia spać w miękkich pieleszach swojej pani. Że pozuje?... Ależ skąd… „Układanie” się podczas drzemki to specjalność mojego kota.




Zimowe leniuchowanie czas nadrobić. W niedzielę znów wystawa. Nie pojechałabym, bo nie malowałam nic nowego- ale proszono. W ciągu tygodnia zrobiłam trzy prace.
Obiady to kanapki lub kurczak z rożna…- z marketu. Na zrobienie wystawy mam jutro trzy godziny. Ale już przywykłam do tego pośpiechu… Długi także. Męczące jest gorąco… Nie znoszę upałów. W poprzednim życiu mieszkałam chyba w chłodniejszym klimacie. 











czwartek, 28 czerwca 2012

niedziela, 17 czerwca 2012

angina...


 Nie wiem które z nas przytargało do domu to świństwo.
 
 Obydwoje z Długim mamy anginę. Ja- jak zwykle przechodzę chorobę znacznie gorzej.
 
 To wina odporności… Posiłki przygotowuje mocniejszy w danej chwili. W środę MUSZĘ załatwić coś bardzo ważnego… W piątek- wystawa. Nie zdążę chyba z zaczętymi pracami. Nie daję rady siedzieć przy sztalugach. Na dodatek bardzo boli mnie głowa. 1 lipca następna wystawa… Kiedy tu znów przyjdę?- nie wiem. Komputer uruchamiam tylko aby odebrać pocztę.



 
  

środa, 13 czerwca 2012

Żydzi...


 Żyd w sieni… pieniądze w kieszeni. Takie i wiele innych przysłów obiega społeczeństwo. Żyd powinien wisieć w korytarzu… koniecznie po lewej stronie od drzwi wejściowych. O innych przesądach w tymże temacie nie piszę… bo kto będzie w sobotę „przewieszał” obraz do góry nogami. Jedni wierzą… inni nie wierzą… ale dziwnym trafem w wielu mieszkaniach Żydów widzę. Mają także powodzenie „Żydzi” których maluję. Ostatniego sprzedałam w ubiegłym roku i tak jakoś zapomniałam o tym temacie. Właśnie skończyłam nowego.  Ten jak i inne wizerunki Synów Izraela, jest inny od pozostałych i drugi identyczny u nikogo nie wisi. Zgodnie z tradycją ma dwie przywieszki… Jedną u góry,- drugą u dołu obrazu. Jeśli nie sprzedam… zostanie u mnie w domu. Niech pilnuje i zarabia kasę… bo jakoś gospodyni tego domu interesy nie idą. A stwierdzenia bliskich, że artyści zawsze umierali dziadami jakoś mnie nie pociesza…


Powiedzenia żydowskie


Leniwy jest ten, kto nie zdobywa sobie przyjaciół. Jeszcze bardziej leniwy jest ten, który traci

ich dlatego, że nie stara się, aby ich utrzymać.

Co za korzyść z dobrego wina w beczce pełnej pleśni.

Kłamstwa mówić nie wolno, niektórych prawd nie należy.

Wóz odpoczywa zimą, sanie – latem, koń nie odpoczywa nigdy.

Jeśli nie możesz pomoc przyjacielowi groszem, pomóż westchnieniem.

Cudze kłopoty nie przeszkadzają spać.







wtorek, 12 czerwca 2012

kawałek MATKI ZIEMI...

Kamień… skała… Matka Ziemia…
Skała jest naturalnym zespołem minerałów powstałym wskutek określonego procesu geologicznego lub kosmologicznego. W naukach geologicznych minerał i skała są podstawowymi elementami, jednostkami, budowy Ziemi. W życiu codziennym, a także w języku potocznym bardziej znany i używany jest termin kamień. „Nie wyciśniesz z kamienia wody…”- z pewnością… nie wyciśniesz. Ale trzymając go w dłoni… ogrzewając własnym ciepłem możesz wydobyć z niego duszę i wyjątkową dla każdego z nich energię. Wyjątkową…- bo każdy z nich swoim niepowtarzalnym kształtem emanuje właściwą tylko sobie energię. To- co na nim powstaje, jest pochodną jego kształtu. Swoim wyglądem narzuca rysunek… a barwą- kolory. Po nałożeniu na niego rysunku,- nigdy nie jest już tak zimny jak wówczas, gdy brałam go do ręki. Chłodem ostrzegał… bronił się przed narzuceniem mu mojej woli, by ulec i poddać się pieszczotom pędzla. Ogrzany- oddał wizerunek swojej duszy i obiecuje pomyślność. Tak- jak nie ma dwóch bliźniaczych kamieni… tak nie ma dwóch, takich samych na nich wzorów. Jeśli bierzesz do ręki jeden z tych które opracowałam… trzymasz w dłoni coś niepowtarzalnego.













 

niedziela, 10 czerwca 2012

a jednak ŁOWCA...




Są osoby które twierdzą… że aby kot polował – MUSI być głodny. Jak to więc jest z tym polowaniem i głodem opowiem. Kot- który jest już częścią naszej maleńkiej rodziny został przygarnięty jako maleńkie kociątko, nie radzące sobie w życiu… a już z pewnością nigdy nie próbujące umiejętności łowieckich. Zawsze mający dostęp do miski z wodą lub mlekiem… do miski z pokarmem suchym i mięsnym z puszki… nie chodzący głodny…- nie powinien i nie musi polować i zdobywać jedzenia by przeżyć.
Dzisiejszego, wczesnego poranka… gdy już świtało… a ja właśnie zasnęłam po wysłuchaniu BARDZO GŁOŚNYCH zachowań młodzieży opuszczających puby do godziny 4.00 rano -wyrwał mnie z głębokiego snu hałas. Właściwie sama nie wiedziałam co to było i co się działo. Firanka tańczyła jak przy tornado… dźwięczały szyby…. róg dywanu unosił się przybierając dziwną formę… Słyszałam trzepot skrzydełek i zauważyłam miotanie się Brunka w obrębie okna. Oszołomiona i zaspana usiadłam na tapczaniku. Krzyknęłam na kota… a ten… w odpowiedzi, podbiegł do mnie i u stóp mych położył maleńką sikorkę. Moje serce trzepotało się w rytmie trzepotania się serduszka ptaka… i ruchem najszybszym sięgnęłam po zdobycz Brunka, by ten nie zdążył ponownie zatrzasnąć biedaka w pyszczku. Wypuściłam sikorkę do parku, choć nie wiem… bo nie obejrzałam, na ile była zraniona. Na podłodze zostało kilka piórek… ale jeśli od razu poleciała mam nadzieję że mój łowca niezbyt mocno uszkodził „brata mniejszego”. Usunęłam od razu pozostałości po polowaniu i chwaląc kota jak tylko mocno potrafiłam, dałam mu świeżą porcję jedzenia oraz kilka szczególności, które bardzo lubi. Podobno po polowaniu i przyniesieniu przez kota zdobyczy właścicielowi- powinno się zwierzątko chwalić. POCHWALIŁAM. Siedzi więc od momentu zdarzenia przy owym oknie i czeka chyba na następny łup.
Dzisiejsze zdarzenie wyraźnie zaprzecza temu- co mówią nieznający zwierząt. Nawet najbardziej najedzony kot BĘDZIE POLOWAŁ, BO TO LEŻY W JEGO NATURZE. Ma instynkt łowcy i nikt i nic, tego nie zmieni. Dziwi mnie tylko to… że zdarzało się… że ptaki wlatywały przez okno na jakąś chwilę… przysiadały na meblu… a Brunek tylko z zaciekawieniem im się przyglądał. Odlatywały wolne, odprowadzane zaciekawionym wzrokiem kota. Dziś było inaczej… i trochę mnie to martwi.
Przestało mnie więc już zmylać zachowanie kota pod tytułem „słuchanie muzyki” czy przybieranie póz świadczących o tym jaki jest słodki. Słodycz –słodyczą… przyzwyczajenia ludzkie-przyzwyczajeniami… a natura-naturą… i muszę zawsze brać to pod uwagę 




Oczywiście już nie zasnę, bo poziom adrenaliny mam chyba taki jak upolowany ptak. Długi… bardzo zadowolony z zachowania Brunka zasnął snem sprawiedliwego a ja… a ja zrobię sobie chyba kawy, żeby jakoś przetrwać dzień. 


I rozmyślam… o życiu… nie tylko zwierząt… Zawsze jest kruche i ulotne… Zawsze wisi na włosku i nigdy nie wiemy kiedy zgaśnie nasza świeczka. 


 

sobota, 9 czerwca 2012

na bieżąco... sobota




Skończyłam całą partię kamieni. Przyznam że wciągnęło i jak to bywa… wraz z ilością,- poprawia się doskonałość pracy. Mnożą się także nowe pomysły. Wczorajszy telefon z ponowieniem zaproszenia na wystawę, spowodował decyzję o wystawieniu swoich prac. Nie mam nic nowego od jesieni. Może uda się przez te dwa tygodnie namalować choć ze dwa płótna. Wezmę także kamienie. Jeszcze nigdy nie widziałam w naszym okręgu takiego pomysłu.
Porządek jaki robiłam w szafie nasunął pomysł opróżnienia zalegającyh  w niej kawałków materiału. Przecież mam maszynę do szycia i jako-takie umiejętności. Powstało więc wczoraj 10 powłoczek na poduszki typu „jasiek”. Pasmanteria jaką znalazłam w kącie szafy sprawiła, iż stały się niepowtarzalne… słodkie… i bardzo kobiece. Przyda się więcej zmian na podusie…- zwłaszcza w okresie letnim -w którym w nocy, nie raz zmienia się powłoczki dwukrotnie. Tak więc ostatni czas obfituje w pracę… i czasu dla siebie praktycznie nie mam.
Zaproszenie na czereśnie…. Hahah uwielbiam ten owoc. Długiego wsadzę na drzewo –sama zażywając kąpieli słonecznych. Dziękuję właścicielom drzewa czereśniowego… Dwa lata temu zrobiłam sporo kompotów czereśniowych ( z tego samego źródła). Gdy zimą chorowałam, były praktycznie jedynym moim pożywieniem jaki przechodził mi przez gardło.
O zmartwieniach związanych z rodziną nie wspominam. Nie mogą wyzbyć się problemów mimo tego iż potrafią sobie radzić w życiu. Malując jeden z kamieni myślałam o nich dość długo. Powstawała wówczas „złota rybka” którą postanowiłam dać najbliższym. Może zawarta w niej energia sprawi, iż życzenie by cały koszmar się skończył… wreszcie się sprawdzi. Oby…
Teraz malowanie… Muszę wystawić coś nowego. Na wystawę przychodzą często ci sami zwiedzający. Z resztą… organizatorzy mówili, że pytano czy będę ze swoimi pracami. Może stąd ponowienie zaproszenia. Zazwyczaj propozycje padają tylko raz.  Ludzie- choć nie zawsze kupujący… lubią obserwować rozwój artystów. Przychodzą oglądają… dyskutują. Dla autorów to ogromna radość. Zwłaszcza gdy oglądający wspominają prace, które dawno zostały sprzedane.
A teraz na czereśnie i świeże powietrze…






środa, 6 czerwca 2012

telefon... żartobliwie

Były już porady praktyczne na temat telefonów…- dziś dowcipnie…
1. Darmofon - lider polskiej telefonii, zarówno stacjonarnej jak i komórkowej. Darmofonem są telefony służbowe, dzięki którym przykładni polscy pracownicy załatwiają wszystkie sprawy prywatne.
2. Strzała - jest przeciwieństwem darmofonu, służy do powiadamiania odbiorcy o tym, by oddzwonił na swój koszt. Miłośnicy "strzał" słyną z patologicznego skąpstwa, z zadziwiającej umiejętności liczenia do 60, by nie przekroczyć minuty, kiedy będą zmuszeni zadzwonić na swój koszt.
3. Służbofon - najczęściej najgorszy model telefonu, w krajach zachodnich wpisany już na rejestr nieprzyjmowanych do złomowania. Oczywiście służbofon doskonale sprawdza się jako punkt pierwszy, żyjący nierzadko w symbiozie z punktem drugim.
4. Spadkofon - telefon, którym obdarowany bywa uboższy członek rodziny. Bardzo często spadkofon dostaje młodzież, nie mająca sama dochodów, gdzie "tatooś" zdecydował się na podpisanie lukratywnego kontraktu z lokalnym operatorem.
5. Allegrofon - wiele osób decyduje się przedłużyć umowę z operatorem dlatego, aby dostać nowy aparat, który natychmiast pojawia się na portalach aukcyjnych - jednocześnie korzystając z wiekowego, działającego na słowo honoru telefonu.
6. Złotówkofon - w zaślepieniu, omamiony obietnicą zapłacenia za telefon złotówki, szczęśliwiec podpisuje 36 miesięczny wyrok, spłacając tym samym złotówkofon przez lata.
7. Zablokofon - telefon zablokowany w cywilizowanych krajach Europy zachodniej. W Polsce sprzedawany jako sprawny w 99% - owy telefon zwyczajowo, zdaniem sprzedawcy nie ma oryginalnej ładowarki, a tylko jej chiński zamiennik, pudełko zjadł pies, a wszelakie dokumenty zginęły przy przeprowadzce.
8. Szajsofon, znany również pod nazwą myPhone - produkt... niemalże krajowy, reklamowany jako "składany w Polsce" - chiński bubel, z daleka przypominający podrabiane oryginały. Odmianą tego, jest również podróbkofon - znany nierzadko jako HiPhone, NOKLA itp. Wyróżnia się dodatkową baterią w zestawie, czy też slotem na kolejną kartę SIM.
9. Złomofon, zwany także jako Okazjofon - telefon nabyty na znanym portalu aukcyjnym, po zaskakująco niskiej cenie. Jak opisuje to sprzedawca, telefon jest sprawny w 99%, sam sprzedawca nie ma czasu aby wykonać niewielkiej naprawy, za śmieszne pieniądze, lub wymaga jedynie przeinstalowania oprogramowania. Bardzo często takowy telefon sprzedawany jest bez opakowania, dokumentów, a jego legalność jest daleka od ideału.
10. Lansofon - telefon wiodących marek. Bardzo często eksponowany na stołach ekskluzywnych restauracji, jak MegDonalT, czy też KeyeFS.





niedziela, 3 czerwca 2012

moje kamienie...


Ostatni pomysł chyba jest udany. Wróciła chęć do pracy. Czas jeszcze bardziej się skurczył, ale co tam. Wszystkim moje kamyczki bardzo się podobają. Sama z chęcią patrzę na leżące prace i nie wiem, które wybrać na prezenty. Ciągnie mnie do obrazów. Nie mam jednak  czasu realizować pomysłów. Praca nad kamieniami jest bardzo żmudna.  Są małe… Zanim ogrzeję dłonią,- zimne. Cały czas lewa rączka-zmarznięta. Z rękawiczką- praca jest niemożliwa. Śliskie kamienie są nie do utrzymania. Próbuję eksponować te do malowania -na słońcu. Zanim jednak się ogrzeją, upływa sporo czasu. Gdy przyjdą upały… z pewnością sytuacja się zmieni.  Przyjaciel wpadł na genialny pomysł. Jest dość kosztowny dla klienta… ale chyba jak na razie jedyny w kraju. Jego wyjątkowość jest tym bardziej ciekawa… że nie ma dwóch takich samych prac. Poza tym- kamień w domu… poza energetycznym szczęściem jakie przynosi, emanuje także pozytywną energią przez nieskończony czas. Przecież ten materiał jest nieśmiertelny. O kamieniach można by w nieskończoność. O ich malowaniu- także.

A dziś niedziela i trzeba pomyśleć o obiedzie. Mam kurczaka…. Świeżą włoszczyznę… No to przede wszystkim rosołek. Szybko… smacznie… I nad garem stać nie muszę.


 

 Pewne wydarzenia naszego życia są jak kamienie, po których toczy się lawina.

piątek, 1 czerwca 2012

DZIEŃ DZIECKA...


 WSZYSTKIM dzieciom…
Tym najszczęśliwszym i kochanym… Tym, którym wydaje się że są nieszczęśliwe… bo wątpią w miłość rodziców…
Tym nieszczęśliwym… które choć kochanymi ale ubogimi w dostatki… Tym niekochanym, którym tak brakuje tej miłości…
A szczególnie tym… którym brakuje wszystkiego, bo nie mają nic… WSZYSTKIEGO DOBREGO CO MOŻE DAĆ LOS…



 A  Tobie Długi… Dla mnie na zawsze zostaniesz małym chłopaczkiem z przepięknymi długawymi blond włoskami. Takimi jak na zdjęciu z pieskiem… robionym u cioci Danusi (zdjęciu robionym!).
Dzisiaj masz 25 lat… Jesteś dwumetrowym „bykiem” i gdy chcę popatrzeć Ci w oczy, albo porządnie ochrzanić -wchodzę na tapczan. Nie raz zajdziesz mi porządnie za skórę… ale kocham Cię nad życie własne i tak już zostanie na zawsze.
I dziękuję że wczoraj „wniosłeś” mnie na górę, bo narzekałam że boli kręgosłup. Czasami… te Twoje odruchy miłości… wynagradzają wszystko co przykre.