środa, 19 października 2011

rozpieszczanie siebie...

Wychowywani w poczuciu obowiązków… powinnościach wobec bliskich… konieczności dawania siebie innym, bo to jest dobre,- bardzo często gubimy się w tym ile powinniśmy dawać a ile brać. Ile z siebie należy się otoczeniu a ile powinniśmy zatrzymać wyłącznie dla siebie. Bywa… że poświęcając w całości siebie… budzimy się pewnego dnia i stwierdzamy, że nie ma „nas”… bo tak traktując siebie… w taki sam sposób zaczyna traktować nas otoczenie. Zaczynamy „nie istnieć” jako jednostka mająca swoje potrzeby… swoje zdrowie… swoje kaprysy i wszystko co wiąże się z człowieczeństwem. Jesteśmy by być potrzebnymi… by służyć swoją osobą… swoimi zasobami… by mówiono o nas, że zawsze na nas można polegać. Pewnego dnia zauważamy, że ci dla których żyjemy, nie mają dla nas w ogóle czasu… i wszystko inne jest bardziej ważne, niż nasze potrzeby wobec tych osób. I wówczas właśnie.. gdy najpierw nieśmiało, a gdy to nie skutkuje, bardziej kategorycznie domagamy się pomocy, przypina nam się łątkę osoby kapryśnej… wymagającej nie wiadomo co… -by w końcu usłyszeć: „… i co się z nią porobiło…”. I nie szukajmy tutaj winy u otoczenia… tylko u siebie. Osoby uważane powszechnie za te, którym wszystko się należy przede wszystkim… w takich przypadkach otaczane są jeszcze większym zainteresowaniem i nikomu nie przyjdzie do głowy pomyśleć, że może dla takiej nie mieć czasu. Racjonalne rozdawanie siebie nie jest cechą wielu osób i tym- osoby życzliwe powinny uzmysłowić błędy…, jakie popełniają. Długie.. wieczorne rozmowy szpitalne,- to znakomita terapia dla wszystkich pokoleń. W miejscu tym bowiem… spotykają się ludzie chorzy… których różne doświadczenia, pozwalają na właściwe oceny rzeczywistości. Rozmowy z lekarzami… także zostawiają w świadomości ślady sugestii, które powinno się brać na bardzo poważnie. Tutaj dochodzi do naszej świadomości… że w życiu nasza osoba powinna być dla nas najważniejsza. Że szczególne dbanie o siebie nie jest „rozpieszczaniem”… ale powinnością i wszystkie inne powinny być podporządkowywane nam…- a nie my im. Dzielmy siebie sprawiedliwie. Połowa dla otoczenia… a połowa dla nas. Bez zwyczajowych:.. „ech, ja to później”. Przychodzi bowiem czas… gdy oglądając się za siebie stwierdzamy przeraźliwy ogrom własnej głupoty i lekceważenia tego, co powinno być dla nas priorytetem. Myślę że i ja powinnam zmienić nieco stosunek do rzeczywistości i zacząć myśleć o własnej osobie jako tej najważniejszej. Że subtelne przemilczywanie pewnych kwestii, by nie urazić kogoś jest błędem… i wraca do nas jak bumerang, jednak nie takowąż subtelnością… ale brutalnym kopniakiem. Czas chyba domagać się tego co należne… by w porę otoczenie zauważyło ważność własnej  osoby.
                             

5 komentarzy:

  1. Jakiś czas temu należałam do ludzi, którzy służyli...Potem wszystko się zmieniło. Może nie do końca, bo my kobiety, matki, tak po prostu mamy:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Faktycznie coś w tym jest. My kobiety, mamy skłonność do rozpieszczania innych itd.itp.
    I, zdecydowanie taki się opłaca... Rozpieszczać samego siebie można, a nawet czasem trzeba - jakiś czas - ale jednak najlepiej smakuje jak nas inni rozpieszczają... Pozdrawiam ciepło ;-))

    OdpowiedzUsuń
  3. *I, zdecydowanie taki zdrowy egoizm się opłaca...

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz zupełną rację!Tylko cięzko tak jakos zastosowac to w swoim życiu jesli ma sie taka a nie inną naturę.Tez od jakiegos czasu myśle o tym i nawet probowałam to zmienic ale...ale niedobrze się z tym czuję:(pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. pomoc niesiona innym wylewa się ze mnie tak po prostu - nie rozmyślam nad tym i nie mam zamiaru nad tym zapanować .A co przyniesie przyszłość ,starość ? - trochę się jej boję ,ponieważ mam dwóch synów . Są kochani dzisiaj - jutra nie znamy


    macham Anka wieczorowo - Doska

    OdpowiedzUsuń