piątek, 9 września 2011

piątek przed weekendem...

Właściwie za trzy miesiące koniec roku. Znów podsumowania… znów plany i postanowienia… znów nowy kalendarz… i znów przepisywanie danych, do pachnącego jeszcze farbą drukarską terminarza.
Patrzę na stertę czasopism… Liczę książki które przeczytałam. I liczę te… które zostały do przeczytania. Zdążę już chyba tylko „Trans” Gretkowskiej.
A jak to właściwie jest z książkami. Z książkami jest bardzo źle. Pierwszy próg to ceny. Nie ma praktycznie pozycji, której cena nie przekraczałaby 40 złotych. Przeciętnie w miesiącu czyta się dwie książki czyli około 100 zeta. Jeśli przemnożymy to przez 12 miesięcy wychodzi 1200 złotych rocznie i powiedzcie mi, kto wydaje taką kwotę w księgarni (nie liczę podręczników). Kto z normalnie zarabiających śmiertelników? Następny próg to miejsce do składowania w domu wszystkich zakupionych pozycji. Właśnie w tym roku - przekazałam ponad tysiąc woluminów i odetchnęłam z ulgą. Sposobem na czytelnictwo stały się dla mnie e-booki. Czytane przez znakomitych aktorów. Wygodne…- bo ze słuchawkami na uszach, można wszystko robić. TO JEDNAK NIE TO. Nic nie zastąpi papierowej książki w ręku… szelestu kartek… powrotu do szczególnych zdań i tradycyjnego „wślipiania” się wieczorem w druk. Nie zasnę bez czytania i nie wstanę z łóżka, bez zaliczenia kilku kartek. Już nawet nie jest ważne czy jest to książka czy gazeta. To chyba jeden z najlepszych nawyków jakie wyniosłam z domu.
Po wizycie koleżanki zostały dwie książki. Taki mamy zwyczaj. Zakupione… przeczytane… pożyczamy następnej, by nie zaginął w narodzie duch czytania. Zamówiony na grudzień jeden „Klimt”. Dom koleżanki na ukończeniu. Planuje wprowadzkę na styczeń. Zaproszenie na parapetówkę i wypoczynki na łonie natury. Dostanie w prezencie jedną pracę do nowego domu. Co wybrać?... muszę pomyśleć.
                       
                                                         
                    


      




                  
                  

4 komentarze:

  1. Witaj.To ciekawy zwyczaj przynoszenia do znajomych i pozostawiania przeczytanych książek. Taka wymiana na pewno poszerzy tematykę czytanych książek. I masz rację - książki nie zastąpi żadna technika czy elektronika. Słonecznego weekendu, Anka.

    OdpowiedzUsuń
  2. A widzisz- też muszę Ci papieru podrzucić bo mam dla Ciebie już ze cztery. Jedna o zdrowiu ale przeczytaj bo ciekawa. Maryla

    OdpowiedzUsuń
  3. Pani Anno. Pani przykładem także pozbyłem się nieczytanych książek z domu. Pojechały na Litwę. Z czystym sumieniem kupuję terz nowe i zapełniam regały. Synowa nie marudzi że tyle sprzątania i że wszędzie walają się książki, a spragnieni czytania polszczyzny ludzie mają pożytek.Przy okazji znalazły się gdzieś "potkane" albumy, które naturalnie zostawiłem. Teraz znajomi przymierzają się do wydania książek. Szukaliśmy odbiorców na Ukrainie i już mamy. A tą wytrawną skandalistkę Gretkowską, też muszę przeczytać. Robert

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój ulubiony artysta swą muzyką jakże kojąco wpływa na myśli nieuczesaneI ja oddałam do biblioteki książki.Na nie można wydać majątek jesli oczywiscie sie go ma:))Dobry pomysł na dzielenie się świeżym zakupem książek i bardzo ekonomiczny.A zwierzęta jak nic mają zakodowany rozkład dnia czasami niewygodny dla nas.

    OdpowiedzUsuń