poniedziałek, 16 lipca 2012

Rozśmieszanie Boga...



 Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość.
If you want to make God laugh, tell him about your plans. (ang.)
                                                                    Woody Allen
I powiedziałam… Mało tego, przedstawiłam jako marzenia… i prosiłam o pomoc w ich spełnieniu. Musiał mieć chyba niezły ubaw. Śmiech w postaci burzy słuchałam długo w noc. Te marzenia i plany… miały być na miarę możliwości. I właściwie takie były. Nie chciałam zbyt wiele… i nie chciałam bez wkładu własnej pracy. Starałam się… tyrałam… i czekałam na rezultat w postaci zapłaty. Gdy w ciągu mojego życia coś się nie udawało…- uważałam, że to część planu Stwórcy i wszystko to dzieje się dla mojego dobra. Dziś już tak nie myślę. Dziś często posądzam Go o zwykłą złośliwość i dobrą zabawę ludzkimi losami. Myślę bowiem po „ziemsku” i takimi kategoriami osądzam Jego działania. „Chcesz może wszystko za szybko…” skwitował moje głośne rozmyślania Długi. Tak… być może chcę wszystko szybko,- ale tego… że w sumie mamy niewiele czasu nauczył mnie właśnie ON. Co jakiś czas zabierał bliskich lub przyjaciół szybko… i w momentach tak niespodziewanych, że tylko debil nie odczułby przestrogi i nie przemyślał sprawy. Kiedyś… gdy odchodził ktoś w wieku 50-60/ ciu lat i otoczenie biadoliło że tak przedwcześnie… ja- myślałam: „wychował dzieci, zrobił karierę, dorobił się jakiegoś majątku, zostawił po sobie sporą spuściznę. Cóż można wobec tego powiedzieć o tej, która zmarła w wieku lat 32 zostawiając trójkę małych dzieci…”. Obecnie rozumiem… I nie raz przemyśliwuję opcję,- że może to właśnie w nagrodę.
Plany dotyczące porządków w mieszkaniu… cmentarza -musiałam przełożyć o tydzień. Długi- ma jakiś problem…- nie chce jednak o nim rozmawiać. Uszanowałam to… Nie nalegałam na zwierzenia… Odczekałam. Zrobiliśmy jednak porządek w piwnicy. Sporo rzeczy/ czytaj śmieci wylądowało na śmietniku… część przydatnych czeka na odbiór przez tych, którym się to przyda. Monitor… przeglądarka slajdów… gitara hawajska… keyboard znajdzie się w Internecie wystawiony na sprzedaż.
 Na cmentarzu spędziliśmy wczoraj kilka godzin. Przy wykonywaniu nowego nagrobku… sąsiedzi, zaśmiecili naszą rodzinną mogiłę wręcz nieprzyzwoicie. Długi napracował się rzetelnie przy doprowadzaniu grobu do porządku. Potem taszczenie worków na śmietnik. Warunki pielęgnacji mogiły zmieniły się także z powodu usunięcia, rosnącego przy nim ogromnego kasztana.
Na szczęście maluję. Kończę „białe róże”. Następna wystawa 5 sierpnia. Potwierdziłam już realizację i swój przyjazd. Newsów staram się NIE CZYTAĆ. Po cholerę mam szarpać napięte do granic wytrzymałości nerwy. Przecież nabrałam już pewności… ŻE NIC DOBREGO I POZYTYWNEGO DZIAĆ SIĘ NIE BĘDZIE. Strony internetowe z wiadomościami zamieniłam na inne- bardziej miłe i przydatne.
Dlaczego takie szczegóły nieinteresujące czytelników bloga?  Dlatego, że prowadzony blog jest także swojego rodzaju pamiętnikiem… w którym czasami sprawdzam pewne daty.
Właśnie zamknęłam drzwi za pracownikiem elektrowni sprawdzającym stan licznika energii. Od czasu wymiany sprzętu na nowocześniejszy pokazuje zużycie znacznie „dokładniej”- czyli po prostu większe.
Włosy stanęły mi dęba… Przecież wyłączyłam już wszystkie odbiorniki „z czuwania”.




2 komentarze:

  1. Dlatego ja nigdy nie planuje,jak ktos mnie zapyta co bende robil zatydzien to odpowiadam ze nie wiem. Niech zapyta za tydzien moze juz wtedy dojde do prawdy.... nic nie wiadomo. nowe mieszkanie sie szykuje tylko nie wiem od kiedy..... pozdro.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja to nazywam planowaniem...Najchętniej w styczniu zaplanowałabym wszystko na cały rok, ale czasem...coś mi się pozmienia. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń