środa, 23 października 2013

ZA KRÓTKIE DNI...



Zaawansowanie prac nad „Damą z gronostajem” oceniam na 30%. Jak już pisałam męczy mnie kopiowanie ale na takie właśnie prace jest zapotrzebowanie. Będzie wystawa reprodukcji… muszą być kopie. Zostanie do zrobienia „Mona Liza”… i z tym tematem przyjedzie się zmierzyć. Niespodziewanie na horyzoncie pojawił się temat ptactwa… Chodzi o kury… koguty… Właściwie ten temat pojawił się już we wrześniu… ale nie miałam czasu za to się zabrać.  Ponieważ już druga osoba pyta a takie prace,- po kopiowaniu zabieram się zaraz za „drób”.
Po urodzinach. Uroczystość mogę chyba zaliczyć do udanych… choćby dlatego, że nie potrułam gości ani siebie. Teraz,- jakoś przeżyć muszę święto zmarłych.
Jeden ze swetrów….- zrobiony. Nie jestem zadowolona tak, jak się tego spodziewałam -ale trudno. To tak jest, jak zleceniodawca zdaje się na gust zleceniobiorcy. Następny będzie robiony pod moje zdecydowane dyktando. Teraz muszę jeszcze zastanowić się jak wykorzystać wełnę, która została. Przesadziłam z ilością nie biorąc pod uwagę wydajności. Mam już chyba pomysł. Dokupię podobną… zrobię projekt i będzie następny ciuch. W końcu idzie zima i w czymś muszę chodzić.
Nie wierzę żeby Długi „wydorośliwiał” ale muszę przyznać, że robi się jakiś normalniejszy. Taki poważniejszy i jakby bardziej odpowiedzialny. Lenistwo jednak zostało i przezwycięża wszystko co rodzi się w nim dobre. Na uroczystość niby posprzątał u siebie w pokoju… jednak zdecydowanie nie ma poczucia ładu i porządku.
Rusztowania sprzed okien dziś już zniknęły. Yesu… gdyby co- nie zatrudniłabym tej firmy u siebie nawet wówczas, gdyby chcieli zrobić coś za darmo. Zostało sprzątanie i wynoszenie śmieci. W tym roku muszę już wyrzucić wysłużoną trawę. Zrobiła się okropna i niech przez zimę balkon się przewietrzy i wymrozi.
Nienawidzę krótkich dni… Po prostu fatalnie czuję się w ciemności. Biorąc jeszcze pod uwagę fakt oszczędzania energii- to już zupełna klęska nastroju. Wprawdzie lepiej sypiam… ale taki czas krótkich dni… to nie jest to- co lubię najbardziej.
Fryzjer…. Kurde…. Spieprzyli mi głowę i tylko fakt, że włosy rosną spowodował, że nie wybuchnęłam awanturą. Kolor nie ten… Pasemka złączyły się z kolorem, więc ich nie ma… Za krótko przycięte i wyglądam jak Maria Dąbrowska. Koniec ze słynnym „Gabrielem” SPA. Elegancki salon zamienił się już w podrzędny zakład… w którym biegają drące się dzieci. O tym że zmiana ustawienia stanowisk spowodowała że bezustannie fryzjerki ze stanowisk obok i za… wieją na człowieka uruchomionymi suszarkami nie wspomnę. Z „głuchych” już głośników nie sączy się relaksująca muzyka… a niesympatyczna szefowa,- zgorzkniała jeszcze bardziej. Czas szukać innego salonu.
Obraz… który podarowano prezydentowi- zrobił furorę. Widziałam… jak obdarowywany- w momencie wręczenia nie mógł oderwać od niego wzroku. To bardzo miłe dla twórcy…
I to moja codzienność. Płynący czas… i ja -idąca po krawędzi mojego losu. Na razie jest on łaskawy… Daje mi kolejne szanse… Wykorzystuję je właściwie.

1 komentarz:

  1. Witaj!
    Czas płynie niemiłosiernie. Dni są coraz krótsze... Rusztowania znikaja...
    Kopiowanie bywa nudne i jednostajne.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń