sobota, 25 czerwca 2011

realnowela...


Zamówienie własnego portretu… choć to nie reguła,- wiąże się zazwyczaj z wyjątkowym czasem… bądź zdarzeniem w życiu. Tak było i tym razem choć prac klient nabył więcej, bo każda z nich miała symbolizować coś… co wydarzyło się szczególnego.  Portretowanie to praca trwająca jakiś czas, bo malowanie ze zdjęcia nie obrazuje tak naprawdę rzeczywistości. Ze zdjęcia uchwycić można tylko rysy… całą resztę zaś należy wykonywać „na żywo”. Tak więc do rozmowy czasu jest sporo… a ona zaś pomaga w odtworzeniu charakteru i wnętrza osoby portretowanej. Rozmowa zazwyczaj schodzi na temat życia osoby uwiecznianej i gdy przychodzi moment w którym ja milknę, model rozpościera skrzydła i to on maluje dla mnie swoje życie. Tak było i z panem NN (tak go nazwijmy). Pan ów nabył u mnie zamówionego „upadłego anioła”… oraz dziewczynkę i chłopca stojących tyłem do oglądającego. Wszystko miało swoje znaczenie.
Pan NN przez 25 lat żył spokojnie… rodzinnie… obok kochanej i kochającej żony…  oraz dwójki wspaniałych dzieci. Córka i syn otrzymali przyzwoite wykształcenie i nie wiadomo co los włożył pomiędzy tą rodzinę… w której w przeciągu roku posypało się wszystko. Nie był to inny mężczyzna w życiu żony ani inna kobieta w życiu mojego klienta. Poszło o bzdurę i zawaliło się wszystko w mgnieniu oka. Pan NN stał twardo przy swoim zdaniu… a małżonka (choć mnie to zdziwiło bo jest pedagogiem) zaczęła już nie tylko po cichu nastawiać dzieciaki przeciwko własnemu ojcu. Często dzieje się tak w rodzinach… choć w tym przypadku potomstwo było dorosłe i powinno mieć już swoje zdanie na temat wszystkiego co w domu się dzieje. Faktem jest jednak… że zarówno syn jak i córka, odwrócili się od ojca „trzymając stronę matki”. Czy pana NN to bolało? BOLAŁO! Bo w każdym „rozejściu” winę choć nie taką samą ponoszą obydwoje małżonkowie. Rozwód… podział majątku, a więc sprzedaż domu i wszystko co wiąże się z rozejściem po 25 latach wspólnego życia i prowadzenia wspólnego gospodarstwa domowego.  Pan NN zamieszkał sam… i w samotności przeżywał swój upadek. Dzieci odwrócone od ojca nie utrzymywały z nim kontaktu. Próbował,- bezskutecznie. Chciał… -nie udawało się.  Poznał panią N dlatego że chciał kogoś przy sobie mieć. Poznał.. bo szukał.  Pani N była osobą samotną… nie będącą nigdy żoną ani matką. Przylgnęli do siebie bo emanowała spokojem i ciepłem. Po jakimś czasie zalegalizowali swój związek. Pani N była już więc szczęśliwą mężatką… ale… Ale pragnęła być także matką. Z rozmowy wynikało, że pan NN niekoniecznie marzył o jeszcze jednym potomku, myślę jednak że kocha panią N na tyle,- że pół roku temu urodził im się zdrowy syn. Spełnił jej wielkie marzenie… a i myślę, że sam odmłodniał przy takim maluchu. Historia jak inne,- ma jednak w sobie coś, bo pan NN ma lat 55 a małżonka 46.  Spytałam się o lęk jaki mają rodzice wydający na świat dzieci w wieku, gdy organizm cichnie i usypia. O ryzyko jakie niesie ze sobą tak późna ciąża. TAK… Bali się… Bali się bardzo i coraz bardziej z każdym dniem do rozwiązania. Szczęśliwi że się udało musieli przejść jeszcze kolejną trudność. Była małżonka pana NN wespół z  ich dziećmi… roznosili wśród znajomych jak smród informację… że potomek, nie jest synem pana NN. Pan NN i z tym sobie poradził,- choć kosztowało to ponad dwa tysiaki. Badania genetyczne jakich dokonał ,udowodniły jego ojcostwo i zostały włożone do akt małego N.  O kłopotach jakie jeszcze będzie miał i on, jak i jego żona oraz mały N- wiedzą.  Mają także świadomość ryzyka, że nie uda im się samemu wychować do pełnoletniości synka.
Poznając tą rodzinę i nie wiedząc, że dziecko nie jest ich wnukiem tylko synem… widziałam coś w oczach małego N i wiozącego wózek mężczyzny. Coś… czego nie potrafię określić… i bardzo uważałam, by wyraźnie nie podkreślać ich pokrewieństwa. Nie użyłam ani razu słowa syn czy wnuk. Nie pasowali  mi na dziadków,- a na rodziców byli trochę za starzy.  Opowiadanie pana NN wyjaśniło wszystko i spowodowało burzę myśli. Ludzkie losy… Jak różne i jak inne.

       

Kwiaty za oknami kwitną jak szalone. Kwitnie na balkonie posadzona w doniczce róża pnąca. Pomidorki koktajlowe mnożą owoce z dnia na dzień. Niedługo zaczerwienią się dojrzałością. Na początku lipca następna wystawa. A dzisiejsza noc, to czas bezsenny i chwile rozmowy ze Stwórcą. Rozmowy?... Monologu jak zawsze. Tysiąca pytań jakie Mu zadaję i milczenia niepewności. Ciche prośby i podziękowania że nie jest gorzej. I ciągle brak odpowiedzi na to jedno! Jeśli dałeś wolną wolę… dlaczego i tak dzieje się jak Ty chcesz?...





1 komentarz:

  1. Ktoś powiedział, że każdy z nas może zostać autorem co najmniej jednej książki o swoim życiu. Mam nadzieję, że uda Im się wychować swojego syna i że będą z nim jak najdłużej. Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń