wtorek, 3 grudnia 2013

GRUDNIOWO...



Ojej…. Jak bliziutko są już święta. Jesienno-zimowa infekcja…..- zaliczona. Przechorowałam ubiegły tydzień- w łóżku. Nie byłam w stanie wstawać i cokolwiek robić. Było to problemem, bo Długi był na ćwiczeniach w wojsku. Szczęściem przed jego wyjazdem zrobiłam stosowne zakupy,- jako że już w weekend „drapało mnie” w gardle. Był więc ugotowany rosołek…- poporcjowane i zamrożone obiadki. Były kupione soki i podstawowe medykamenty do przetrwania choroby. I cytryny były… i miód… i sok z malin. Czosnek był i naszykowane zmiany pościeli i bielizny nocnej. Było wszystko oprócz siły do obiegania samej-siebie. Dałam radę.
Mona Liza już dawno skończona. Mogłam ją zrobić lepiej ale po prostu już mi się nie chciało. Do wystawy nie dotrwał jeden z obrazów Klimta. Poszedł prawie na pniu… łącznie ze wspomnieniem z wakacji. E tam… do walentynek zdążę namalować następny. Tylko  już mi się nie chce.
Pieczenie ciastek na święta -w toku. Wczoraj machnęłam trochę… a dziś już leży naszykowane na następne-  ciasto. Bawi mnie to dekorowanie… tym bardziej, że obecnie elementów dekoracyjnych gotowych- mrowie.
Opadają mi już skrzydełka, jeśli chodzi o szykowanie jedzenia na święta. Długi sam dziś powiedział- że ograniczyć mam prace; bo co potrzeba-  wszystko można kupić gotowe. I ma rację! Dzisiejsza wizyta w markecie to zakupy przede wszystkim „chemiczne”… włącznie z tankowaniem paliwa. Coś dobry wyjątkowo się robi… i czuję „przez skórę” z czym to się wiąże. Ja jednak kolację wigilijną chciałabym spędzić bez obecności tej panienki. Póki mogę… póki nie muszę. W sobotę- imieninowe spotkanie rodzinne. Ciuchy naszykowane do prasowania. MUSZĘ wypaść dobrze. Od jutra zajmę się swoim ciałem. Też musi wypaść dobrze. Trudny dla mnie zawsze jest grudzień. Zbyt wiele wydatków na jeden miesiąc, a w dodatku jestem bez płaszcza zimowego. Jakoś dawałam radę… z powodu poruszania się wszędzie autkiem. W tym roku jednak zaczęło mi się robić niespodziewanie zimno… No cóż – sprzedam obrazy kupię płaszcz.


1 komentarz:

  1. Witaj!
    Nie jestem krytykiem sztuki, ale na mój gust Mona Lisa jest świetna.
    I pomyśleć, że czeka mnie kupienie, ubicie i przyrządzenie karpia i gotowanie bigosu, to... Bigos gotować lubię, a karpia... No cóż, czego się nie robi dla żony.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń