niedziela, 10 czerwca 2012

a jednak ŁOWCA...




Są osoby które twierdzą… że aby kot polował – MUSI być głodny. Jak to więc jest z tym polowaniem i głodem opowiem. Kot- który jest już częścią naszej maleńkiej rodziny został przygarnięty jako maleńkie kociątko, nie radzące sobie w życiu… a już z pewnością nigdy nie próbujące umiejętności łowieckich. Zawsze mający dostęp do miski z wodą lub mlekiem… do miski z pokarmem suchym i mięsnym z puszki… nie chodzący głodny…- nie powinien i nie musi polować i zdobywać jedzenia by przeżyć.
Dzisiejszego, wczesnego poranka… gdy już świtało… a ja właśnie zasnęłam po wysłuchaniu BARDZO GŁOŚNYCH zachowań młodzieży opuszczających puby do godziny 4.00 rano -wyrwał mnie z głębokiego snu hałas. Właściwie sama nie wiedziałam co to było i co się działo. Firanka tańczyła jak przy tornado… dźwięczały szyby…. róg dywanu unosił się przybierając dziwną formę… Słyszałam trzepot skrzydełek i zauważyłam miotanie się Brunka w obrębie okna. Oszołomiona i zaspana usiadłam na tapczaniku. Krzyknęłam na kota… a ten… w odpowiedzi, podbiegł do mnie i u stóp mych położył maleńką sikorkę. Moje serce trzepotało się w rytmie trzepotania się serduszka ptaka… i ruchem najszybszym sięgnęłam po zdobycz Brunka, by ten nie zdążył ponownie zatrzasnąć biedaka w pyszczku. Wypuściłam sikorkę do parku, choć nie wiem… bo nie obejrzałam, na ile była zraniona. Na podłodze zostało kilka piórek… ale jeśli od razu poleciała mam nadzieję że mój łowca niezbyt mocno uszkodził „brata mniejszego”. Usunęłam od razu pozostałości po polowaniu i chwaląc kota jak tylko mocno potrafiłam, dałam mu świeżą porcję jedzenia oraz kilka szczególności, które bardzo lubi. Podobno po polowaniu i przyniesieniu przez kota zdobyczy właścicielowi- powinno się zwierzątko chwalić. POCHWALIŁAM. Siedzi więc od momentu zdarzenia przy owym oknie i czeka chyba na następny łup.
Dzisiejsze zdarzenie wyraźnie zaprzecza temu- co mówią nieznający zwierząt. Nawet najbardziej najedzony kot BĘDZIE POLOWAŁ, BO TO LEŻY W JEGO NATURZE. Ma instynkt łowcy i nikt i nic, tego nie zmieni. Dziwi mnie tylko to… że zdarzało się… że ptaki wlatywały przez okno na jakąś chwilę… przysiadały na meblu… a Brunek tylko z zaciekawieniem im się przyglądał. Odlatywały wolne, odprowadzane zaciekawionym wzrokiem kota. Dziś było inaczej… i trochę mnie to martwi.
Przestało mnie więc już zmylać zachowanie kota pod tytułem „słuchanie muzyki” czy przybieranie póz świadczących o tym jaki jest słodki. Słodycz –słodyczą… przyzwyczajenia ludzkie-przyzwyczajeniami… a natura-naturą… i muszę zawsze brać to pod uwagę 




Oczywiście już nie zasnę, bo poziom adrenaliny mam chyba taki jak upolowany ptak. Długi… bardzo zadowolony z zachowania Brunka zasnął snem sprawiedliwego a ja… a ja zrobię sobie chyba kawy, żeby jakoś przetrwać dzień. 


I rozmyślam… o życiu… nie tylko zwierząt… Zawsze jest kruche i ulotne… Zawsze wisi na włosku i nigdy nie wiemy kiedy zgaśnie nasza świeczka. 


 

3 komentarze:

  1. Pani Anno! A któż by się oparł obiadowi, który sam przylatuje do garnka. Gratuluję domowego myśliwego.
    Robert

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani Anno! A któż by się oparł obiadowi, który sam przylatuje do garnka. Gratuluję domowego myśliwego.
    Robert

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem zbulwersowany.Jak mozna pochwalic kota za napasc na kilkarazy mniejsza istote....Jak taki mocasrz to niech podskoczy do wiekszego lub rownego sobie.Ma wielki minus u mnie. Kot dresiarz!!Milego dnia

    OdpowiedzUsuń