sobota, 18 czerwca 2011

po wystawie...


Było wyjątkowo… cudownie… energetycznie… tłumnie… i także rodzinnie. Frekwencja dopisała w sposób jakiego jeszcze nie widziałam. Tłumnie było i miło.  W pawilonie w którym wystawiłam swoje prace ogromny ruch.  Organizacyjnie, końcowo bardzo wsparła mnie rodzina, a i tak wróciliśmy z Długim do domu po północy.  Na rogatkach miasta przywitały nas fajerwerki trwającej właśnie w mieście La strady. Zbieg okoliczności a jak miło!
Od rana  zakupy w sklepie dla plastyków. Teraz potrzebuję czasu i jeszcze raz czasu na pracę.  Spodziewałam się po wystawie, że uda mi się zauważyć jaką tematyką obrazów zainteresowani są odbiorcy. Niestety każdy z nich interesował się czymś innym i  trudno mi określić na co nastawić się przede wszystkim. Chcąc zarobić na życie nadal malować muszę „pod klienta” a nie to… co chciałabym i co fascynuje mnie najbardziej. Setki pomysłów… Ogromna chęć ich realizacji…- a tu… tematy które zejdą. Teraz nowe port folio. To bardzo ważne. Wizytówki… Wszystko zeszło podczas wystawy w mgnieniu oka. Perspektywa nowych wystaw i przygotowania. Wszystkim zajmuję się sama. Czasu brakuje na każdą czynność.. Pomysł malowania obrazu podczas wystawy znakomity… tylko jak to wszystko zorganizować. Czas…. Czas… czas…



1 komentarz:

  1. Witaj:) Serdecznie gratuluję udanej wystawy:) Zdaję sobie sprawę, że przygotowania bywają wyczerpujące, ale jaki efekt!
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń