środa, 11 maja 2011

CO JA MYŚLĘ...




Długo zastanawiałam się czy głosować za wejściem do unii czy nie. Nie głosowałam w końcu w ogóle, bo znając historię- już RWPG pokazała nam na czym to polega. Wiedziałam że będę się czuła, jakby w moim własnym mieszkaniu rządził nie jego właściciel a nasza polskość zmieni swoje znaczenie. Czy się pomyliłam? Zdecydowanie NIE!  Pomijam już kulturę… a   dyskusja nad gospodarką zawsze kończy się porządnym stresem. Wczoraj stresu tego nie miałam bo dyskusję na ten temat prowadziło pod moim oknem grono obszczymurków z panem Kaziem na czele. Weszłam do mieszkania gdy  wspomniany pan Kazio porównywał produkcje rolne. „I pomyśl Franek…” uświadamiał kolegę. „Za komuny kazali burakom produkować jak najwięcej żywności i wszystko było normalnie. Jak teraz wytłumaczysz krowie że nie może dać więcej z cycka jak 2 litry mleka?”. No cóż miał rację i w pozostałych kwestiach, gdzie wpływ na wszystko mają decyzje europejskich komisji. W poruszonych kwestiach pomocy krajom głodującym, musiałam także przyznać mu rację. I doskonale wiedział co mówi, gdy stwierdził, że tą unią zainteresowani byli tylko wszyscy ci, którzy rządzą, bo liczą na ciepłe posadki w  powyższej.
Dziś przeczytałam prognozy dotyczące podwyżek cen ciepła, które spowodowane będą niczym innym jak właśnie normami i decyzjami unii. Wrócimy więc pewno do lepianek i pieców na chrust. Zapełnią się nami kanały ciepłownicze bo coraz mniej ludzi będzie w stanie zarobić na czynsz i ciepło w mieszkaniu.
Kojarzę taką sytuację z filmami o przyszłości… w których ich twórcy, antycypują nasze przyszłe życie. Boimy się a jednocześnie brniemy coraz dalej w taką sytuację, bo nie umiemy poradzić sobie z tym… co się dzieje.
Apatia jaka mnie dopadła powoduje, że coraz mniej zajmuję się przyszłością i przejmuję problemami. Są i będą… a opowiadania, że ktoś „ma gorzej” wcale nie podnoszą mojego humoru. Spotkałam ostatnio młode małżeństwo… którego stosunek do życia i przyszłości trochę przypomina standard… jednak sposób realizacji planów wywołał uśmiech na mojej twarzy. Mieszkają w maleńkim mieszkaniu, które swoją skromnością i prostotą troszkę zaskakuje. Kupili za to na wsi budynek starej… zabytkowej już szkoły. Drewniany… stareńki… jednak uroczy i romantyczny. Wszystko co mogą, inwestują w jego remont i planują wykonanie mebli i podstawowych sprzętów własnymi siłami. Nowoczesne środki zakonserwowały znajdujące się w doskonałej formie drewno… i postoi on pewnie jeszcze niejedno dziesięciolecie. Pani domu… w okresie zimowym, dzierga na szydełku i drutach firanki… zasłonki… narzuty… wplatając w nie,-  nie tylko zaangażowanie, ale także miłość do męża i pasję do wspólnego marzenia. Nabywane na wiejskich jarmarkach donice, garnki i dzbanki… stoją poustawiane w jednym z gotowych już pomieszczeń. We wszystkim wyczuwa się ciepło i niesamowicie pozytywną energię. W szopie stoją 3 koła z drewnianego wozu. To prezent od dzieciaków z wioski, którzy znalezisko u kogoś z rodziny, potraktowali jako dar dla nowych sąsiadów. Czy bym tak chciała? TAK… CHCIAŁABYM… Bo nie podoba mi się życie jakie przypadło mi w udziale. Nie podoba mi się obecny świat i dostosowujące się do niego charaktery ludzi. Bo pieniądz… choć to wiele… Nie jest najważniejszy… a ugotowany w łupince ziemniak z solą, smakuje mi lepiej niż na wpół „sztuczne” jedzenie.
Gdy byłam dzieckiem jeździłam z rodzicami do ich przyjaciół w Bieszczady. Jadłam tam swojego wypieku chleb z masłem od „rudej krowy”. Na obiad była polewka z twarogiem i ziemniaki ze zsiadłym… zimnym i aż gęstym mlekiem. Smak ten pamiętam do dziś… Nie pamiętam natomiast smaku pizzy, którą jadłam kilka dni temu.







3 komentarze:

  1. O! niezapomniane i zawsze wspaniałe Mazowsze. a to Polska właśnie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam to szczęście, że nadal w dużym stopniu korzystam z prostego wiejskiego jedzenia, o którym piszesz. To nie są dla mnie smaki tylko z dzieciństwa, ale także te dzisiejsze. Pizzę nie pamiętam kiedy jadłam, chyba kilka lat temu ;-)

    aniollewy

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie byłam za tym,żebyśmy wchodzili do tej unii,i dziś widzę,że nie był to najlepszy pomysł.No ale cóż...

    OdpowiedzUsuń