niedziela, 29 lipca 2012

newsy pisane wśród zieleni drzew i śpiewu ptaków...



Decyzje dotyczące remontu już zapadły. Nie zrobię wszystkiego o czym marzyłam (rozśmieszyłam za bardzo Pana Boga) i ogranicza się do pomalowania sufitu… zalepienia dziur w tapecie i rzetelnym jej umyciu. Podłogę zakryję dywanami. Część mieszkalną jednym… a pracownianą- dwoma. Na szczęście wszystkie są jednakowe. Przybyło kilka stylowych elementów z przepięknym żyrandolem włącznie. O obiecanym stole i krzesłach nie wspominam, bo jeszcze zapeszę i przyjaciel nie przywiezie. Od 6 sierpnia Długi ma urlop. Mam nadzieję że moje wobec Niego umizgi pomogą i jakoś wszystko przepchniemy. Dodatkowy kłopot w tym, że niewiele mam siły. Nie wiem co się cholera dzieje. Wspomagam się witaminami ( a przecież lato i owoce!). Trochę pomaga… ale potrzebuję jeszcze korzystniejszej dla mnie aury. Mordercze upały wykończyły mnie zupełnie. Bardzo źle znoszę tak wysokie temperatury. Wstaję rano zmęczona… nie mogę spać… i w ogóle nie chce mi się żyć. Wspomożona zostałam ostatnio super witaminami… dostałam rewelacyjne środki na moje pękające i bolące piętki… paznokcie leczę bezkonkurencyjną odżywką i  suplementem. POMAGA! Paznokcie nie rozwarstwiają się… piętki wyleczone… a witaminy trochę postawiły na  nogi. To jednak niedopuszczalne, aby otoczenie zmuszało mnie do zadbania o siebie. Poczułam się znów normalną kobietą… a dbanie kontynuowałam malując włosy. Staram się… no staram. Nawet nie piję chemicznie wyprodukowanych soków… a gotuję jak za czasów mojej Mamy kompoty owocowe. I przekonałam się teraz sama, że pijąc naturalne napoje… szybciej zaspokajam pragnienie niźli wodą z chemicznymi dodatkami. Gotuję bogaty w składniki bób… fasolę… i kupujemy „prawdziwe wiejskie jajka”. Podleczyłam buntujący się przewód pokarmowy… rzadziej cierpię na biegunki. Rację miał „smarkacz” gdy mówił, że dolegliwości powoduje u mnie spożywana chemia. Kręgosłupa już nie wyleczę, ale gdy nabiorę siły- to środki przeciwbólowe pozwolą funkcjonować prawie normalnie.
5 sierpnia ostatnia tego lata wystawa. Ostatnia… -no chyba, że znów zadzwonią i poproszą o wystawienie prac. Mam tylko nadzieję ze nie zamorduje mnie pogoda. Ostatnie dni błagałam Stwórcę o chłód. Patrzyłam w niebo wyglądając burzowych chmur. W sobotę myślałam ze wyzionę ducha, a przeglądając zdjęcia satelitarne meteo… szukałam nadziei na zmiany.
Wreszcie moje studyjne sztalugi doczekały się kółek. Z jaką łatwością mogę je teraz przesuwać samymi stopami!
Długi przyniósł z piwnicy ramki i antyramy. Postanowiłam i ja- stworzyć w przedpokoju modną tak teraz -rodzinną galerię fotografii. Ile wspomnień… uśmiechu i łez pojawiło się podczas oglądania wszystkich albumów. W natłoku codziennych spraw zapominamy o tych pamiątkach. Zapominamy… Nie zaglądamy… a szkoda. Kopa wprawdzie dostał Długi,- gdy podczas oglądania i wybierania swoich fotek wyrwało mu się: „…wiesz- TY JAK BYŁAŚ MŁODA-  to byłaś ładna!!!”. Zastanowiłam się jednak nad tym co powiedział stwierdzając że- „czuję się stara i już”. Z czasów świetnej młodości mam tylko jeden swój portret. Powstał pomysł na następne.
Żołądek już nie dokucza. Pijam więc kawusię. Właśnie na nią czas, wśród zieleni i śpiewu ptaków.


2 komentarze:

  1. Hej! Co to znaczy, że jesteś stara? Zabraniam Ci tak mówić i już!
    Zmęczona - owszem! Ale nie stara!
    Puchate i Ciepłe na poprawę podsyłam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tez mam siatke z fotkami z przed dwudziestu paru lat i je wywale bo i tak nikt nie oglada i tylko sie walaja. Liczy sie to co teraz i przyszlosc.Latka leca ale musze stwierdzic ze jestem nadal ladny jak spojrze w lustro, od czego to zalezy? Pozdro

    OdpowiedzUsuń