niedziela, 19 czerwca 2011

akceptacja... tolerancja... i kultura osobista



Zawsze… tak i teraz sporo kręci się wokół akceptacji… tolerancji jednostek z naszego otoczenia. Akceptacja według wikipedii to wyrażenie zgody, przyjęcie, aprobata, potwierdzenie dla czegoś lub kogoś. I ponieważ to modne,- staramy się ( czasem nawet wbrew swoim poglądom) być tolerancyjni… albo chociażby pokazać że tacy jesteśmy. Robimy to z różnych pobudek i nie o tych pobudkach dziś rozmyślam. Rozmyślam bowiem o ludziach, którzy nie bardzo potrafią się w tych tolerancjach i akceptacjach znaleźć. Światopogląd według którego dobry i godzien akceptacji jest tylko ten, który spełnia nasze według niego oczekiwania,- nie ma nic wspólnego z właściwą akceptacją czy tolerancją. O co mi chodzi? Ano chodzi mi o to że czasami granice są płynne i nie raz ludzie gubią się w tym co można a czego nie. Bo staramy się tolerować ludzkie przywary i słabości,- jednak to nie może być tak, że tolerować będziemy przemoc w domu tylko dlatego że mąż ma taki charakter. Nie możemy również tolerować zaniedbania gromady dzieci przez matkę… tylko dlatego „że pije”. Moim zdaniem… jeśli jednostka oczekuje w stosunku do siebie bezgranicznej i bezwzględnej akceptacji, nie tędy droga. Otaczamy się zazwyczaj ludźmi, którzy mają podobne światopoglądy. Podobnie myślą i podążają w podobnym kierunku. Mowa tu jednak o przyjaźniach. Pamiętać należy także o tych, których zdania znacznie różnią się od naszych i niezbyt chętnie przebywamy w ich towarzystwie choć i oni zasługują na szacunek i przyzwolenie dopóki nie przekraczają pewnych norm. No tak…- tylko te normy to znów płynna granica i dyskutować można latami… w którym przebiega ona momencie. Ja myślę że miejsce tej granicy przebiega tam, gdzie kończy się szacunek dla naszej osoby a zaczyna obrażanie i poniżenie. I nie może osoba którą tolerujemy… wymagać od nas akceptacji tego co robi. Bo przecież istnieje różnica między tolerancją a akceptacją. Akceptacja jest ostatnią najwyższą formą tolerowania drugiego człowieka i o ile mogę tolerować związki homoseksualne, absolutnie nie akceptuję  możliwości adoptowania przez nich dzieci.
Temat który poruszyłam, jest przemyśleniami  postu WP na temat niezgody religijnej. Bezustannych tarć i walk o wiarę… jej zasady i wszystko,- co ma z tym wspólnego. A to „wspólne” to całe nasze życie i nie tylko sfera prywatna.
Jeśli tylko mamy inne zdanie na pewien temat, pieniacze potrafią walczyć do upadłego… i nie chodzi tu o właściwą prawdę. Chodzi przede wszystkim o NASZE ZDANIE.  Postawy są różne. Od tych,-  świadczących o bardzo wysokiej kulturze osobistej… do tych w których „wyciera się jak szmatami” osoby o innym światopoglądzie. No cóż- część ludzi uważa… że będąc w internecie anonimowymi, mogą pozwolić sobie na pewne zachowania. Dla nich nieistotnym jest fakt, że są jednostkami ludzkimi i nieważne, że pozostała część dyskutujących nie zna ich nazwiska. Wylewają z siebie swoje błoto- bo są nieidentyfikacyjni.  Specyficzne to miejsce i uważam że ogromna cześć naszego społeczeństwa długo jeszcze dorastała będzie do poziomu,- w którym właściwie korzystać będzie z dobrodziejstw internetu.

Odpoczęłam… Wszystko co ostatnio się działo,- mocniej pchnęło do pracy. Tylko pracą udoskonalać mogę warsztat i sprawić by wytwory rąk były lepsze.
Nie zawsze mam na to chęci i siły. Jestem zmęczona…. Bardzo zmęczona.
„Boże dziękuję za to co mi dałeś za to co mi zabrałeś i za to czego mi oszczędziłeś”.

1 komentarz:

  1. Witaj!
    Święte słowa. Można wiele tolerować,
    Ale pewnych zachowań nie można akceptować,
    Ni przemocy w rodzinie, ni krzywdy maluczkich,
    Ani religijnych prawd jedynych, w swym mniemaniu słusznych.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń