wtorek, 4 listopada 2014

JESIEŃ... JAK TO JESIEŃ...

Mam szczęście… Wątpliwe,- ale mam. Corocznie „jakaś” bakteria wlezie nie tam gdzie trzeba i buuuuuum- zapalenie płuc gotowe. To już drugi rok w którym zdarza mi się przebyć tą obrzydliwość. W tym roku była znacznie trudniejsza do wyleczenia i przeżycia. Temperatura złożyła mnie do tego stopnia… że trudności w transporcie do toalety pokonywałam przy pomocy „faceta” (w końcu po to jest)… a kaszel naderwał wszystko co mam w środku. Niestety serducho także. Dochodzę więc do siebie pomaleńku… z dnia na dzień odważam się na więcej a dziś –ubrana „zwiedzam” mieszkanie. Posiłki przygotowuję sobie już sama. Z powodu nawału w pracy Długi,- nagrobek mył prawie w nocy. Narzeczona została zaprzęgnięta do trzymania latarki a facet szorował. Z relacji rodzinnej wiem… a i fote kazałam dla siebie machnąć, że nawet ubranie odświętne grobowca, udało mu się jak na faceta –super. Chyba ze sknerstwa nabył znicze o wiele mniejsze niźli zadysponowałam żeby kupić, ale cóż… Nie mogłam nic więcej zrobić jak tylko westchnąć i wybuchnąć wiecznym a okropnym kaszlem.
Kolczyki?... Nie… No jasne że do chorowania musiałam zdjąć i proces adaptacyjny rozpocznę ponownie. Ale cztery dni wytrzymałam. „Na różowo” ale wytrzymałam.
Przez chorowity czas, wypróbowałam wszystkie możliwe syropy i już wiem… że dla mnie najskuteczniejszy jest prawoślazowy. Słynne ACCoptima zadusiłoby mnie na amen. Z miodów najsmaczniejszy jest akacjowy, lipowy, faceliowy i rzepakowy. Trudny do przełknięcia jest gryczany… Po prostu go nie znoszę. Skuteczne inhalacje z rumianku znacznie łagodzą szorstkość śluzówek. A do sporej ilości czosnku w jedzeniu- można się przyzwyczaić. I tylko przykrość pozostała, bo kot mój ukochany… na dobre przeniósł się do młodego. Odstraszony moim wiecznym kaszlem, tam znalazł ciszę i ukojenie dla wrażliwych swoich uszu.
Czas wolny przeznaczam na pielęgnację umęczonego chorobą ciała. Nie powiem skuteczne są wszystkie specyfiki jakie nabyłam i karmię nimi swoją skórę. Młodsza od nich nie będę… bo nie da zmienić się daty urodzenia, jednak ładniejsza od nich ona… oj ładniejsza.
Pożegnałam męża mojej przyjaciółki. Po półtorarocznym leczeniu uległ nowotworowi. Podziwiam Wdowę… ja nie mam tyle siły.
Następna praca to ikona- „ostatnia wieczerza”. Czas zrobić swoje i wynieść z domu dechy. Najbardziej przeszkadzają. Poprowadź Stwórco moją rękę by wyszła tak…- aby Tobie się spodobała.
Następny post o najgorszym na świecie telefonie komórkowym.

1 komentarz:

  1. Witaj!
    O zdrowie dbać należy, bo ono szlachetne i nikt się nie dowie, jako smakuje aż się zepsuje.
    Lubię miody wszelakie, a najlepiej wrzosowy...
    Pozdrawiam serdecznie i do siebie zapraszam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń