poniedziałek, 28 października 2013

PRZEDŚWIĄTECZNY CZAS...

Być może niebo chciało od rana poprawić mi nastrój i ustroiło się w przepiękne… kolorowe chmurki. Te różowe puszki na tle niebiańskiego błękitu wyglądały nie tylko infantylnie…- ale także jakoś nienaturalnie i nieziemsko.




Nie poprawiły mi niestety humoru i dół jaki usiłuję zakopać już od soboty,- zagrał mi na nosie. Nie umiem znaleźć przyczyny takiego stanu… a leczenie objawowe daje ulgę tylko na chwilę. Znów nic mi się nie chce… nie mam apetytu i całe to życie wydaje mi się do kitu. NIE MAM POWODÓW DO NARZEKANIA. Wszystko jakoś zaczęło się układać i jeśli zakładamy że ten trzynasty rok jest pechowy… to już cieszę się na następny. Powinno być jeszcze lepiej.
Skończyłam „Damę z łasiczką”. Położyłam werniks i odłożyłam w kąt. Do „Mony” jakoś nie chce mi się zabrać. Odpocząć chyba muszę parę dni i poczekać na lepszy nastrój.
Nie lubię świąt zmarłych… Nie znoszę tego całego przepychu. Najpiękniej na cmentarzach jest dzień po Zaduszkach. Świątecznie a cicho… tak- jak w tym miejscu powinno być. Nie daje mi spokoju pęknięta na grobowcu płyta. Trzeba coś z tym zrobić…- koniecznie.