poniedziałek, 13 czerwca 2011

po trzech dniach gwałtu na uszach i duszy...


Mam dość galopu życia. Jest za szybkie… a zwłaszcza za szybkie są dobre chwile. Radość z tego czasu zawsze umniejsza mój rozsądek  o fakt, że już za chwilę przyjdzie znów zmagać się z kłopotami i trudnościami. Nie… Nie zawsze taka byłam. Zawsze gdzieś w  głębi czaił  się optymizm… ufność  w dobro  losu… wiara w ludzi…  przekonanie że po burzy zawsze kiedyś wyjdzie słońce. Nie ważne na jak długo… Ważne że wyjdzie i ogrzeje zmrożone trudnościami życie. To- co było jeszcze dobre,- zaczyna umierać. I umiera tak szybko jak upływający czas. Umiera ufność w uczciwość ludzką. Prawdę… i normalne, szczere kontakty międzyludzkie. Przykładami wredoty ludzkiej mogę sypać jak grochem z rękawa. Niektórą nieszczerość jestem w stanie usprawiedliwiać. Sama staram się być mało wylewną, jednak wyjątkowych świństw nie toleruję i trudno jest mi zrozumieć posunięcia jednostek. Krótko ludzie skrywają zawiść… bo tak bardzo zżera ona ich świadomość, by ze wstydu chować ją ciągle przed światem. Pyszałkowatość… kosztuje czasem łatwowiernych znajomych ,- bo wierzą w to… co słyszą. Uczę się więc ludzi i ludzkiego języka. Uczę się tego- jacy są i wiem, ze oceniać ich należy przede wszystkim po czynach… - nie słowach. Dni miasta… i trzydniowy maraton muzyki RÓŻNEJ przed moimi oknami, uniemożliwił zarówno oglądanie TV jak i słuchanie „mojej” muzyki. Spotkania towarzyskie jak i zwyczajną rodzinną rozmowę. Festyn zablokował także i wyjazd własnym autkiem jak i jakiekolwiek normalne codzienne czynności. NIE!! Okien nie mogłam  pozamykać bo nie mam w domu klimatyzacji. Trzy doby spędziłam więc, na kontemplacji i analizowania wszystkiego co dzieje się wokół. Barwy wniosków nie należały do tych najpiękniejszych… jednak przy narodzinach matka nie obiecywała mi tego- że życie będzie łatwe i cudowne. Ponieważ nieszczęścia chodzą parami… uszkodzeniu uległ także mój komputer. Naprawiłam i czekam co jeszcze zaserwuje mi mój kochany los.  Na razie klient nie odbiera zamówionych prac (trzeba było wziąć słona zaliczkę/wiara w ludzi). W piątek spora wystawa i nadzieja, że coś się spodoba. A dalej… Dalej nie myślę. Żyję z dnia na dzień.


1 komentarz:

  1. TAK ! Zdecydowanie TEŻ nie rozumiem złośliwości ludzi, a zwłaszcza takiej na blogach... (dużo tego widzę) POZDRAWIAM - czarnobialaiwkolorze.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń