sobota, 1 marca 2014

O MARZENIACH RAZ JESZCZE...



Pisałam już kiedyś o marzeniach. Cudzych…. swoich…. ludzkich. Dziś naszło mnie znów, po spotkaniu ze starszą panią zamieszkującą klatkę obok. Spotkałam ją niedawno dźwigającą jakieś siaty do domu. Długi ( bez jednego mojego spojrzenia) wziął jej z ręki pakunki i spytawszy o piętro pognał postawić pod drzwiami. Dojrzewa chyba młody człowiek bo dawniej musiałam spojrzeć… dając nim znak że „coś trzeba”. Postałyśmy sobie na podwórzu dobre pół godziny i pogawędziłyśmy o życiu. Zawsze lubiłam słuchać starszych ludzi. Bardzo wiele nauczyłam się od nich… nie mówiąc o poznaniu osobowości opowiadającego. Tego dnia rozmawiałyśmy o marzeniach. Bo to owa pani stwierdziła że oprócz skurczenia się jej świata i czasu jaki został…. niebywale skurczyły się jej marzenia. „Dawniej proszę pani…”- opowiadała,-  marzyłam o dobrym mężu. O dobrze ułożonych dzieciakach… porządnej pracy i własnym domu z ogrodem. O samochodzie który miało niewielu i o podróżach gdzieś daleko… daleko. I los dał męża ale alkoholika i łajdusa… z którym rozeszłam się po dziesięciu latach i dzieci, które nie chciały się uczyć i prowadzić się tak- bym była z nich dumna. Syn także- wzorem ojca pije… a córka, uzależniona od chłopa sadysty i despoty, usługuje mu niczym muzułmanka. Nie potrafi żyć bez niego i wie pani moim zdaniem to jest choroba. Domku nigdy nie miałam i potem marzyłam już tylko o samodzielnym, bez męża mieszkaniu. Gdy udało mi się je zdobyć, marzeniem były meble i pieniążki na życie i kształcenie dzieci. Używane meble dali znajomi. Przywieźli nawet i poustawiali. I lodówkę po kimś kto odszedł załatwili i pralkę. Pracowałam ciężko, więc pieniędzy na skromne utrzymanie starczyło. Na szkoły nie było trzeba. Dzieci uczyć się nie chciały. I przyszły inne marzenia… o zdrowiu. Pan Bóg życie daje… ale zdrowie zabiera po kawałku. Już nawet nie marzę, bym mogła sama sobie wysprzątać to mieszkanie. Teraz marzę by mieć pieniążki dla kogoś, kto przyjdzie posprzątać… zrobić zakupy i dać trochę opieki. Dzieci twierdzą… że nie mają czasu.
Takich osób w moim domu jest sporo. Na ulicy jeszcze więcej… W mieście i kraju,- miliony. Na ile ja mogę pomóc?... Nie uzdrowię całego świata.
Po powrocie do mieszkania siedziałam i ryczałam. Dlaczego? Bo zrobiło mi się tak jakoś „miękko”. Bo uprzytomniłam sobie jakie ja mam marzenia…


2 komentarze:

  1. Witam!
    Marzenia z biegiem lat stają się całkiem przyziemne. Ot samo życie.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj!
    WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO I SPEŁNIENIA MARZEŃ ŻYCZĘ...
    Michał

    OdpowiedzUsuń