niedziela, 23 listopada 2014

NARZEKANIE JESIENNE...

Ostatnia wieczerza powstaje w bólach. Muszę pisać ją na płask,- więc na bufecie w kuchni. To ogromne utrudnienie. Malowanie na desce jest trudne… poza tym rozmiarówka doprowadza mnie do szału. Używam najcieńszych pędzli jakie mam… a te na desce po godzinie są zupełnie starte. Trzeba kupić nowe… ale nie te najtańsze. Najtańsze są z surowca który uniemożliwia malowanie. Podraża to koszt pracy, ale co mam zrobić?
 Żeby podnieść sobie humor przemalowałam otrzymaną w nagrodę kasetkę do biżuterii. To nagroda od Rady Osiedla za ładny balkon… jednak mówiąc delikatnie- „nie pasowała stylem do mojej sypialni” ;) „Dopasowałam” wiec styl i zapełniłam już po brzegi. Lubię w każdym sezonie kupić sobie coś nowego „na ciało”. Najwięcej problemu mam zawsze ze srebrem. Oj wiem że i tak można czyścic i tak…. jednak w każdej metodzie są jakieś problemy z zakamarkami. Do czyszczenia złota najskuteczniejsze są płyny kupione u jubilera.
 Bluzeczko-sweterki na jesień – kupione. Wymieniłam także ciężki (nie przecież od kasy)  portfel na nowy.
Zaopatrzyć się muszę jeszcze w nowy- na 2015 rok organizer. Potrzebuję taki, w którym jest sporo miejsca na notatki a takich… jak na lekarstwo. Poszukiwania kalendarza ściennego trzymiesięcznego ( miesiąc poprzedni, bieżący i następny) także spełzły na niczym. Niby wszystko w ogromnych ilościach jest… a jednak tego, co ja potrzebuję- nie ma. Chyba mam nietypowe potrzeby…
 Powinnam jeszcze przed świętami kupić do pracowni regał. Nic już nie mieszczę a część prac leży po prostu w korytarzu na szafach.
 O przygotowaniu i wysprzątaniu autka na zimę już nawet nie mówię. Nie mogę się doprosić Długiego żadnej grzeczności czy przysługi. Ciągle zmęczony… nie mający czasu… strzelający fochami. Jak panienka przed menstruacją psia kość… jak panienka…
Do sytuacji politycznej i wyborczej się nie ustosunkowuję… Musiałabym napisać potężny elaborat… użyć masy niecenzuralnych słów… o zszarpaniu nerw już nie mówię. Powiem krótko, jak sąsiad co mieszka obok…” dziadostwo proszę państwa… nic tylko dziadostwo…”
Zimno…. A jak zimno nie przykręcam kaloryferów. Mam w nosie oszczędzanie a potem choroba za chorobą. Najgorsza jednak długość dnia. Nic nie mogę zrobić przy takim krótkim świetle. Nie dość że krótko to jeszcze zachmurzone. I tak już od tygodnia.
Ponarzekałam jak w zwyczaju… A co?! Gdzieś muszę to zostawić!
 


1 komentarz:

  1. Witaj.
    Ponarzekać sobie, to dobry sposób na odreagowanie napięć, stresów i szarzyzny życia. Faktem jest, ze potrzeby przewyższają nieraz naszą skromną kiesę. No cóż, takie jest życie... parafrazując klasyka.
    Bardzo mi się podoba słowo pisanie ikon, a nie malowanie na desce. Bo ikony na deskach się pisze.
    Pozdrawiam serdecznie i do siebie zapraszam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń