środa, 25 grudnia 2013

25 GRUDNIA- BOŻE NARODZENIE

Jakie mam święta?... – ZMĘCZONE MAM. Okres przedświąteczny to czas „opłatków”. Każda z grup na uczelni organizowała swojego opłatka zanim pojawili się wszyscy na opłatku zbiorowym. O jasełkach nie wspominam… bo napracowałam się nad opracowaniem fotek najbardziej.
Jak zwykle… jak idiotka zaangażowałam się (niepotrzebnie) nad oprawą tego opłatka… i na koniec wyszło że musiałam robić „za gwiazdę”. Podobno wszystko było super (stwierdził tak nawet Długi, który musiał machać foty) ale jakoś mnie to nie cieszy. Sprzątanie na ostatnią chwilę -co jednak ma swoje zalety bo „glanz” jest na bieżąco, ale mnie to denerwuje. Zakupy podstawowe robione dopiero w piątek… by ostatecznie zaopatrzyć dom w niedzielę. I gotowanie… Yesu jak nie znoszę stania przy garach. Wprawdzie wszystko się udało,- bo zazwyczaj udają mi się nawet serniki które nie są domeną wielu gospodyń…- ale nienawidzę gotowania. Na szczęście już po wigilii. Jestem nienormalnie zmęczona! Koleżanki do których narzekałam twierdzą, że tak jest co roku… że to sprawa wieku, gdzie organizm buntuje się na takie wyczyny. TO CO BĘDZIE GDY BĘDĘ MIAŁA 70 LAT?  Myślę że nie dożyję i ten problem powinnam mieć z głowy. Czuję to nadzwyczajne zmęczenie w każdym zakątku ciała i dzisiejszy dzień w sporej części przeleżałam. ŻADNEGO WYCHODZENIA Z DOMU PRZEZ ŚWIĘTA. Odpoczynek i już.
Właśnie przed chwilą Długi oznajmił, że wychodzi do dziewuchy i wróci jutro po południu. Jednak chyba Stwórca mnie lubi, zapewniając mi takie luksusowe warunki do wypoczynku. Ja- napychać się nie będę… czas więc zamrozić cześć jedzenia na później.
Prezenty??.... Oj- prezenty zaczęły się od rana dnia wigilijnego. Poczta Polska dostarczyła pakunek wagi chyba z pięciu kilogramów. Naprawdę ledwo go unosiłam w swych „delikatnych” dłoniach. Ciężar okazał się przecudną Wielką Księgą Malarstwa. Tego w domu nie miałam i naturalnie każdą wolną chwilę spędzam na „lizaniu kartek”. Potem była na słomiance gwiazda betlejemska koloru ecru… a potem kurier dostarczył maleńkie pudełeczko. Nie wiem kto przysłał,- bo jako nadawca widniało moje nazwisko i mój adres. Tak swoją drogą nie wpadłam na to… że można się w tak sprytny sposób zamaskować. Nawet gdybym nie przyjęła i tak wróci na mój adres. W pudełeczku znajdowała się srebrna bransoleta będąca bazą do charmsów. Fajnie!... Informuję więc teraz, że można ją mi zapełniać. Nie wiem komu ale…. DZIĘKUJĘ! Potem były torebeczki pod choinką. Od Mikołaja…
Dostawcy się sprawdzili…. No chyba że jeszcze przyjdzie coś po świętach. Aaaaaaaaaaaaaaaaaa… no zapomniałam nadmienić że w sobotę znajomi przynieśli spory telewizor… -bo miałam maleńki i zaczynałam do oglądania używać szkieł. Wymiana odbiorników na te ogromniaste ma jednak swoje zalety….- przynajmniej korzystne dla mnie.
Autko na nowym akumulatorze jeździ jak burza. Odpala na spojrzenie i używam już sobie radia i odtwarzacza.
Jak pięknie skrzą się lampki na choince… W tym roku ubrałam ją na złoto. Jednak w każdym z nas drzemie dziecko… Przynajmniej w okresie świąt.

1 komentarz:

  1. Witaj!
    Nie bądź taka wyrywna, bo ktoś to wykorzysta.
    Od przybytku głowa nie boli.
    Fajny musi być wypoczynek pod złotą choinką i albumem na kolanach.
    Pozdrawiam poświątecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń