widgeo.net

poniedziałek, 2 stycznia 2012

realizacje postanowienia...


Postanowienie realizuję…
Wczoraj poszłam spać przed północą… i przed północą zasnęłam. Były problemy rankiem, ale trudno. Ustabilizuję sobie wszystko preparatami ziołowymi. Dziś planuję na sen godzinę 23.00 – mam nadzieję na sukces.
Ruszyłam dziś także sprawę ciepła. Wyrypałam pismo do MZBM o zmianę współczynników w rozliczaniu podzielników. Mam czas… lekkie pióro… skrzynkę e-meil do wysyłania bezpłatnej poczty. Następne pisma będą dotyczyły remontu lokalu o 60 letnim stażu. Niech odpisują. Może komuś się sprzykrzy.
Plany dotyczące innych spraw o które do tej pory nie zadbałam-także już mam.
Tylko dlaczego mam znów kłopoty  z akumulatorem?!  Yesu… Jak ruszę jedno wali się drugie. Ale….. sukcesywnie… konsekwentnie…- do celu.  Z katarem… bo już gdzieś złapałam.

niedziela, 1 stycznia 2012

pierwszy dzień...

Wystartowałam w ten nowy… pełen moich obaw rok. Ponieważ poranki są dla mnie ostatnio bardzo trudne, postanowiłam w ten pierwszy dzień nowego, leżeć w łóżku tak długo,- jak długo będę miała na to ochotę. I miałam ochotę do 12.00 ale co tam. Długiego nie było w domu… Sylwestrował do 16.00.  Z obowiązkami poradziłam sobie nadspodziewanie łatwo…- może więc i cały rok,  tak łatwo będę sobie radziła. Otrzymałam (poza życzeniami naturalnie) telefon… który może nie ucieszył mnie tak bardzo,- jak sprawił satysfakcję. Plany i postanowienia?... Mam jeden plan i jedno tylko postanowienie: - NIE DAĆ SIĘ I WALCZYĆ DO UPADŁEGO. Koniec ze spolegliwością… Koniec z woalowaniem przekazu, który powinien być stanowczy i niepodważalny. W styczniu muszę także zacząć realizację nowego pomysłu na twórczość. Jeśli wypali… choć niewielkie będą zyski, zwróci mi się cześć nakładów na wystawy. Rok będzie bardzo trudny. Kryzys nie pozwoli na rozwijanie sztuki. Każdy grosz to rachunki, dom, żywność… a o inwestowaniu w kupno obrazu,- z pewnością pomyśli niewiele osób. Muszę także od nowego roku przesunąć sobie mój wewnętrzny zegar. Nawet nie wiem jak to się stało… że spać chodzę około pierwszej w nocy… a ranki to tyrada wstającego dnia. Konsekwencją są ilości wypijanej kawy i znów pogarszające się samopoczucie.
Zauważyłam ostatnio niepokojące zachowania sporej ilości znajomych. Zamiera w nich bowiem otwartość. Nie to jest jednak najgorsze, bo potrafią wylać na otoczenie swoje żale spowodowane niepowodzeniami. Samolubstwo… znieczulica… i dbanie wyłącznie o interes własnego nosa, zdominowało zachowania i stosunek do całego otoczenia. Nawet do najbliższych. Tłumaczenie że takie jest życie i zmuszają do tego ludzie –nie jest tłumaczeniem tak, jak nie jest właściwym określenie że jest się „trochę uczciwym”. Zachowania takie są jak kulka ze śniegu staczająca się ze zbocza. Tworzy u stóp wzgórza śnieżny głaz, który uderzając w napotkane drzewo, łamie i niszczy nie tylko przeszkodę. Niszczy także samego siebie. Zrozumienie tego nie jest takie trudne. Trudne natomiast będzie odbudowanie wizerunku który się miało… i  który każdy chciałby mieć całe swoje życie.
Czas na spoczynek nocny i odwracanie złych nawyków. DOBRANOC…

piątek, 30 grudnia 2011

czas...


Czas przemija szybko i my zdając sobie sprawę z jego nieubłagalnego upływu, ciągle patrzymy w przyszłość zastanawiając się nad podejmowanymi decyzjami. Rozważania o czasie zawsze przypominają o jego wartości. Cenimy już nie tylko każdy rok… ale także miesiąc… tydzień… i dzień. Każdy miniony rok oceniamy skrupulatnie zastanawiając się czy znaleźliśmy się w punkcie wyjścia… czy wręcz przeciwnie. Na to pytanie nie zawsze jesteśmy sobie w stanie odpowiedzieć. Jakakolwiek jednak będzie ta odpowiedź musimy zdawać sobie sprawę, że wraz z nowym rokiem otrzymujemy dar… Dar który jest następującym czasem, który musimy spożytkować… zagospodarować… wypełnić sobą… i podpisać się pod wszystkim czego dokonaliśmy….- bądź było naszą porażką.
Mijający właśnie mój roczny czas… wypełniony był nadziejami… planami… ale i obawami. Najwięcej spełniło się tych ostatnich. Może dlatego,- że nadzieje i plany czynione były tak bardzo ostrożnie. W obawie bowiem przed niemiłymi rozczarowaniami, kształtowałam je zostawiając spory, szary margines niespełnienia.
To był zdecydowanie bardzo zły rok. Dla mnie… dla mojej rodziny. Znajdowałam siłę do walki z przeciwnościami. Jeszcze  znajdowałam. Pozostawiona sama ze sobą w walce o dom, słabłam i słabnę nadal. Nie wywalczę stabilizacji, która jest mi tak potrzebna. Nie wywalczę bo nie mam takich możliwości i czasu… Właśnie czas…. Jutro koniec mijającego roku. Dziękuję wszystkim za życzenia Bożonarodzeniowe i Noworoczne- napływające „różnakimi” sposobami. Otrzymałam także niemodne już, życzenia na kolorowych kartkach pocztowych. Wszystkim dziękuję z całego serca.
Cóż mogę życzyć na ten trudny dla nas,- jak wszyscy przewidują czas? Myślę że stabilizacja… zdrowie i prawdziwi przyjaciele są nam najbardziej potrzebni/bne. Tego więc wszystkim i sobie życzę.
„To co jest- już było…
a to co ma być kiedyś- już teraz  istnieje…”

środa, 28 grudnia 2011

lofty i całowanie...

Dziś coś z działki mojego zawodu. Przeglądałam ostatnio kilka czasopism budowlano- architektonicznych, które całkowicie zapełnił temat loftów. Pierwsze zaczęły powstawać w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku… by po 60-ciu latach przyjść do Polski. A loft… to nic innego jak mieszkanie wygospodarowane poprzez  adaptację poprzemysłowych zabudowań w „szemranych” zakątkach miast. Hale przemysłowe, warsztaty, szwalnie, składy materiałowe, domy towarowe, przędzalnie, fabryki i huty to miejsca, w których niegdyś pracowali ludzie. Dziś,- w tych opuszczonych i zaniedbanych budynkach mieszka historia, a ściany wspominają dawne czasy. Wraz z historią chcą w nich dziś mieszkać także ludzie.  Długa historia loftów związana jest od samego początku ze środowiskiem ludzi związanych ze sztuką… głównie artystów i pisarzy. Powodem tego była potrzeba dużej przestrzeni do pracy i ograniczone fundusze, które nie pozwalały na wynajem drogich apartamentów. Artyści potrafili dostrzec swoiste piękno w surowych, industrialnych i bardzo zaniedbanych przestrzeniach oraz oryginalnie je zaaranżować. Dzięki swoim zdolnościom przekształcili je w wygodne miejsca do życia i pracy. W Polsce miastem loftów jest przede wszystkim Łódź… miasto w którym fabryki stoją wzdłuż głównych ulic, sąsiadując z kamienicami czy pałacami dawnych fabrykantów. Pierwszy jednak loft powstał w Bytomiu na terenie dawnych zakładów górniczo-hutniczych. Lofty charakteryzują przede wszystkim wysokie sufity…otwarta przestrzeń… wyeksponowane materiały budowlane… duże okna oraz wygląd budynku utrzymany w duchu industrialnym. Eksponowanie drewnianych dźwigarów, instalacji, przewodów, betonowych podłóg, stalowych lub kamiennych ścian… otwarty plan piętra i w niektórych przypadkach wykorzystanie starej windy towarowej.  Wiele osób nie wyobraża sobie życia w chłodnych i mało przytulnych murach loftu. Jednak wszyscy ci, których zmęczył przepych i wystawny wystrój wnętrz…  w jego ascetycznie urządzonym wnętrzu, z pewnością znajdą wytchnienie. Z resztą widziałam lofty tak zgrabnie i „przytulnie” podzielone poziomami… Wykończone odpowiednimi fakturami ścian,- że nie odczuwa się przestrzenności mieszkania.  Mieszkania typu loft z najtańszych, stały się jednymi z droższych na rynku. Doceniono bowiem ogromne możliwości, jakie dają wielkie i wysokie przestrzenie doświetlane nie tylko przez ogromne okna, ale i częściowo przeszklone dachy. Dziś lofty stanowią kuszącą alternatywę dla bloków z wielkiej płyty czy domów na przedmieściach. Ceny metra takiej powierzchni w stanie deweloperskim osiągają wielkości zaskakujące. No cóż… Zawsze wszystko co najmodniejsze było najkosztowniejszym.  Lofty są przestrzenią do realizacji najbardziej szalonych, architektonicznych marzeń. Mimo wielu kontrowersji… styl postindustrialny budzi zachwyt. Betonowe ściany, brak wykończenia i ozdobnych bibelotów nie razi  a wprost przeciwnie, – daje efekt nowoczesnej elegancji. Podoba mi się ten styl,- jednak nie wiem czy dobrze czułabym się mieszkając w „takim apartamencie”. Może to przyzwyczajenie… a może taka potrzeba osobowości,- preferuję jednak bardziej tradycyjne mieszkalnictwo.











Źródło pochodzenia zdjęć….- Internet.

Dziś Międzynarodowy Dzień Pocałunku… Całujmy się więc pod warunkiem że nie sprawimy tą „intymnością” przykrości bliższym… czy dalszym nam osobom.

poniedziałek, 26 grudnia 2011

koniec roku...

Skończyły się święta… Dla jednych magiczny czas radości i szaleństwa,- dla innych magiczny czas smutku i refleksji. Każdy jednak wyciąga z niego coś dla siebie. I jest to dobre „coś”… bo nauka zawsze jest czymś dobrym.
Kończy się także stary rok. Podsumowujemy… oceniamy z perspektywy zdarzeń, osiągnięć i porażek. Cokolwiek się działo… każdy dzień tego roku był dla nas czasem życia i doświadczeń. Oglądamy wschody i zachody słońca- i to także jest dobre.
Co nas czeka w nadchodzącym czasie?... Wszystko to- co zaplanował dla nas los. Dla niektórych spełnienie marzeń… dla innych odarcie ich z tego,- co umiera ostatnie.
Pozostaje jednak zawsze w nas serce… ono wie… ono czuje… Jakże często,- zbyt często, przekrzykujemy jego szept.
Fragmenty książki "Alchemik"
Paulo Coelho

- Moje serce obawia się cierpień - powiedział młodzieniec do Alchemika
pewnej nocy, gdy oglądali bezksiężycowe niebo. - Powiedz mu, że strach przed cierpieniem jest straszniejszy niż samo cierpienie. I że żadne serce nie cierpiało nigdy, gdy sięgało po swoje marzenia, bo każda chwila poszukiwań jest chwilą spotkania z Bogiem i z Wiecznością.

- Każda chwila poszukiwań jest chwilą spotkania - rzekł młodzieniec do swego serca. Kiedy szukałem skarbu, wszystkie dni były jasne, bo wiedziałem, że każda godzina stanowi cząstkę marzenia o odkryciu go. Kiedy szukałem skarbu, to po drodze spotkałem to, czego nigdy nie mógłbym odkryć, gdybym nie miał odwagi sięgnąć po rzeczy niemożliwe dla zwykłego pasterza. Jego serce ucichło na całe popołudnie. Tej nocy spał spokojnie. A kiedy obudził się rankiem serce zaczęło mu opowiadać o Duszy Świata. Powiedziało mu, że człowiek szczęśliwy to ten, kto nosi w sobie Boga. I że szczęście można znaleźć nawet w najmniejszym ziarenku pustynnego piasku - zupełnie tak, jak mówił Alchemik. Bo ziarenko piasku jest chwilą Stworzenia, a Wszechświat poświęcił całe miliony lat, by mogło istnieć.

- Każdy człowiek na kuli ziemskiej ma skarb, który gdzieś na niego czeka - powiedziało mu serce. - My, serca, rzadko o tym mówimy, bo ludzie nie chcą już odnajdywać skarbów. Mówimy o tym jedynie dzieciom.
A resztę pozostawiamy życiu, by poprowadziło każdego śladem jego przeznaczenia. Niestety, mało kto podąża wyznaczoną mu drogą, która jest szlakiem do jego Własnej Legendy i do spełnienia. Większości świat jawi się jako groźba i pewnie z tej przyczyny ten świat staje się w końcu dla nich prawdziwym zagrożeniem. A wtedy my, serca, mówimy coraz ciszej i ciszej, choć nie milkniemy nigdy na dobre. I zaklinamy na wszystkie świętości, aby nie usłyszano naszych słów. Bo nie chcemy, aby ludzie cierpieli, że nie poszli drogą, jaką im wskazywaliśmy.
- Dlaczego serca nie mówią ludziom, że powinni podążać śladem własnych marzeń? - spytał młodzieniec Alchemika. Gdybym nie miał odwagi sięgnąć po rzeczy niemożliwe dla zwykłego pasterza. Jego serce ucichło na całe popołudnie. Tej nocy spał spokojnie. A kiedy obudził się rankiem serce zaczęło mu opowiadać o Duszy Świata. Powiedziało mu, że człowiek szczęśliwy to ten, kto nosi w sobie Boga. I że szczęście można znaleźć nawet w najmniejszym ziarenku pustynnego piasku - zupełnie tak, jak mówił Alchemik. Bo ziarenko piasku jest chwilą Stworzenia, a Wszechświat poświęcił całe miliony lat, by mogło istnieć.
- Każdy człowiek na kuli ziemskiej ma skarb, który gdzieś na niego czeka - powiedziało mu serce. - My, serca, rzadko o tym mówimy, bo ludzie nie chcą już odnajdywać skarbów. Mówimy o tym jedynie dzieciom. A resztę pozostawiamy życiu, by poprowadziło każdego śladem jego przeznaczenia. Niestety, mało kto podąża wyznaczoną mu drogą, która jest szlakiem do jego Własnej Legendy i do spełnienia. Większości świat jawi się jako groźba i pewnie z tej przyczyny ten świat staje się w końcu dla nich prawdziwym zagrożeniem. A wtedy my, serca, mówimy coraz ciszej i ciszej, choć nie milkniemy nigdy na dobre. I zaklinamy na wszystkie świętości, aby nie usłyszano naszych słów. Bo nie chcemy, aby ludzie cierpieli, że nie poszli drogą, jaką im wskazywaliśmy.
- Dlaczego serca nie mówią ludziom, że powinni podążać śladem własnych marzeń? - spytał młodzieniec Alchemika.-Ponieważ wówczas serca cierpiałyby najbardziej. A serca nie lubią cierpieć. Od owego dnia młodzieniec słuchał głosu swego serca. Prosił, by nigdy go nie opuściło. Prosił, by ściskało się w jego piersi, by biło na alarm, gdyby czasem zdarzyło mu się zaniechać swych marzeń. I przysiągł być zawsze ostrożnym, kiedy usłyszy bicie na alarm.


Tej nocy rozmawiał długo z Alchemikiem. I Alchemik zrozumiał, że serce
młodzieńca powróciło do Duszy
- Cóż mam teraz począć?
- Idź dalej w stronę piramid - odparł Alchemik.
- I uważaj na znaki. Twoje serce potrafi już dziś wskazać ci skarb.
- A więc to jest to, czego dotąd nie wiedziałem?
- Nie - powiedział Alchemik. - Oto czego brakuje twojej wiedzy:
Zanim marzenie się spełni, Dusza Świata pragnie poddać próbie to wszystko, czego nauczyłeś się w drodze. Jeśli tak czyni, to nie powoduje nią złośliwość, ale chęć, byś zgłębił nauki, których doświadczasz idąc tropem marzeń. I wtedy właśnie większość ludzi wycofuje się. W języku pustyni to tak, jak umrzeć z pragnienia w chwili, gdy na widnokręgu widać już palmy oazy.
Podróż zaczyna się nieodmiennie Szczęściem Początkującego, a kończy Próbą Zdobywcy. Młodzieniec przypomniał sobie wtedy stare przysłowie z jego kraju o tym, że najciemniej jest tuż przed wschodem słońca.

piątek, 23 grudnia 2011

ostatni przedświąteczny dzień...



Wyciszyłam się i uspokoiłam, choć drzazga w sercu tkwi. Nie jestem ideałem… nie potrafię inaczej. Nie będę kłamać i się wybielać udając, że wszystko w porządku. Nie jest w porządku. Najbardziej bolą rany zadane przez najbliższych. Najważniejsze że do wieczerzy wigilijnej usiądę bez gniewu. Dziś muszę dokończyć wszystko. Jutro będę już miała święto. Przeżyte ostatnio stresy odbiły się jednak na zdrowiu. Dziś rano bardzo źle się poczułam. Nie potrafię określić dyskomfortu jaki odczuwałam po wstaniu z łóżeczka .Było to jednak bardzo niepokojące. Dziś więc bez kawy. Zaczynam od tego… co najdłużej się gotuje. Przez ten czas zrobię ciasto. Mam balkon więc wszystko szybko schłodzę i przetrzymam w doskonałym stanie przez święta. Bo dla mnie święta już jutro.




środa, 21 grudnia 2011

dwa dni do świąt...


Spadł pierwszy śnieg. Spotkało mnie coś bardzo przykrego. Wiem… jestem zbyt wrażliwa i nie powinnam się przejmować. Niestety trzyma… już trzeci dzień. Wczoraj upiekłam pasztet. Nie planowałam,- ale tak wyszło. Już wiem… że święta nie będą udane. No cóż- fatalny był cały rok, więc powinnam się spodziewać, że i święta takie będą. W końcu to tylko trzy dni. Przeminą tak szybko, jak co roku. Zrobiło się zimno. Podkręciłam grzejniki żeby było ciepło. I tak w tym roku zaoszczędziłam na ogrzewaniu. Prawie koniec grudnia a ja „na pół gwizdka”. Zdrowie najważniejsze.
Znalazłam wczoraj porządkując szafkę- organizer… Dostałam go od Ciebie… Ile to minęło już czasu?... Nadal pachnie skórą tak- jak w dniu w którym go podarowałeś. Nie ma już w nim kalendarza… pozostało jednak nadal wszystko inne. Skorowidz z Twoim adresem i numerem telefonu. Wizytownik… z Twoją wizytówka w pierwszej kieszeni. Notatnik w którym napisałeś jak bardzo Ci zależy… i że boisz się stracić… Jeszcze wówczas nie wiedziałam… Dowiedziałam się kilka dni później… Zastanawiałam się czy wyrzucić. Zostawiłam. To już tylko pamiątka.

wtorek, 20 grudnia 2011

życzenia świąteczne...

Każdy z nas marzy o stabilizacji… o dostatku… i o spokojnym domu.  Każdy marzy o ciepłej, spójnej rodzinie i poczuciu, że jest kochany. Niech te święta wszystko to Wam przyniosą… Niech przyniosą także spokój o przyszłość… i zdrowie. Niech nikt z nas w ten wieczór nie będzie sam… Niech znikną łzy,- a w każdym domu zabrzmi kolęda.

                               


 

poniedziałek, 19 grudnia 2011

domowe newsy...


Słabości swoje likwiduję środkami pochodzenia naturalnego. Nabywam więc sukcesywnie znikające ze słoiczka miody (pierwszy dostałam od Danusi i okazał się wspaniałym antidotum na protesty mojego organizmu). Następny był lipowy,- także smaczny. Obecnie spożywam gryczano-spadziowy… który niekoniecznie mi smakuje, ponieważ jego woń w dziwny sposób kojarzy mi się z oborowym zapachem. Następny będzie wielokwiatowy. Jeszcze nie próbowałam ale niemożliwe by był gorszy od obecnie używanego. Nabyłam także PRAWDZIWY sok z malin. Herbata z tym cudem natury pita wieczorowa porą przed zaśnięciem to chyba najlepszy sposób na zdrowy sen.


Przygotowania do świąt, spokojnie dobiegają mety. Obiady do piątku mam nagotowane. Długi umył mi wczoraj podłogi tak doskonale… że uspokoił podrażnione w południe nerwy. Tak mnie smarkacz rozdenerwował,- że skończyło się to rozstrojem przewodu pokarmowego… Naturalnie MOJEGO PRZEWODU POKARMOWEGO.
Z wędlin kupię tylko białą kiełbaskę. Długi pracuje w przemyśle spożywczym i co roku dostają sporą paczkę różności z Sokołowa. Nie ma w niej białej,  dlatego dokupuję sama.
Wobec faktu że dotychczasowa zmywarka (czyli ja) zaprotestowała wobec czynności jakie wykonuje. W przyszłym roku Długi musi dodatkowo zapracować nie na części do swojego komputera, ale na….. ZMYWARKĘ.
Praktycznie nie ma żadnych dobrych wieści związanych z przyszłym rokiem. Prognozy są wręcz katastroficzne. Boję się… po prostu zaczynam panicznie bać się przyszłego roku i przeraża mnie upływający czas. Perspektywa dodatkowych prac uspokoiłaby moje obawy… -takowych jednak nie widać.
To newsy z mojego domu… a kolędy coraz głośniejsze na mieście. Jeszcze tylko cztery dni… Potem trzy świąt… i wracamy do normalności.

niedziela, 18 grudnia 2011

statystyka...


Serwis blogspot w którym mam zaszczyt prowadzić bloga, daje swoim blogowiczom wiele możliwości. Jedną z nich jest możliwość dość szczegółowych statystyk. I są to statystyki nie tylko ilościowe… Mamy dane wejść godzinowych, dziennych , tygodniowych, miesięcznych… ale także wejścia z poszczególnych przeglądarek i systemów. Bardzo rzadko korzystam ze statystyk, ponieważ nie prowadzę bloga po to by nabijać licznik. Nigdy z ilością wejść nie miałam problemu i nie to jest dla mnie ważne. Dziś mylnie wybierając opcję,- takowe statystyki wskoczyły mi na aplet. Przyznam że zdziwienie było ogromne, gdy zobaczyłam ilość krajów z jakich blogowicze odwiedzają moje wpisy.
Witam więc serdecznie Polaków i Niemców… Witam Amerykanów i Rosjan… Obywateli Wielkiej Brytanii i Ukrainy. Kanadyjczyków, Włochów, Francuzów, Australijczyków i obywateli Łotwy oraz Korei Południowej także bardzo serdecznie witam. Kolejność zgodna z ilością odwiedzających.
Rodzaj przeglądarek także imponująca.
Internet Explorer 3923 osoby
Firefox                1990 osób
Chrome               1525 osób
Opera                  1140 osób
K-Meleon              772 osoby
Safari                   417 osób
Netscape               122 osoby
Firebird                 19 osób
Google Desktop      17 osób
Mobile safari           8 osób
I systemy różne… często takie… o których wiem niewiele.
Windows           6467 osób
Linux               1200 osób
Macintosh          943 osoby
Nokia                 898 osób
Android             321 osoby
Other Unix        104 osoby
Jest także mapka obrazująca powyższe.

Dziękuję więc serwisowi blogspot.com za umożliwienie mi korzystania z jego niezawodnych usług. Ma wprawdzie i swoje niedoskonałości (między innymi brak możliwości umieszczania jako banery formatów gif.) ale może kiedyś się to zmieni. Wszystkie tworzone przeze mnie czołówki są mówiąc potocznym językiem „ruchome”, co sprawia iż wrażenie po wejściu na stronę jest znacznie bardziej głębokie. Gdy serwis uruchomi taką możliwość, zobaczycie państwo czy nie mam racji.
Dziś… w ten pracowity weekend… w części rozrywkowej- prawdziwe perełki. Linki do tych wyjątkowych pozycji dostałam od kolegi z Niemiec. Danke Thomas...


http://www.clipfish.de/special/supertalent/video/3712700/leo-rojas-im-supertalent-finale-2011/