środa, 21 września 2011

jesień...


Minęła młoda zieleń liści… Nie słychać już kumkania żab… Przekwitła nasturcja i długie, suche szyje petunii smutnie zwisają patrząc w dół. Nie ma już ciepłego, letniego deszczu… I mało kto, pamięta letnie burze, gdy konarami drzew rzucał o ziemię wiatr. Na rzece ciągnie się już sznur opadłych liści,- a zbielałe łabędzie, przyodziane w dumę… nie krzyczą wiosennym śpiewem.   Tak szybko i niezauważenie nadeszła jesień. Słońce rankiem… w innym miejscu pokazuje swoją jesienną twarz. Oświetlone bocznym światłem, wiszące na ścianach obrazy- spoważniały i patrzą na mnie zupełnie inaczej. W tym świetle, jeszcze piękniej wygląda „Klimt” i jakby szybciej galopuje na swym koniu „szalona”. Kocham jesień… Może to szczególna wrażliwość na kolor.. a może czas narodzin całe moje życie piastuje słabość do tej pory roku. Jesienią wydałam swój pierwszy krzyk… Jesienią- idąc pierwszy raz do szkoły, rozpoczęłam nowy etap w swoim życiu. Jesienią rozkwitła pierwsza moja miłość i z końcem jesieni pożegnałam następną, świadomością… że nic już nie wróci. Jesienią- pierwszy raz spojrzałam w oczy Długiego (rodziliśmy się w tym samym miesiącu różnicą dwóch dni… i oczywiście iluś tam lat) i z początkiem jesieni pojawił się w naszym domu Brunek. Jesienią odszedł na zawsze Tato… i jesień jest ostatnią dla mnie radosną porą roku przed zimą. Niedługo kolorowy park, zaglądać będzie w moje okna. Tysiące przebarwnych liści pływać będzie na wietrze przed moimi szybami. Zapach jesieni jest szczególny… Niepowtarzalny… Mój… Bo kocham nawet zapach jesiennych kwiatów takich-jak chryzantemy. Są jak ostatnie roślinne gwiazdy….- choć kojarzone prawie tylko z cmentarzami. Witaj moja piękna… Kolorowa i ukochana… Rozśpiewana wiatrem wśród drzew i tańcząca liśćmi pośród alejek. Witaj jesieni…
     

Długi właśnie kończy urlop. Spędził go prawie całego- z dziewczyną.
Brunek- uratowany od sepsy i chodzący z wygoloną łopatką. Usunięty ropniak i założone 12 szwów. Nieprzespane noce i wizyty w klinice weterynaryjnej. Małe zwycięstwa nad ogromnymi kłopotami i zmęczenie… Ogromne zmęczenie. Jutro zdejmowanie szwów i ocena leczenia. Wszystko wokół,- tak szybko się zmienia. Kiedy u mnie zmieni się na lepsze?... KIEDY?
           

         

3 komentarze:

  1. Tak.Jesień potrafi być cudna.I ja jesienia przyszłam na swiat lecz dla mnie osobiscie wiosna jest ukochaną porą roku kiedy wszystko z uspienia budzi sie do zycia i rozkwita w pełnej krasie.Wszystko też co memu sercu jest bliskie kojarzy sie z ta własnie porą.Wróce tu wieczorkiem by posłuchać....posłuchać...posłuchać...Pozdrawiam cię ciepło.Pytasz kiedy?Tego nie wie nikt.ja życzę ci z całego serca żeby stało się to szybko:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie jesien to wiatr i znieniajaca sie pogoda...ktora bedzie powodowala bol kosci....pozdo

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkiego dobrego nie tylko w jesiennej aurze. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń