niedziela, 27 marca 2016

UKRZYŻOWANIE...


Śmierć przez ukrzyżowanie, jest niewątpliwie jedną z najokrutniejszych jakie zna ludzkość. Nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić męki, jaka zadawana jest skazańcowi. Jak wyglądają aspekty medyczne tego procesu, opowiada kaliski kardiolog dr med. Zbigniew Kledecki

Medyczne aspekty śmierci Jezusa na krzyżu
Dlaczego z serca Jezusa po przebiciu włócznią najpierw wypłynęła woda, a nie krew? Jak długie były gwoździe, którymi przybito Chrystusa do krzyża? Jakie były przyczyny Jego śmierci?
Zgłębiając medyczne aspekty śmierci Chrystusa na krzyżu, warto na wstępie zastanowić się przez chwilę nad tym rodzajem egzekucji.
Prawdopodobnie sposób krzyżowania wynalazła królowa Semiramis w IX w. p.n.e., która ukrzyżowała króla Medii – Farna wraz z żoną i siedmioma synami. Według innych badaczy wynalazcą tego sposobu egzekucji był Tarquiniusz Superbus (Pyszny), który był ostatnim królem etruskim, żyjącym w latach 618-578 p.n.e. Krzyżował także m.in. Aleksander Wielki, kiedy to z uciechy ze zdobycia Tyru kazał ukrzyżować aż 2 tys. jego mieszkańców.
– Śmierć na krzyżu była rodzajem śmierci hańbiącej. Krzyżowano zarówno za życia, jak i po śmierci. Tak ukrzyżowano m.in. zwłoki Leonidasa, który zginął pod Termopilami. Wiele przekazów podaje, że chrześcijanie nie krzyżowali. To nie jest prawdą. Z ich ręki zginął mnich Musa, zwany Czarnym Mojżeszem czy Tymoteusz i Maura, którzy męczyli się na krzyżu przez 10 dni. Krzyżowano w Grecji, Rzymie, Egipcie, Syrii, Kartaginie, na Teneryfie, a nawet w Meksyku. Na krzyżu umierano przed naszą erą, ale także w czasach współczesnych. Np. w Palestynie w 1992 r. ukrzyżowano brzemienną kobietę, dlatego, że była nierządnicą. W 1993 r. w meczecie Al-Aksa nawoływano do krzyżowania tych Arabów, którzy współpracowali z rządem izraelskim – mówi dr med. Zbigniew Kledecki.
Wyjątkiem była Palestyna, gdzie kamienowano, bowiem według lokalnych praw skazaniec musiał być pochowany tego samego dnia, którego umarł. Śmierć na krzyżu nie gwarantowała, że zgon nastąpi tego samego dnia, dlatego szybciej i pewniej było kamienować.
Stipes crucis, patibulum, sedulum
Do krzyżowania używano zazwyczaj pojedynczego pala drewna (w ten sposób zginął św. Sebastian, orędownik od chorób zakaźnych). Najczęściej krzyżowano na tzw. krzyżu Tau. Krzyż ten miał 2 m 40 cm wysokości. Jego pionowa belka, która była na stałe wkopana w ziemię, nosi nazwę stipes crucis. Drugą część krzyża – poprzeczkę, ważącą około 45 kg, nazywano patibulum. To do niej przybijano ręce skazańca, kiedy leżał on na ziemi. Potem sznurami podnoszono krzyżowanego do góry. Na stipes crucis był umieszczony dodatkowy sęk, który nazywał się sedulum. Na szczycie krzyża przybijano tablicę, (titulus), na której wypisywano przewinienia skazańca. – Prawdopodobnie właśnie na krzyżu Tau umęczono Chrystusa. Z przekazów wiadomo, że kiedy Jezus wisiał na krzyżu, na gałązce hyzopu podano mu gąbkę nasączoną octem. Gałązka hyzopu ma najwyżej 50 cm, a więc żołnierz, podając ocet, mógł sięgnąć do 2 m 40 cm. Rzymianie wszystko dokładnie wyliczyli, gdyż byli bardzo dokładni – dodaje Kledecki.
Dlaczego jednak w ikonografii Chrystus przedstawiany jest na krzyżu łacińskim? – Na krzyżu Tau umierali łotrzy, wobec czego od końca XVI w. krzyż Tau, zastąpiony krzyżem łacińskim, znika z obrazów sakralnych.
Krzyżowanie
Przed ukrzyżowaniem człowieka na krzyżu skazywano go na chłostę, która była zawsze wstępem do egzekucji. Taki był zwyczaj Rzymian. Od nasilenia chłosty zależało późniejsze przeżycie skazańca na krzyżu. Skazanego przywiązywano do pionowego słupa. Do biczowania używano specjalnie przygotowanego rzemiennego bicza, z rozgałęzieniami, które zakończone były kamiennymi albo żelaznymi kulami. Zwykle jeden lub dwóch żołnierzy biczowało plecy skazańca. Zgodnie z prawem żydowskim wolno było zadać 39 ciosów. – Kamienne i żelazne kulki umieszczone na końcu bicza rozrywały skórę, miażdżyły tkankę podskórną i mięśnie szkieletowe. Rany dochodziły czasem nawet do kości. W związku z tym ból i utrata krwi prowadziły do stanu zbliżonego do szoku krążeniowego. Trzeba ponadto wziąć pod uwagę fakt, że to wszystko działo się w nocy, a więc skazany zmagał się z brakiem snu, brakiem pożywienia i wody. To wszystko wpływało na to, że stan fizyczny człowieka (również Jezusa) przed ukrzyżowaniem był co najmniej poważny, jeżeli nie krytyczny.
Biczowanie było początkiem męk, bowiem skazaniec musiał nieść swój krzyż od miejsca biczowania do miejsca ukrzyżowania. Nie niósł całego krzyża, ale patibulum, które było przywiązane do ramion. Skazańca prowadził oddział żołnierzy rzymskich.
Wino z żółcią na ból
Podobnie było z Jezusem, który od miejsca biczowania do miejsca ukrzyżowania przeszedł około 650 m. – Podobnie jak towarzyszący mu dwaj łotrzy, niósł patibulum. Na Golgocie zdarto z Jezusa suknię. Po jej zdarciu odnowiły się na plecach rany powstałe po biczowaniu.  Chrystus wciąż był bity. Podano mu wino zmieszane z żółcią. Był to łagodny środek przeciwbólowy, ale Jezus z niego zrezygnował. Jego stan był krytyczny już przed ukrzyżowaniem – wyjaśnia dr med. Zbigniew Kledecki.
Po pokonaniu wyczerpującej drogi, Jezusa położono na ziemi z rękoma rozpostartymi wzdłuż poprzeczki. Jego nadgarstki przybito gwoździami długości 13-18 cm o średnicy 1 cm. Gwoździe przybijano w stawie nadgarstkowym, a nie (tak jak się zazwyczaj przedstawia w ikonografii) w środku dłoni. – Gdyby rzeczywiście tak było, ciało wyrwałoby się. Skąd wzięło się to nieporozumienie? W języku greckim dłonie obejmowały także nadgarstek. Po przybiciu rąk do patibulum przy pomocy sznurów czterech żołnierzy podciągało poprzeczkę na stipes crucis. Mocowano ją na stałe, przybijano titulus, a stopy przy zgiętych i skrzyżowanych w prawo kolanach opierano na podnóżku zwanym sedulum.
Czy takie ułożenie skazanego miało łagodzić ból? – Wręcz przeciwnie. Miało to powodować większe dolegliwości, bo w tej pozycji klatka piersiowa była wypełniona powietrzem. Skazaniec nie mógł zrobić wydechu. Zaczynał się dusić. Żeby oddychać, musiał prostować nogi i podciągać się. Żaden człowiek nie wisiał na krzyżu nieruchomo, tylko co chwilę podnosił się i opadał. Kiedy unosił się, wówczas przebite nadgarstki i uszkodzony nerw środkowy powodowały takie bóle, że z powrotem opadał.
Czas przeżycia na krzyżu w takiej pozycji wynosił od kilku godzin do kilku dni. A gdy skazaniec żył za długo, wówczas łamano mu kości podudzia. Wtedy zwisał i się dusił. Tak zmarli m.in. dwaj skazańcy towarzyszący Chrystusowi.
Jak umarł Zbawiciel?
Śmierć Jezusa na krzyżu opisywali czterej ewangeliści, a także Korneliusz, Tacyt, Pliniusz Młodszy, Swetoniusz, Thallus, Phlegon czy Józef Flawiusz. Wzmianki o śmierci Chrystusa widnieją także w Talmudzie.
Według pisemnych przekazów Jezus siedem razy przemawiał z krzyża (to nie bez znaczenia, bowiem liczba siedem jest w chrześcijaństwie bardzo ważna: 7 grzechów głównych, 7 Darów Ducha Świętego itp.)
Klatkę piersiową Jezusa przebito włócznią w taki sam sposób, jak w walkach śmiertelnych legioniści zadawali ciosy przeciwnikom. Uderzano od prawej strony przez żebra do serca. Według Ewangelii z piersi Chrystusa wypłynęła najpierw krew, a potem woda. – Z medycznego punktu widzenia powinno być odwrotnie. Jeżeli Chrystus został przebity w opisany wyżej sposób, najpierw miał przebitą opłucną, a dopiero potem przebito Mu prawy przedsionek lub prawą komorę serca. Zatem najpierw powinna z Niego wypłynąć woda, a potem krew. Tymczasem święty Jan, który był Grekiem, opisując ten fakt podał, że najpierw wypłynęła woda. Dlaczego? Bowiem Grecy nie opisywali faktycznej kolejności wydarzeń, tylko układali je według ważności. A krew oczywiście była dla nich dużo ważniejsza niż woda – wyjaśnia kardiolog.
Jezus zmarł po upływie zaledwie 3 lub 6 godzin. Jego śmierć była nagła. Niektórzy badacze podają, że był to stan zakrzepicy, korki zakrzepowe, zatory na zastawkach, zatory w krążeniu wieńcowym, ostry pełnościenny zawał serca i pęknięcie w miejscu zawału. – To jest rzadka rzecz w pierwszych godzinach od zawału, ale tak mogło być. Inni badacze wyjaśniają tę sprawę bardziej prawdopodobnie. Tłumaczą, że Chrystus zmarł z wyczerpania przez ciężkość biczowania, znaczną utratę krwi, stan zbliżony do szoku hipowolemicznego. O tym wszystkim może świadczyć fakt, że Jezus nie był w stanie nieść patibulum.
Przyczyna śmierci była więc wieloczynnikowa. Jak podają źródła, głównie spowodował ją szok hipowolemiczny, uduszenie z niemożności wydechu, zastoinowa niewydolność serca, groźne zaburzenia rytmu wywołane przez napięcie, mogło dojść do migotania komór.

Zastanawiając się nad medycznymi aspektami śmierci Chrystusa, miejmy jednak w pamięci rzecz najistotniejszą – jej wymiar duchowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz