poniedziałek, 6 października 2014

MIMOZAMI JESIEŃ SIĘ ZACZYNA...


„Dziękuję ci, serce moje, że nie marudzisz, że się uwijasz,
bez pochlebstw, bez nagrody, z wrodzonej pilności”.
Wzięło mnie w tym roku na przetwory. Mam więc kolekcję kompotów z nektarynek i winogron (bezpestkowe na szczęście). Mam przecier pomidorowy na zupę… i nieudany ketchup. Nie wiem dlaczego nieudany bo robiłam zgodnie z przepisem z netu ale mnie nie smakuje. Na szczęście znalazłam dla niego inne zastosowanie i tam….-PALCE LIZAĆ. Rewelacyjny do sosu pomidorowego do spaghetti a dodana do niego papryczka  chili nadaje sosu/sosowi boski smak. Kilka słoików jabłek i kilka jabłek ze śliwką do naleśników- też się przyda. Ogórki też są. Myślałam jeszcze o buraczkach na jarzynkę czy zupę… ale muszę któregoś dnia ruszyć Młodego na rynek żeby przywieźć surowiec. Będzie miał teraz zasłużony urlop. No tak! -nie mógł wypocząć latem, bo wszyscy inni musieli… a on pracoholik się zrobił, więc pójdzie teraz. Kiedyś na szczęście musi. Myślałam też o przecierze z dyni bo oboje lubimy dyniową zupę. Psia kość… no gospodyni domowa się na potęgę robię. Kłopoty gastryczne jakie miałam/mam są spowodowane ogromem chemii w żywności. Gdy ją ograniczam… śmiga mi żołądek jak szesnastce. Co mi tam…- jak mam czas- zrobię.
Kupiony szybkowar sprawdził się na tip-top. Niestety nie mogę gotować w nim tradycyjnego rosołu…. ale tą celebrację jakoś zniosę.
NIE PYTAĆ BO TO ŚLISKI TEMAT!.... – Nie… nie malowałam. Zaczęty anioł stoi na sztalugach i patrzy spode łba. Nie mam po prostu weny i jak siadam do sztalug to mnie mdli. Miałam za to już dwie grypy zanim zdążyłam się zaszczepić. I co?! Tu jestem chyba lepsza od całego świata bo pierwszą miałam na początku września.
 Za oknami przepięknie przebarwiają się drzewa. Czekam na wietrzny dzień i już ładuję baterie do aparatu, żeby utrwalić spektakl opadania liści w jednym dniu. Mam nadzieję że się uda… a nakręcony film- pokażę. Na balkonach już wrzosy… Gdy zapełnię ponownie korytka ziemią… zacznę myśleć o ściągnięciu gałązek igliwia żeby je w nie powtykać. Może jeszcze jakieś donice z jesiennymi chryzantemami.
 W tym roku znów z tui leci igliwie. Zasilałam nawozem na opadanie igieł… ale jak widać bezskutecznie. Obcięte gałązki wykorzystam do korytek a pień-wyrzucę.
Lubię jesień… Właściwie czekam na nią każdego roku. Może to z racji urodzenia o tej porze roku… a może „sukienka” w jaką przebiera się świat. W tym roku wyjątkowo piękna i jeśli wierzyć prognozom… będzie ciepła.
A w ogóle marudnieję… Ktoś zaczyna mówić do mnie per „brzęczydełko” i gdy w dobrym nastroju opowiadam swoje „śmiesznostki” niepokoi się moim samopoczuciem. Zgroza- prawda?
Kilka ubraniowych zakupów- poczynione. Nie jest to cud świata… ale nastrój poprawiły. Planowane na pewną uroczystość… niestety się nie przydały. Złożona grypą, przeleżałam ten czas… Może dobrze… Jakoś po tej uroczystości czuję emocjonalny niesmak. Jeszcze muszę pomyśleć o „codziennych” jesiennych butkach,- bo wyjściowe „super butki” –mam. Brakuje mi w domu porządnej szafy. Takiej dużej jak to bywały kiedyś. Nijak nie mieszczę się w tym co mam, mimo dokonanego kilka dni temu przesiewu niepotrzebnych ciuchów. Naprawdę… Wyrzucałam aż furczało.
 Mimozami jesień się zaczyna… Złotawa… krucha… i miła…

2 komentarze:

  1. Witam!
    Może i mimozami, tak przynajmniej jest w piosence.
    Jednak o jesieni świadczą owoce i przetwory domowe. No i ten zapach powideł ze śliwek, które zawsze się przypalają.
    Pozdrawiam serdecznie i do siebie zapraszam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja wprawdzie problemów żołądkowych nie miewam, za wyjątkiem zmiany klimatu, jak ostatnio w Gruzji, ale przetwory zaczęłam też robić, co zdumiało moją rodzinke dokumentnie. Wieki się nie tykałam słoików.
    A może to z wiekiem przychodzi!
    U mnie jesień też pięknieje w oczach! Może skorzystasz? ;-))))

    OdpowiedzUsuń