sobota, 15 czerwca 2013

sen o przyjaciółce...


Obudziłam się przerażona… Było coś około czwartej godziny. Oczy napuchnięte od płaczu… Poduszka mokra od łez. Za oknem krakały wrony… Tak… Słyszałam je przecież także we śnie. Pamiętam go jeszcze. Pamiętać będę chyba bardzo długo. Przecież to chyba właśnie ten sen mnie obudził. Śniłam o przyjaciółce która odeszła ponad rok temu. Do tego czasu nie przychodziła we śnie a dziś… Widziałam ją wyraźnie.  Jej mieszkanie… Jej rodzina… I było okno na które przyleciały czarne wrony które słyszałam przez sen… Była ogromna ilość czerwonej wstążki przewieszonej przez okienną klamkę. Była ona,- zażenowana  że odeszła bez uprzedzenia i pożegnania. I była ośnieżona ulica, którą szłyśmy do mojego domu. Weszła do jednego ze sklepów. Tam została. Wracałam sama jakby nadąsana że znów Jej nie ma. Jestem wstrząśnięta tym snem. Nigdy nie przejmowałam się tym co dała w swoich majakach noc. Dlaczego właśnie dziś… Dlaczego Ona… Czy sen ma coś oznaczać? Coś zwiastować? Może ostrzegać przed jakimś wydarzeniem?... Dawno nie wstawałam tak wcześnie. Niepokój zerwał mnie z łóżka. Już nie zasnę. Odpaliłam komputer choć od ogromu pracy jaką ostatnio wykonałam mam do tego sprzętu już wstręt. Może notatka na blogu? Tak dawno nie „meldowałam się” w tym miejscu. Tak…- to dobre miejsce na zostawienie swoich niepokoi. Zostawię tutaj swój sen i łzy jakie wylałam podczas tego specyficznego, psychicznego seansu. Może to sugestia przeczucia… intuicji… a może po prostu zwykły wytwór przeciążonego pracą i emocjami mózgu. Bo nie potrafię odciąć emocji od swojej pracy… Może to plus… Z pewnością jednak ogromne obciążenie psychiki. Taka zostanę…- bo już próbowałam inaczej. Udawało się na krótko. Wracała cała finezja skomplikowanego ego. To ulotne „coś”… czego nie potrafię się pozbyć. Nie zmienię swojej duszy która jest jak otwarta rana. Wrażliwa na leki jakimi są dobroć i życzliwość… Ale jeszcze bardziej wrażliwa na całe zło świata… Nie wiem czego ryczę od samego rana. Nic złego się nie dzieje… powiedziałabym że raczej powinnam się śmiać. Są powody… Ostatnie sukcesy są nareszcie nagrodą za ciężką pracę. Może nie tak finansowe jakbym sobie tego życzyła ale nadspodziewane są. Wyjątkowa podwyżka o której już wspominałam…  Powodzenie prac, które przełożyło się na ich sprzedaż… O niesamowitym powodzeniu wystaw już nie wspominam. Z ostatniej już zrezygnowałam. Odstąpiłam studentkom, które wręcz biją się o ekspozycję swoich obrazów. Boli tylko ich zawiść i wredność wobec innych. W tym zawodzie jednak zawsze tak było i zostanie. Wakacje… Dla mnie tylko częściowo. Kwiaty w korytach rosną jak oszalałe. Przerosły już dwukrotnie wysokość korytek i zwieszają się uroczo… coraz bardziej zakrywając barierkę. Nie wiedziałam że kwiaty gerberów kwitną ponad miesiąc. Zachowują się jakby nie imał się ich czas. Piękne… żywe… kolorowe… cieszą moje oczy już od początków maja. Ścięłam zaledwie tylko jeden. Zmarniał w ciągu dwóch dni… Był i po prostu odszedł. Po prostu minął jego czas. Wiem że zgłoszono moje balkony do konkursu miejskiego na najładniejszy balkon. Wyraziłam zgodę… Przecież i tak corocznie dbam o zieleń na którą patrzę tak często. Wczoraj… -zmęczona siedzeniem przy pracy zdecydowałam się na obejrzenie TV. Telewizor włącza się na jedynkę… a na niej właśnie rozpoczynał się festiwal w Opolu. O wrażeniach napiszę następnym razem.


1 komentarz:

  1. Witaj!
    Sen mara, Bóg wiara,
    Jak mawiają górale starzy,
    Warto jednak życie przyhamować,
    Póki się coś nie wydarzy.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał
    PS. Zapraszam na swój nowy wpis.

    OdpowiedzUsuń