niedziela, 8 lutego 2015

OPOWIADANIE O MAMIE…



Niedzielnego poranka… Leżąc jeszcze w łóżku… Podkusiło mnie na włączenie telewizorni. Jakiś serial… Młodzi ludzie siedzący na kanapie…. Rozmawiający… a w pewnej chwili młoda, jak się okazało mama,- kładzie delikatnie rękę na brzuszku i wyczuwa ruszające się w jej matczynym wnętrzu życie. Tato kładzie swoją dłoń na jej ręce, ogólne szczęście i sielanka. A mnie- przypomina się inna mama. Mama… która teraz jest niemłodą już mamą i tak naprawdę nie jestem już pewna, czy nie ma w jej życiu dni,- w których żałuje swojej decyzji sprzed lat.
Była zawsze zapracowaną dziewczyną. Dorobiła się samodzielnie mieszkania. Umeblowała je jakoś i urządziła. Pracowała… pracowała… pracowała. W jej życiu było właściwie sporo mężczyzn. Nie miała jednak szczęścia do tego wymarzonego i właściwego. Z jej „roczników” wszyscy byli już związani,- a przypałętywali się przede wszystkim faceci rozwiedzeni… w separacji… mówiący że będą się rozwodzić lub starzy zdziwaczali kawalerzy. Tak na dobrą sprawę to chcieli tylko jednego…a fakt że mieszkała sama, był wyjątkowo dobrym atutem. Ogromne pokłady miłości i delikatności nosiła więc głęboko schowane w sercu,- a na zewnątrz grała nowoczesną singielkę, której nie zależało na stałym związku. Gdzieś jednak te pokłady musiały w końcu mieć ujście. Matka cicho przebąkiwała o dziecku (wszak jej córka to nowoczesne dziewczę) o jakiejś pomocy… że tak- jak jest, być nie może.
Po pewnym czasie trzydziestoparoletnia kobieta wyszła z przychodni, a schowany w torebce dokument szeptał małymi literkami że jest MAMĄ.  Z błyskiem w oczach powiedziała o tym matce z pytaniem:- cieszysz się mamo?  „Nie wiem czy się cieszę” -padła odpowiedź. „Wiesz co będzie jak dowie się ojciec”. O tym wiedziała. Surowy, fanatycznie wierzący ojciec… z zawaloną biblioteczką różnymi wydaniami Pisma Świętego. Zostały pokazane jej drzwi… a ciężarna córka została obrzucona wyzwiskami typu łajdaczka… szmata… ździra i wywłoka. No cóż nie była zamężna a ciężarna. Dawniej taką kamienowano.
Po 8 miesiącach leżenia w szpitalu, bo ciąża okazała się zagrożeniem dla jej niezbyt udanego życia,- na świat przyszło ukochane dziecko.
 Nikt ciężarnej nie przytulał… Nie głaskał po brzuszku i nie wschłuchiwał się w bijące małe serduszko. Była sama ze sobą… swoim synkiem i chorobą, którą ciąża zostawiła już do końca życia.
Gdy wróciła ze szpitala do domu… została tak bardzo sama. I tak BARDZO SAMA jest nadal. Mimo iż dziecko któremu dała wszystko co miała, włącznie ze zdrowiem… jest już dorosłe- nie jest człowiekiem jakiego wychowywała. Twierdzi że albo jest przeklęta albo dlatego że jest grzechem. Dzieci nie pochodzące ze związku… w mniemaniu wielu osób są grzechem.
Wspomnienie to skutek scen z filmu. Tylko że opowiadanie to jest prawdziwe.



Na dworze niewielka ale zadawalająca warstwa śniegu. Jest ślicznie. Chciałam zrobić zdjęcia… ale okazało się, że najpierw powinnam zadbać o baterię. Jeśli napada jeszcze troszkę zrobię je jutro do południa.