środa, 23 stycznia 2013

SIĘ SPALIŁO...




Autko odpaliło… Wykrzyczałam jej (corsa) przez okno, że jest cudna i kochana… i uwielbiam ją całą sobą. Długi zaś docenił mój wynalazek odśnieżania samochodu -szczotką do zamiatania na długim kiju. Bez zmoczenia się śniegiem usunął całą biel z karoserii… mógł nawet odśnieżyć kawałek chodnika by móc wsiąść do autka. I OK… No tak zupełnie nie OK… Skulona na tapczaniku przysnęłam niezauważenie i… I obudził mnie potworny swąd. To przypalała się grzana na gazie pomidorówka. Garnek do wyrzucenia wraz z „chochelką” jaką zostawiłam w garze. Mieszkanie śmierdzi niewyobrażalnie… a ja przecież nie mogę wietrzyć w tak niskich temperaturach całą dobę. Słabam nerwowo i stresowo… więc panika i łzy polały się od razu. Na dodatek od ranka nie mogłam odpalić kompa. Stał jak zaklęty a ja rzucałam wiązanki niecenzurowanych słów. SPOKO jakie wypowiedział po wejściu do domu Długi jakoś mnie nie ugładziło. Wprawdzie odśnieżony i odpalony samochodzik głaskał po sercu ale reszta to szok. Zamknął chłopak okna, bo sople zaczynały zwisać z żyrandola… włączył grzejniki… wrzucił na patelnie czosnek a w garnuszku zaparzał majeranek. Zagotował tez nieco octu i po chwili swąd zmienił nieco ostrość… by w końcu złagodnieć. Fajnie się zrobiło… ale komputer stał zimny jak  moje metalowe krzesło na balkonie. Długi popatrzył na maszynę… pocałował (swojego) kciuka i przyłożył do klawisza start. I ta cholera odpaliła!!! Od razu… Jakby nigdy nic! Przytuliłam tego dryblasa szepcząc mu czule, jaki to jest nam (Brunkowi także) potrzebny. Chyba się ucieszył… bo z tego wszystkiego zrobił mi nawet herbatę.
O zawiści ludzkiej dużo pisać nie będę. Władze uczelni załatwiły mi wystawę. I co? I wspomniana wcześniej zawiść ruszyła. Nie cieszy mnie już ani wystawa… ani do niej przygotowania.  Od rezygnacji powstrzymuje mnie koleżanka. Cholera dlaczego?!... Przecież jak inni mają wystawy to ja jeszcze pomagam jak mogę.