piątek, 9 grudnia 2011

telefon z banku...


Wiem kiedy dzwoni ktoś nieznajomy, bo wszyscy moi znajomi,-  mają w komórce swoje melodyjki. Gdy więc wczorajszego popołudnia moje cudo techniki zasygnalizowało, że jakaś nieznajoma osoba ma ochotę ze mną porozmawiać - odebrałam. Pan (hmm.. pan nie pan) o kobiecym głosie podał nazwę banku z jakim mam przyjemność/nieprzyjemność rozmawiać… po czym poprosił o datę urodzenia. Zmęczona byłam, bo tyram przy porządkach całe dopołudnia więc bez rozwijania tematu spytałam czy w tym tylko celu dzwoni… i że jestem już bardzo stara i brzydka, więc z pewnością nie będzie mną zainteresowany. I tu go zaskoczyłam… Hahahahahahahaha,- yesu. Cisza w słuchawce się zrobiła jakby padły wszystkie przekaźniki telefonii komórkowej. Po chwili jednak pochwalił się, że zna moją datę urodzenia… wiec ja- uprzedzając to, co dalej powie spytałam,- „dlaczego pyta skoro zna…”. Tym razem chwila ciszy była nieco krótsza. Pan wyjaśnił, że chciał tylko przekonać się czy rozmawia z właściwą osobą. Z WŁAŚCIWĄ… szepnęłam i nadal nie podałam tych żenujących kilku cyfr. Nie podałam i powiedziałam, że nie podam. Wydusił więc w końcu sprawę z jaką do mnie dzwoni. Pani ma u nas kredyt….- przypomniał mi fakt, który najchętniej wyrzuciłabym ze swojego życia. I spłaca go pani bardzo systematycznie….- ciągnął. A spróbowałabym nie…- wysyczałam do słuchawki. Chcemy pani zaproponować zmniejszenie oprocentowania (?!) i ewentualne dobranie jakiejś kwoty. Dobraniem jakiejś kwoty nie jestem zainteresowana… bo mam dość płacenia lichwy, czy nadal proponuje pan zmniejszenie oprocentowania- dochodziłam sedna sprawy. Tak- czy możemy umówić się na rozmowę?... Po nowym roku proszę zadzwonić,- padła moja propozycja, na którą pan o kobiecym głosie z chęcią przystał. Odłożyłam telefon i stwierdziłam, że narobił mi facet kłopotu. Celem banku jest zarabiać…. zarabiać… i jak najwięcej zarabiać. Jaki więc cel ma taka instytucja proponując mi obniżenie oprocentowania? Jako osoba doświadczona już w realiach obecnego życia, zapachniało mi tu jakimś podstępem i kruczkiem. To… co zaproponuje mi bank nie może być ulgą… a jedynie sposobem na jeszcze większe wyciągnięcie ze mnie kasy. Na co więc mogą mnie jeszcze próbować złapać?
Koniec kawy… Teraz na rynek po grzyby.





4 komentarze:

  1. Pewnie kredycik na swieta....W banku to sie nazywa pozyczka dla klienta GS,czyli glupi i stary.Jeden byly pracownik sie w tv u nas wypowiadal..... Sa rozliczani co miesiac ,ile umow podpisali i propozycji przedstawili klijetom. pozdro.

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże ile mam zaległości do czytania!Ale przeczytam na pewno.Teraz cie tylko pozdrowie serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem ci szczerze że mam wrażenie ze do ciebie pasował poprzedni wystrój twojej siedziby.Ten jast ładny choć troche daje po oczach.Licze ze nie potraktujesz tego jako cos złego?Bo nie jest takim.:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Znamy, znamy "takie telefony"... ostatnio nam zaproponowali tak wysoki kredyt, że aż strach pomyśleć, co by było gdyby... owszem, korzystamy z kredytów, ale zdecydowanie na miarę "własnych możliwości spłacenia go"... Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń