widgeo.net

niedziela, 12 lutego 2012

Whitney Hauston...


Miała wszystko - urodę i wspaniały głos; to smutne, że te dary i zdolności nie przyniosły jej takiego szczęścia, jakie dawały nam.
                                                                Barbra Streisand.

Puste przestrzenie, po co my żyjemy?
Opuszczone miejsca, zgaduje że znamy wynik?
Dalej i dalej...
Czy ktokolwiek wie czego poszukujemy?
Kolejny bohater, kolejna bezsensowna zbrodnia.
Poza kurtyną w pantomimie.
Nie odkładaj słuchawki!
Czy ktokolwiek chce to jeszcze ciągnąć?

Przedstawienie musi trwać!
Przedstawienie musi trwać!
Wewnątrz moje serce pęka
Makijaż może spływać
ale uśmiech wciąż pozostaje.

Cokolwiek się zdarzy, pozostawię to wszystko szansie.
Kolejne strapienie, kolejny nieudany romans.
Dalej i dalej...
Czy ktokolwiek wie po co żyjemy?
Chyba się uczę, muszę być już bliżej
Za niedługo będę skręcać, już zaraz za rogiem.
Na zewnątrz zbliża się poranek
Ale wewnątrz, w ciemności boleję aby być wolnym.


Przedstawienie musi trwać!
Przedstawienie musi trwać!
Wewnątrz moje serce pęka
Makijaż może spływać
Ale uśmiech wciąż pozostaje.

Moja dusza jest pomalowana jak skrzydła motyli.
Wczorajsze baśnie urosną, ale nigdy nie zginą.
Mogę latać moi przyjaciele!

Przedstawienie musi trwać!
Przedstawienie musi trwać!

Stawię temu czoła z szerokim uśmiechem
Nigdy się nie poddaję
Trwając z przedstawieniem
Będę na szczycie, Przesadzę z tym
Muszę znaleźć wolę aby dalej prowadzić

prowadzić to
prowadzić to przedstawienie


sobota, 11 lutego 2012

zaklinanie wiosny...


Wiadomości są różne. Oczekujemy naturalnie zawsze tych najlepszych… a co najmniej dobrych. Mało było ostatnio takowych,- starałam się jednak dźwigać jakoś to- co przynosił każdy następny dzień. Mijający właśnie tydzień- to najgorszy z wszystkich po nowym roku. Dla mnie…- wiadomości jakie przyszły pocztą, znów powaliły na kolana… ale także dla mojej rodziny. Nie mogę pogodzić się z niesprawiedliwością losu… Wiem niezgoda-rujnuje. Dlaczego jednak okrutny los spotyka tych niewinnych? Podobno Stwórca nakłada na nas tylko taki krzyż- jaki jesteśmy w stanie udźwignąć. Podobno wszystko to nas utwardza i hartuje… Czy jednak krzyż jaki nakłada na naszych najbliższych jesteśmy w stanie dźwigać i my? Trudny przeżywamy teraz czas. Robimy wszystko by sobie poradzić i przepchnąć trudności jakimi raczy nas los. Coraz trudniej radzę sobie ja… i coraz trudniej moja rodzina. Czułam… wiedziałam, że ten rok będzie fatalny.
Tęsknię za wiosną… Za ciepłem i słońcem… Za kwiatami i śpiewem ptaków w parku. Tęsknię do dni spokoju i stabilizacji… Oczekuję dni… w których od rana zasiądę przy sztalugach i wejdę w świat wypływający z farbą spod mojego pędzla. Teraz nie mogę… Sztalugi patrzą na mnie z wyrzutem… a ja –NIE MOGĘ! Nie umiem… nie potrafię… a może po prostu nie chcę…
Zaklinam cię wiosno…- zaklinam piękny czasie nadziei i odrodzenia. Czasie łatwiejszy i lżejszy do przeżycia. Przyjdź niespodziewanie szybko i ogrzej strudzone… mało zdolne już do walki dusze.




















piątek, 10 lutego 2012

zajmowanie sie autkiem...


A mówi się że szukają klientów…. Firmy ubezpieczeniowe… Myślę że i w tym przypadku powszechny pogląd że bardzo usilnie szukają klientów- jest zwykłym mitem. W tym miesiącu kończy mi się okres ubezpieczenia mojego autka. Już na początku stycznia zasygnalizowałam kilku firmom ubezpieczeniowym zainteresowaniem ich propozycji i… Owszem- po kilku dniach zadzwonili, jednak pierwszym ich pytaniem była data upływu ubezpieczenia. Ponieważ było to więcej niż miesiąc… nie chciano ze mną rozmawiać. Oferty firmy składają w terminie najwyżej miesiąc przed….- wcześniejszym- NIE.
Od dwóch lat obecny ubezpieczyciel… bez pytania czy chcę- wysyłał mi umowę dwa tygodnie przed dniem końca ubezpieczenia… i jak domyślam się -liczył na to że nie zdążę zainteresować się konkurencją. Właściwie w istocie tak było. Dokonywałam wpłaty i leciało. W tym roku postanowiłam zmienić metodę. Tylko jedna z firm zainteresowała się mną jako klientem w okresie dłuższym niż ten nieszczęsny miesiąc. Mało że zainteresowała…- odwiedziła mnie przesympatyczna agentka… i nie w wieku nieprzekraczającym 30 lat jak to zazwyczaj bywa, ale pani po czterdziestce ze znajomością ofert- na poziomie WŁAŚCIWYM. Zadziwiającym wręcz było z jaką lekkością (bez czytania z kart segregatora) podawała interesujące mnie oferty. Wybrałyśmy właściwą dla mnie i umówiłyśmy się na spotkanie (u mnie) celem podpisania umowy. Yesu… Nareszcie XXI wiek i ubezpieczyciel, któremu zależy na klientach zapukał do moich drzwi. Teraz tylko przegląd techniczny…. umowa…. i rok spokoju.






niedziela, 5 lutego 2012

dziś na wesoło...

Tak się dzieje… że na blogach zazwyczaj „zostawiamy” swoje frustracje… niezadowolenia i uwagi dotyczące tego co złe… co nam i nie tylko nam, się nie podoba. Odchodząc od tego zwyczaju -ja dziś na wesoło…


Skąd się biorą awantury domowe?
Żona dała mi do zrozumienia, co chce dostać na rocznicę ślubu.
- Chcę coś błyszczącego, co leci od zera do setki w ciągu 3 sekund.
Wobec tego kupiłem jej wagę....
I wtedy zaczęła się awantura.

Gdy wróciłem wczoraj do domu, żona domagała się, żebym ją zabrał w
jakieś drogie miejsce.
Wobec tego zabrałem ją na stację benzynową....
I wtedy zaczęła się awantura.

Gdy skończyłem 65 lat, poszedłem do ZUS, żeby złożyć podanie o emeryturę.
Niestety, zapomniałem wziąć z domu legitymację ubezpieczeniową, więc
powiedziałem panience w okienku, że wrócę później.
Panienka na to: Proszę rozpiąć koszulę.
Gdy to zrobiłem, panienka powiedziała: - Te siwe włosy na pana piersi są
dla mnie wystarczającym dowodem na to, że jest pan w wieku emerytalnym.
Nie potrzebuje pan chodzić do domu po legitymację.
Gdy opowiedziałem o tym żonie, ona powiedziała: - Powinieneś był spuścić
spodnie. Wtedy byś dostał też rentę inwalidzką....
I wtedy zaczęła się awantura.

Poszliśmy z żoną na spotkanie maturzystów z mojej szkolmy, wiele lat po
maturze. Zauważyłem pijaną kobietę, siedzącą samotnie przy sąsiednim
stoliku.
Żona spytała:- Kto to jest?
Odpowiedziałem: - To moja była sympatia. Słyszałem, że gdy przerwaliśmy
nasz romans, ona zaczęła pić i od tej pory nigdy nie była trzeźwa.
Żona na to: - Kto by pomyślał, że człowiek może coś świętować tak długo?
I wtedy zaczęła się awantura.

Żona mówi do mnie - Już się nie kochaliśmy ze dwa lata...
A ja do niej: - Chyba ty.
I wtedy zaczęła się awantura.
Mąż wpatruje się w świadectwo ślubu.
- Czego tam szukasz? - pyta żona.
- Terminu ważności!
I wtedy zaczęła się awantura.

Żona do męża:
- Mam dla Ciebie dwie wiadomości. Dobrą i złą.
- No słucham.
- Odchodzę od Ciebie.
- O.K., a ta zła?
I wtedy zaczęła się awantura.

Mąż pyta żonę:
- Kochanie, co byś zrobiła gdybym wygrał w totka?
- Wzięłabym połowę wygranej i odeszła od ciebie - oświadcza żona.
- Trafiłem trójkę, masz osiem złotych i wyp****! - odpowiada mąż
I wtedy zaczęła się awantura.

Żona mówi do męża:
- Kochanie jutro jest rocznica naszego ślubu - jak ją uczcimy?
Na to mąż odpowiada:
- Może minutą ciszy?
I wtedy zaczęła się awantura.

Wściekły mąż wpada do domu i mówi do żony:
- Wiesz co, ten facet spod piątki spał już z prawie ze wszystkimi
kobietami z naszego bloku, oprócz jednej.
Żona po chwili zastanowienia:
- Hmm... to musi być ta Nowakowa spod trójki...
I wtedy zaczęła się awantura.

Żona do męża:
- Zobacz, ja muszę prać, prasować, sprzątać, nigdzie nie mogę wyjść, czuję
się jak Kopciuszek.
Mąż na to:
- A nie mówiłem, że ze mną będzie ci jak w bajce?
I wtedy zaczęła się awantura.

Ksiądz podczas mszy w kościele:
- Małżeństwo to tak jakby dwa okręty spotkały się w porcie.
Jeden z mężczyzn odzywa się szeptem do kolegi:
- To ja chyba trafiłem na okręt wojenny
- Tak się wczoraj uśmiałam w tym teatrze, kochany, że wróciłam do domu
półżywa...
- Powinnaś najdroższa pójść jeszcze raz na ten spektakl...
I wtedy zaczęła się awantura.

Mąż do żony:
- Słuchaj! Jak nie będziesz jęczała podczas seksu, to słowo daję rozwiodę
się z Tobą!
- Żona wzięła to sobie do serca, ale na wszelki wypadek przy następnej
okazji pyta męża:
- Już mam jęczeć?
- Nie teraz. Powiem Ci kiedy i wtedy zacznij - tylko głośno.
Za jakiś czas mąż prawie w ekstazie:
- Teraz jęcz, teraz!!!
Żona:
- Olaboga!!!! Dzieci butów nie mają na zimę, ja w starej sukience chodzę,
cukier podrożał...
I wtedy zaczęła się awantura.

- Bandyta wchodzi do banku, kradnie pieniądze z kasy, po czym podchodzi do
jednego z klientów i pyta:
- Widziałeś, co zrobiłem?
- Tak i mam zamiar zadzwonić na policję.
Złodziej przyłożył mu pistolet do głowy i go zastrzelił. Podszedł do
następnego klienta z tym samym pytaniem - na co ten odpowiada:
- Nic nie widziałem i nic nie słyszałem, ale moja żona widziała.
I wtedy zaczęła się awantura.



piątek, 3 lutego 2012

moneta za przeczytane zdanie...



Jak wygląda czytelnictwo w naszym kraju –wiemy wszyscy.  Gdyby nie konieczność zakupywania przez uczniów podręczników- przypadałaby rocznie jedna książka na 10 obywateli naszego kraju. Ja sama- biję się w piersi, sumując pozycje jakie przeczytałam w ubiegłym roku. Do wyników przyczynił się pobyt w szpitalu… w którym zaliczyłam parę e-booków. Gdyby nie to- ilość przyprawiałaby mnie o solidne pąsy. Dziś przeczytałam w newsach rzecz,  która powalić z nóg może najbardziej pomysłowego idiotę. Według prawa unii… każdy pożyczający książkę z biblioteki powinien płacić tantiemy jej autorowi……………..
Nie ma jak na razie zastosowania przepis ten w naszym kraju, ponieważ płacimy bibliotece tylko raz do roku, jakąś tam symboliczną kwotę. Aaa i płaci się przy pierwszym zapisie do tej  pożytecznej  tak instytucji. Głowi się więc na razie ministerstwo jak rozwiązać tę problemowa kwestię. Jeśli nie zastosujemy się do prawa… grożą na spore kary za „szerzenie oświaty w kraju”. Na razie propozycje obejmują opłacanie powyższego przez lokalne samorządy i zniesienie przepisu w szkołach.
Nie głosowałam poparcia dla unii…. i zawsze byłam bardzo sceptyczna wobec tej instytucji. Podejrzewałam, że wejście do niej będzie założeniem sobie zaciskającej się sukcesywnie pętli na szyję kraju a więc narodu. Jak widać nie myliłam się ani krzty. Wracamy do średniowiecza… bo każdy mądry wie- że głupi naród to dobry naród. Łatwiejszy do rządzenia i manipulowania. Wrócę tu nieśmiało do podpisanego niedawno ACTA. A to-o czym dziś piszę… to zaledwie maleńkie ziarnko piasku na pustyni. Oddałam w ubiegłym roku prawie cały swój księgozbiór. I może dobrze…- bo gdyby przyszłoby mi płacić tantiemy za każdorazowe wzięcie do reki woluminu,- dawno siedziałabym już w więzieniu za długi.  I co ja mam teraz zrobić ze stertami podrzucanych pod drzwi ulotek? Przecież jeśli ktoś zobaczy że wzięłam jedną do ręki… zaskarżą mnie o tantiemy dla jej twórcy. Absurd goni absurd. Europosłowie przyznają już, że bardzo często nie wiedzą za czym głosują. Ogrom ustaw… nieświadomość, bo brak czasu na zapoznanie się z ich treścią i sensem… Tylko gaże zgadzają się z umowami. No i… no i ostatnio urzędnicy zajmujący się w ministerstwie sprawami unii dostali nagrodę. Trzy i pół tysiaka na głowę. Zapewne oni głosowali za wejściem do tego dziwacznego stworu.