sobota, 2 lipca 2011

wystawa i kompot z wiśni...



Jutro wystawa. Wprawdzie ochroni prace pawilon, jednak odwiedzających nie będzie z powodu deszczu. Czy jest w ogóle sens tam jechać? Zmarznę… będę wściekła i jaka to przyjemność?
Postanowiłam,- jeśli nie będzie padać- pojadę. Mimo zimna i niechęci. Jeśli zaś będzie padać- zostaję w domu. Nie tylko ja zostałam zaproszona, więc zawsze ktoś… coś wystawi. Trochę już jestem przeziębiona. Słaba i napracowana jak wół. Otrzymane w prezencie wiśnie już w słoikach. Od rana… jak mróweczka uwijałam się wśród garów i starannie wekowałam owoc. Trzy słoiki puściły. Nie szkodzi - zupę wiśniową uwielbiam ja i Długi. Możemy jeść nawet cały tydzień.  A przecież i tradycyjny kompot, to w chwili obecnej coś wyjątkowego i chętnie napiję się tej ambrozji. Zwłaszcza, że powinnam chyba z dzień poleżeć.
Smutno jakoś i samotnie… może to aura nastraja aż tak melancholijnie… a może faktycznie nie zdaję sobie sprawy z tego -jak bardzo jestem sama. Nie będę dziś rozmyślać o sobie. Mam stertę gazet i właśnie im poświęcę czas. Przy szklance kompotu z wiśni. PRAWDZIWEGO KOMPOTU DOMOWEGO!









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz