sobota, 21 lutego 2015

SPRAWY DOMOWE... OPISANE W PODRÓŻY.


Tłusty czwartek... śledzik i środa popielcowa. Tak... miesiąc i trochę... i następne święta. W tłusty czwartek, sąsiedzi z naprzeciwka rozebrali choinkę. Dobrze się domyślacie. Była sztuczna.
Każdego ranka.. wypasione przeze mnie ptaki rozpoczynają trele. Jest ciepło...- chyba zaprzestanę już dokarmiania. Zostało jeszcze parę kilogramów słonecznika, więc jeszcze to dostaną. Więcej kupować już nie będę. Zostanie tylko sprzątanie łupinek i guana moich skrzydlatych gości. Ile zjadły tej zimy? Sporo. Od połowy listopada do teraz kupiłam 45 kg czarnych pestek i 50 kul tłuszczowych. Wszystko idzie migiem. Z parku do moich balkonów prowadzi szlak powietrzny. Latają jak rakiety. Balkony zabrudzone niesamowicie, mimo systematycznego sprzątania. Trudno,- zawsze jest cos za coś. Czas zakończyć dokarmianie, bo widzę że zaczynają latać już owady. Od przyszłego tygodnia na balkonie stanie kruk. W donicach i korytkach krokusy, żonkile i tulipany wypuściły "kły". Idzie wiosna.
Zaczynam porządki związane z ta porą roku i zbliżającymi się świętami. Nie lubię tego robić na ostatnia chwilę, bo zawsze coś mi wypada i nie zdążam wszystkiego na cacy. Szafy to horror. Nie mieszczę sie z niczym, bo szkoda wyrzucać starych rzeczy. Zawsze "może się coś przydać". Faktem jest że często po wyrzuceniu czegoś... za tydzień okazuje się potrzebne,- ale czas z tym skończyć. Dziesiątki bluzek, spodni, bluz, golfów zalega półki. Część... tych najlepszych, już wydałam. W resztę będę ubierała się do malowania i bez prania i żalu, po nim...- wyrzucę. A jeśli powiem że polubiłam prasowanie... nikt nie uwierzy. Zdarzają się takie rzeczy u mnie... po zakupie nowego sprzętu. Deska super... a żelazko to marzenie gospodyń.
I skrzynia do przechowywania prac także już stoi. Cudem jakimś... młody człowiek spiął się.... kupił materiały i zrobił. Nareszcie nie leżą w korytarzu na szafach.
Relacje z narzeczoną Długiego lepiej niż poprawne. Zrozumiała chyba o co mi chodzi i w czym tkwił błąd w jej postępowaniu. Jest grzecznie... miło... i sympatycznie. Z obydwu stron.
Mam dość stania przy garach. Wyczyszczę lodówkę i zamrażalnik i kupię mrożonki. Nie nadaję się na typową gospodynie gotującą i już. Zaczynam sie już czuć jak smoluch siedzący na krawędzi stołu i planujący obiad na dzień następny.
Nastrój poprawię sobie zakupem ciuchów. No co?... Przecież idzie wiosna.


2 komentarze:

  1. Witaj Aniu.
    Idzie wiosna, czas więc na wiosenne porządki. No i jakieś galanto zakupy.
    Ja tez tak mam, ze stare rzeczy trzymam na wszelki wypadek, aż żona z nimi nie zrobi porządku. Nigdy bowiem nie wiemy co się nam kiedyś przyda.
    Pozdrawiam serdecznie i do siebie zapraszam.
    Michał
    PS. Ptaszki też dokarmiamy z żoną.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzeczy mają dziwną właściwość, że pączkują. Od niecałego roku jedtem w nowym domku, a już okazuje się, że czas przetrzebić zasoby! ;-)

    OdpowiedzUsuń