sobota, 13 sierpnia 2011

sobotni poranek...


Siedząc przy porannej kawie patrzę na parkową alejkę. O tej godzinie… w sobotę jest pusto i cicho. Pojedynczy właściciele psów rozpoczynają dzień. Regułą jest, że zwierzęta te… po nocnej przerwie, załatwiają swoje potrzeby na brzegu tego pięknego miejsca. Przyzwyczaiłam się już do tego… i tylko cieszy każdy deszcz „zmywający” nieczystości wgłąb ziemi. Nie widziałam praktycznie nikogo z torebką na odchody… usuwającego to, co wydalił jego pies. Tacy ludzie… takie zwyczaje… i nie wierzę by kiedykolwiek to się zmieniło. Straż miejska pilnuje opłat parkingowych… i konia z rzędem temu, kto pokaże, że interesują się pilnowaniem wprowadzonego w końcu w życie rozporządzenia. Powieszono natomiast na tablicach zarządzenie zabraniające wystawiania na obrzeże parku jedzenia dla ptaków. No cóż… Ludzie nie wyrzucają czerstwego chleba do śmieci, a dzielą się nim ze zwierzętami. Podobno sprawia ten chleb nieporządek wokół bloku (?!). Ile on leży? Około pół… do godziny, bo ptaki praktycznie natychmiast go zjadają. Przyglądam się właśnie panu, który kandyduje… Wiem o tym, bo już parę dni temu… w każdej z naszych skrzynek, znalazła się ulotka zapraszająca do głosowania. On także ma psa… i przykładowo wyprowadza go trzy razy dziennie. Wyprowadza i RÓWNIEŻ   nie sprząta, bo po prostu nie zauważa że zwierzątko załatwia swoje potrzeby na trawnik. W momencie tej czynności, ZAWSZE pilnie obserwuje ptaki na drzewach. Nie wiem czy je liczy… czy może upaja się śpiewem… faktem jest- iż zachowuje się tak,- jakby zwierzę nie wychodziło się załatwić. Jak zareagowałby w momencie, w którym szary obywatel zrobiłby mu kupę na słomiankę,- można się domyślić.
Zbiera się już grupka obszczymurków. Pierwsze „egzemplarze”… słaniając się na nogach dochodzą do ławki. Pan X jak zwykle wymiotuje a pan Y czeka… aż ktoś da się wydoić na kilka złotych. Pan J sunie powoli w swoich dyżurnych drewniakach… a drepczący obok pies, jak zwykle ujada na całego. Rozpoczyna się dzień. Dla mnie będzie pracowity. Gdy skończę porządki w mieszkaniu, muszę w końcu zabrać się za malowanie. Nie mam nastroju… Nie mam weny… Część prac zawiozłam do galerii. Inna galeria poprosiła o kontakt, by polecać zainteresowanym tematy, które uwieczniam w pracach. Cóż z tego, gdy kryzys wpycha twórców w nędzę i niedostatek. Cóż…- nie idzie wyżyć z malowania, bo nie jest to pierwszą potrzebą jak chleb czy leki. Dopijam zimną kawę… Brunek śpi na nowym krześle, choć już dziś zmieni ono miejsce na „kuchenne”. Stwórco zmień pewne reguły rządzące moim życiem…. Zmień- bo już nie mogę tego życia unieść.



                                    

                                       





2 komentarze:

  1. Z tym nieradzeniem sobie z dzwiganiem swojego zycia na pewno nie jestes osamotniona....Muzyka? bo od słuchania jej u ciebie zaczynam zawsze wizyte -No coż dla mnie niesamowicie piekna i bardzo osobista.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakbym widziała swoją dzielnicę... Widać, że wszędzie jest tak samo, ech szkoda słów.
    Serdeczności przesyłam i życzę miłej niedzieli:)

    OdpowiedzUsuń