wtorek, 15 listopada 2011

pochwała pokory...

Stałam przy samochodzie i przyglądałam się sytuacji, która wobec tego iż mało rzeczy mnie już dziwi, nie wydawała się szczególną…- jednak myśli moje zatrzymały się na temacie pokory.
Jeden z sąsiadów, na widok przechodzącego obok niego lekarza… zgiął się wpół w ukłonie i wręcz natarczywie pytał:- „co słychać panie doktorze?...” Lekarz skinął głową i przepraszając tłumaczył, iż właśnie jest już spóźniony do pracy. Pan ów wrócił do rozmowy ze znajomym, gdy po chwili przechodzący obok niego lokator sutereny pobliskiego budynku… oceniony został oburzonym tonem- „cham”. Chamem został-  ponieważ przechodząc nie powiedział sakramentalnego „dzień dobry”. Kto komu powinien powiedzieć pierwszy „dzień dobry” wszyscy wiemy… Wiemy także iż zasada jest właściwie jedna. DZIEŃ DOBRY, pierwszy mówi – GRZECZNIEJSZY. Wróciłam do tematu w domu… i pijąc gorącą kawę rozmyślałam o pokorze. Słownik języka polskiego definiuje pokorę,  jako stan psychiczny… polegający na odczuwaniu własnej małości, niższości,- uniżoną postawę wobec kogoś, czego.; Brak buntu wobec przeciwności… potulność, uległość czy uniżoność. Definicja ta odbiega nieco od mojego rozumienia pokory. Sugeruje ona bowiem, iż pokora polega na poniżaniu samego siebie względem kogoś lub czegoś potężniejszego od nas samych. Tak pojęta pokora nie pomaga nam w zachowaniu poczucia własnej wartości… szacunku do samych siebie. Wymaga natomiast podporządkowania się, posłuszeństwa i przypisania większej wartości komuś lub czemuś innemu… Nie takiemu właśnie modelowi pokory, hołduje mój sąsiad. Sprawa oceny ważności osoby to już zupełnie inna sprawa, nad która można by dyskutować długo. Pokora, tak, jak ja ją pojmuję, przede wszystkim polega na rozpoznaniu i akceptacji własnej słabości i ograniczeń… oraz - co równie ważne - na rozpoznaniu i akceptacji ograniczeń i słabości innych ludzi. Pokora w tym rozumieniu nie przeciwstawia się poczuciu własnej wartości czy szacunku do samego siebie… ale przesadnej dumie, nadmiernym wymaganiom stawianym sobie i innym. Pokora, wreszcie, wiąże się moim zdaniem z doświadczaniem naszej zależności od innych i od świata… oraz pewnej nieuchronności tego, co nas spotyka. Tutaj może najbardziej zbliżam się do tradycyjnego pojmowania pokory. Jesteśmy zależni… Jakkolwiek dzięki zdobyczom cywilizacji poddaliśmy wiele czynników warunkujących nasze istnienie świadomej kontroli,- to wciąż jeszcze istnieje wiele innych, nad którymi nie potrafimy zapanować. Pokora stanowi wyraz uznania naszej zależności… od niezliczenie wielu ludzkich i pozaludzkich sił, czynników warunkujących nasze istnienie. Pokora pozwala nam się pogodzić z tym, że mimo naszych prób sprawienia, żeby siły te i czynniki raczej nam sprzyjały, podtrzymywały nas w naszym istnieniu i rozwoju.. . rzeczywistość staje się zupełnie inną.  Czasami jest inaczej, a my nie potrafimy tego zmienić. Pokora nie oznacza bezradności. W miarę naszych możliwości powinniśmy świadomie kształtować nasze życie, powinniśmy starać się wpływać na nasz los. Nasze możliwości są jednak skończone… ograniczone. Jakkolwiek trudno jest wytyczyć granicę ludzkich możliwości - granica ta, wraz z rozwojem jednostki czy społeczeństwa, nieustannie zmienia się i w jej ocenie niezbędny jest pewien realizm. Wyrazem tego realizmu jest pokora. Podsumowując te moje rozmyślania mogę powiedzieć… że pokora, którą cenię,- oznacza postawę polegającą na akceptacji własnych słabości i ograniczeń, jak i słabości, ograniczeń innych osób, na uznaniu zależności naszego losu od wielu czynników, na które nie mamy wpływu i na przyjęciu tego losu nawet w tych jego odmianach, które w szczególnie bolesny sposób nas doświadczają, a wobec których jesteśmy bezsilni. Pokora oznacza też umiejętność otwierania się na to, co się w nas i dookoła nas dzieje, pozwalania sobie, światu i innym ludziom "po prostu być".W pewnym momencie pokora wydała mi się kłamstwem i jedną z najgroźniejszych etycznych mistyfikacji. Analizując jednak istnienie pseudo-pokory… która jest w rzeczywistości dumą z innym obliczem… i jest widoczna w modlitwie człowieka, który potępia siebie otwarcie przed Bogiem określając się jako słaby, grzeszny i głupi, ale kto z gniewem oburza się gdy to samo mówi mu ktoś inny… zaniechałam takich rozważań.
Człowiek „zdrowo” pokorny pozostaje zawsze człowiekiem czujnym i zdyscyplinowanym po to, by nie utracić otrzymanego daru życia, miłości i wolności… No właśnie,- WOLNOŚCI… Ale ta wolność będzie już tematem innego wpisu.
                                      




1 komentarz:

  1. Droga Pani Anno! Niełatwo być pokornym a zwłaszcza ateistom czy agnostykom. Wiele kultury osobistej trzeba włożyć w wysupłanie z siebie pokory. Inaczej sprawa ma się z ludźmi wierzącymi. Na nich wiara nakłada brzemię pokory. To im kapłani nakładają i pokorę i pewien stopień poddaństwa. To złożony temat do dyskusji nie internetowej. Dziś na nas pokorę nakłada brak środków finansowych i zależność od państwa, instytucji i losu. Jedna jest prawda. Stopień pokory zależy do wysokości "siedzenia", od ilości zer na koncie i wpływów. Reszta to dyskusje humanistów.
    Pozdrawiam Robert

    OdpowiedzUsuń