niedziela, 18 października 2015

OKNA ŻYCIA...


Oburzeniem oblałam artykuł o fakcie konieczności likwidowania "okien życia" i zastąpienie ich rozwiązaniami alternatywnymi". Takie fakty wymusza na nas ONZ. Właściwie jedynym argumentem jakim się podpierają to ten, że każdy człowiek ma prawo do poznania własnej tożsamości. A po co dziecku poznanie własnej tożsamości kiedy leży nieżywe w śmietniku? Za najgorszy czyn jaki można popełnić uważam rodzicobójstwo i dzieciobójstwo... i uważam ze każde rozwiązanie jest dobre, jeśli prowadzi do uratowania życia. Czy poznanie tożsamości jest ważniejsze od życia? Nie obchodzą mnie Niemcy. Nie musimy uciekać się do ich rozwiązań, jeśli dziesiątki krajów otwierają u siebie takie okna i nowo narodzone maleństwa mają szansę na przeżycie. Nie ma możliwości anonimowego porodu w szpitalu. Zwłaszcza w małych miejscowościach. To nie jest dobre wyjście. Okna się sprawdziły w dziesiątkach przypadków. W mieście... w którym mieszkam- jest takie okno. Kilka lat temu maleńka dziewczynka znalazła się w takim oknie. Żyje już szczęśliwie, wychowywana przez wspaniałych rodziców. I życzę tej dziecinie aby nigdy w życiu nie poznała swojej tożsamości... a rodzice którzy ją wychowują byli jedynymi jakich powinna znać. Potępiamy matki oddające narodzone dzieci ludziom, którzy pragną je wychowywać. Bardziej potępiamy niż te,- które dokonały aborcji!  A przecież te Mamy nie zabiły swojego dziecka! Zostawiły je w bezpiecznym, ciepłym miejscu, by dać im lepszy byt nie ten, który same mogły zapewnić...
ONZ.... nie będę komentowała logiczności żądania. Proponuję jedynie zająć się losem dzieci w Afryce... tymi które nie mają domu z powodu wojen. Gdybyśmy dali im do wyboru - znanie tożsamości, czy bezpieczny dom i pełny żołądek, wybór byłby tylko jeden. To życie jest najważniejsze i walka o nie głęboko zakodowana w genach. Nie bez powodu...  I nie zmieniajmy tego,- bo nie mamy takiego prawa.


2 komentarze:

  1. Witaj Aniu.
    Jestem za "oknami życia". Popieram wszystkie działania na rzecz porzuconych i cierpiących dzieci.
    Inna sprawa, że proces adopcyjny to drogą przez mękę.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem "Za"!
    Masz rację na milion procent!!!!

    OdpowiedzUsuń