widgeo.net

niedziela, 18 listopada 2012

fizykoterapia...



Fizykoterapia zastosowana na kręgosłup działa „tak sobie”… Przynajmniej na razie. Młody… o rękach anioła fizykoterapeuta, starał się jak mógł. Jednak po okrzyku jaki wydał na początku pierwszego masażu, wiedziałam… że lekko nie będzie. „Przecież ma pani mięśnie twarde jak metal…”- krzyknął przejechawszy ręką po moich biednych plecach. Będzie więc bolało- skwitował… i wziął się do pracy.
Nasze spotkania owocowały ciekawymi dyskusjami… sprzedanymi pracami… i bólem całego ciała przy każdym ruchu. Mojego ciała naturalnie! Koniec masaży… infekcja wirusowa w trakcie leczenia i walka z Długim o sprzątanie trwa. Praca nie do przerobienia. Zaczyna mi brakować czasu na pielęgnację własnego ciała a to znak… że jest źle. Piętro niżej wprowadzili się młodzi ludzie z małym dzieckiem… Yesu- szkrab drze się godzinami niemiłosiernie. Nowy telefon komórkowy w trakcie poznawania swojej zawiłości. Wrażliwy na dotyk reaguje na mój paluszek jak młody chłopak. No właśnie… jak to jest przytulić się do faceta?!


niedziela, 28 października 2012

PO MIESIĄCU...




Prawie dwumiesięczna praca zaowocowała nie tylko ogromnym uznaniem… ale także pewną formą awansu. Nie zabiegałam o to i nawet nie wiedziałam… Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba i było miło. Przywileje jakimi mnie obdarzono to pierwsze w historii uczelni.
Prace na konkurs- zawiezione. Zakłopotany organizator stanął w obliczu problemu, bo ilość ograniczona… a wszystkie przedstawione- podobały się nad wyraz. Pomogłam w wyborze nielitościwie odrzucając te moim zdaniem gorsze. Naturalnie dom zaniedbany… i odnoszę wrażenie mieszkania w niesprzątanej oborze… ale to kwestia przyzwyczajenia do pewnych standardów.
Jak zwykłe w tym okresie do domu nadeszła choroba. Długi przyciągnął ją z pracy… Walczyłam różniastymi środkami przez tydzień… Jednak moja osłabiona odporność legła w geście poddańczym. W piątek,- słabo/silna i z dreszczami robiłam jeszcze zakupy. Wiedziałam…. Czułam że się rozchoruję i chciałam zdążyć. Zdążyłam z zaopatrzeniem i zdążyłam kupić leki. Wieczorem gorączka zakryła mgłĄ świadomość… a nieprzespana noc stworzyła ze mnie strzęp człowieka. Przeleżana sobota i leki, obniżyła wprawdzie temperaturę… odebrała jednak resztę sił. Długi robił wczoraj dosłownie wszystko aby nie posprzątać. Dwie komory zlewozmywaka pełne,- stoją od piątku. Kurz i brud wyglądają z każdego kąta… Brunek podczas zabaw wyciąga spod mebli kurzowe „koty”. Poryczałam się wczoraj, bo lubię gdy jest czysto. Nie potrafię żyć w takim syfie i już. Jedynym pożytkiem z tego płaczu było pełne udrożnienie nosa. Noc- przespałam. Jakoś… Obudziłam się jednak nad ranem po niemiłym śnie. Siedziałam w kuchni przy gorącej herbacie z cytryną i miodem, zastanawiając się jak sobie poradzić. Wszędzie „Sajgon” a ja chora, słaba i śmierdząca czosnkiem.  Postanowiłam odpalić sprzęt i chociaż napisać po miesięcznej przerwie -bloga. Cieszy sprzedany obraz i kamienie… Smuci i niepokoi brak czasu na malowanie.
Szlag trafia mnie na niekorzystną pogodę. Planowałam wczoraj wyprawę na cmentarz i mycie grobowca. Nie pojechałam ani ja… ani Długi. Przecież mokro i pada… Nie mam pojęcia jak sobie poradzić. Długi kończy pracę późno. Mają mnóstwo pracy… i nadgodziny przyganiają go do domu dopiero po 17.00. Jest już ciemno… Jak wówczas jechać na grób? Ja boję się narażać przeziębienie. Już w tym roku miałam zapalenie płuc i lekarze naciskają, by uważać na siebie jak na dziecko. Przesunięta godzina sprawiła, że jest właściwie jeszcze noc. Do świtu jeszcze trochę a ja już zmęczyłam się dniem. Dziesiątki chustek do nosa zalegają od wczoraj w koszu. Jesu… Jaki człowiek bezradny jest gdy chory. Wśród takiego ogromnego tłumu, czuję się czasami bardzo samotna… wstydzę się powiedzieć o tym komukolwiek. Przecież i tak nikt nie uwierzy.




czwartek, 27 września 2012

koniec września...



Myślę że to,- co naprawiono mi w „naszej” służbie zdrowia zostało zrobione dobrze, bo czuję się już lepiej. Nie stworzyło to ze mnie wprawdzie baby zdrowej jak rzepa, ale zawsze coś. Bardzo sobie chwalę proces leczenia mojego przewodu pokarmowego, bo czuję się w tej części bardzo dobrze. Żadnych sensacji po jedzeniu i po wypiciu nawet dwóch kaw dziennie. Drobne blizny po naprawach wcale mi nie przeszkadzają. No i dodatkowa praca bardzo dobrze „mi robi”. Żadnych rozmyślań i odczuć „co mnie boli”… bo po prostu nie mam na to czasu. Wrzesień to oczyszczanie stanowiska pracy po poprzedniku. Szkoda słów ile „roboty” i czasu musiałam w to włożyć. Poza tym wrzesień to czas w którym przygotowujemy się do roku akademickiego, więc pracowałam podwójnie. Z wszystkim zdążyłam. Nawet sprzęt przygotowany i zapięte wszystko na ostatni guzik. Pracodawcy zachwyceni i o to także chodzi. Najważniejsze jednak, że sygnały jakie dochodzą od studentów cieszą ponad wszystko. Postanowiłam nie zachłystywać się pracą i z „uzdą” na sobie kontynuować malowanie. Kamieni także. Ubiegły rok, w którym zaniedbałam własny rozwój artystyczny był fatalny… Odczuwałam to nie tylko ja… Dopiero teraz dochodzą do mnie głosy pretensji i zaniepokojenia wszystkim co się działo. Mam nadzieję że dam radę. A jeśli nawet trochę zaniedbam dom i Długiego,- nic takiego się nie stanie. Teraz ja jestem najważniejsza… Ja już to zrozumiałam. Teraz jeszcze zrozumieć musi to On.


sobota, 15 września 2012

rehabilitacja...


Okaleczane, ludzkie ciało… nawet po najdoskonalszej rehabilitacji,- nigdy nie powraca już nawet do 90% kondycji w jakiej znajdowało się przed traumą. Mam tu na myśli psychikę ludzką, z całą jej skomplikowaną budową i działaniem. Fizyczność naszą możemy rehabilitować… choć rekonwalescencja trwa czasami bardzo długo. Nasza psychika… oporny stwór.- nierzadko nie powraca już do poprzedniego stanu. Ogromny wpływ naturalnie ma na to działanie- otoczenia… warunki leczenia… dostępność do nowoczesnych technik medycznych... warunki bytowe i społeczne delikwenta. Obserwacje jednak, jakie poczyniłam ze szpitalnego łóżka nie napawają optymizmem. Obserwacje otoczenia… obserwacje samej siebie… obserwacje sytuacji do jakiej sami dopuściliśmy. Czy warto zastanawiać się nad istotą zjawiska?! Z pewnością warto… Trzeba… Jednak świadomość bezsilności, zabiera całą, zebraną na to energię. Odpuszczę więc sobie wywody i analizy. Skupię się nad sobą i analizowaniem wartości jakie warto pielęgnować w  sobie. Resztę zostawiam na później.

środa, 5 września 2012

przełom sierpnia i września...


W sierpniu miało być malowanie… Trochę porządku i spokój. To były MOJE plany.
Był upiorny dla mnie urlop Długiego… Zero malowania i zero porządku. Była miła wizyta i podarunki… Była realizowana właśnie propozycja pracy i było ratowanie wiszącego na włosku życia. Jak ono jest kruche i ulotne wiedzą pracownicy OIOM-ów. Pacjenci tych oddziałów… Policja… strażacy… ratownictwo…   Chwila… Maleńki okruszek czasu… I wszystko staje się inne niż było,- nieważne… byle jakie. Człowiek wsłuchuje się tylko w bicie własnego serca…….- jeśli ono jeszcze bije.
Bardzo wiele zmieniło się przez sierpień. Czas od września jeszcze bardziej się skrócił. Dodatkowa praca pochłania na razie tak wiele czasu… Będzie lżej jak wyprowadzę wszystkie zaległości i wyczyszczę- co jest do wyczyszczenia. Dostałam zupełnie wolną rękę… Obdarzono mnie bezgranicznym zaufaniem… To dobrze… Lubię pracować samodzielnie i sprawdzam się w takiej pracy.
 Za oknem robi się kolorowo. Te kolory już teraz,- także są dla mnie inne.

czwartek, 30 sierpnia 2012

czwartkowy poranek...



No niestety… Przez czas mojej nieobecności w domu, Długi zasuszył mi kwiaty na balkonach. Surfinii i petunii hybrydowych już uratować się nie da. Kazałam usunąć z korytek i umarłe wyrzucić na śmietnik. Reszta została. No cóż- właściwie już jesień i niedługo wszystko pójdzie na śmietnik. Choć nie… Kilka doniczek z pelargoniami zostawiam na zimę w domu. Ich niepowtarzalny kolor każe ryzykować, że przetrzymają do wiosny.W przyszłym roku, mogę już takich nie kupić. Dostałam właśnie nowy kwiat. Nie wiem jak się nazywa. Kwitnie przepięknie i latem wystawia się go na balkon. Jeśli i on przeżyje zimowe trudności- w przyszłym roku balkon, znów będzie wyglądał imponująco, choć plany co do gatunków mam zupełnie inne niż w tym roku.
Nowy komputer sprawia się znakomicie. Wprawdzie trudno po tylu latach przyzwyczaić mi się do nowego systemu ale- DAJĘ RADĘ. Wraz z nowym sprzętem otrzymałam chyba trochę szczęścia. Pojawia się propozycja dodatkowej pracy i… -i dowiedziałam się że w pewnych dziedzinach jestem niezastąpiona, bo beze mnie- nie dali rady. Miłe?... Pewnie że miłe.
Pewne tematy zostawiam na później… Na spokojnie… Bez emocji… Choć fakty wymusiły oceny i nic ich już nie zmieni. Jak zwykle okazało się, że nic nie jest takie- jak wygląda.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

dla człowieka, który ratuje...

Czytuję określoną ilość blogów. Czasami dopisuję jakiś interesujący adres, redukując pakiet o te… które porzucone… nudne… monotematyczne lub co do których popełniłam pomyłkę w ocenie. Obciążam się niepotrzebnymi bzdurami z niezrobionym malowaniem mojego „gniazda”- włącznie. Walczę z codziennością… poprawieniem relacji z najbliższą osobą i z każdą bzdurą, która wydawała mi się istotnym szczegółem. Po co?... Ano po to… by w końcu dojść do wniosku że wszystko to daje nam Stwórca, by zamydlić oczęta, które powinny spojrzeć w inną stronę. Te wszystkie frazesy o uczciwym życiu… o powinnościach wobec bliźniego… o miłości… dobroci… szlachetności…- nikną w momencie gdy życie staje się niebieską kulką wirującą wśród wiatru. Podejmowanie decyzji… -śmieszna czynność, którą koryguje los…  Nie wiesz jak długo Twoja nitka nawijana na bęben, nie zostanie odgryziona zepsutym zębem starucha. Jak lekko szybuje się z poczuciem braku obowiązków… Nie wiesz…-dopóki nie wzlecisz ponad wszystko- co było DO TERAZ… Niech płonie ogień…. Nie strawi przecież wszystkiego, bo spadnie deszcz. Niech wzbiera woda…- ale przecież i tak kiedyś przerwie się tama. Miliardy kropli wsiąkną w spragnioną ziemię,- a wyrośnięte z ziarna drzewo spłonie w żarze ognia. Gdzie jesteś?- spytał głos obok… Jestem w sobie-odparłam… Dotykasz mnie… i czuję gdzie jesteś. Tak trudno…-opowiadasz. Nie mogę…- żalisz się głośno. Spróbuję jeszcze raz…- dajesz nadzieję. Ta maleńka nadzieja urosła w spełnienie obietnicy. Jesteś dumny… i uśmiechasz się do mnie, jak do ptaka lądującego na czyjejś dłoni. A ja nie wiem czy jestem szczęśliwa. Ja po prostu tylko JESTEM… Chciałeś tak wiele… Nalegałeś… Nie wiedziałeś że usłyszysz słowa „NIE”. NIE!- bo to może tylko Bóg!
Dla człowieka…- który ratował moje życie.


sobota, 18 sierpnia 2012

abonament radiowo-telewizyjny...



Im gorsze jakościowo programy telewizji publicznej… im wyższe pensje zarządzających i większe apanaże ludzi, którzy wyłącznie sami siebie nazywają artystami,- tym częstsze artykuły wygrażające Polakom konsekwencjami za niepłacenie abonamentu. A jest to dość ciekawa sytuacja prawna bowiem Telewizja Polska nie ma zawartych żadnych umów z abonentami. Wygląda to tak… jakby wydawca jedynie słusznej gazetki, został namaszczony do roli jedynego wieszcza którego niepoczytna gazeta staje się gazetą bezpłatną, do której wszyscy mają dostęp… jest rozdawana za darmo… ale każdy płaci za nią przy okazji płatności za inne media.
Komisja Europejska już dawno poinformowała, że pobieranie abonamentu radiowo-telewizyjnego przez publiczną Telewizję Polską stoi w sprzeczności z prawem europejskim. Oświadczenie takie przekazała Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji oraz Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Zaznaczyła w nim, że dalsze, nieuzasadnione łamanie przepisów może mieć poważne konsekwencje. Do tego stopnia, że KE może nakazać KRRiT zwrot wszystkich środków pozyskanych z abonamentu. Ale tym razem władze nie przejęły się tak bardzo przepisami unijnymi i nadal kombinują jak oskubać naród. Stosujemy wszystkie inne nakazy unii… Obciążamy naród bzdurnymi kosztami… Jednak abonamentu nie zlikwidujemy. W tym przypadku NIE BOIMY SIĘ UNII.
Abonament RTV jest reliktem przeszłości i jego istnienie  prawnie jest wątpliwe. Nie ma  przepisów, które umożliwiałyby skuteczne ściąganie tej formy parapodatku. Przymus opłacania abonamentu tylko za fakt posiadania telewizora (nawet gdy nie korzysta się z usług mediów publicznych) jest głęboko niesprawiedliwy i kłóci się z podstawowymi założeniami demokracji i gospodarki rynkowej. Finansowanie z przymusowo zbieranego abonamentu- powoduje brak dbałości o koszty i żenująco niski poziom emitowanego materiału. Ostatnie newsy pokazują… za jak astronomiczne pensje zatrudnia się pracowników. To nie rynkowe standardy- niestety. Jest wiele krajów na świecie, w tym wysokorozwiniętych, gdzie nie istnieją żadne publiczne media. Zadaniem tych państw, jest stwarzanie dobrych warunków dla rozwoju biznesu (w tym biznesu medialnego), a nie prowadzenie działalności biznesowej czy misyjnej. Odmienna niż w przypadku telewizji komercyjnych emisja reklam,-  nie powoduje, ze jest ich mniej. Jest ich mniej niewiele. Są one po prostu tylko emitowane MIĘDZY PROGRAMAMI… nie przerywając emisji tychże. To tyle furii po przeczytaniu artykułów na WP.

środa, 15 sierpnia 2012

zanosi się na deszcz...


Prace przy porządkowaniu mieszkania „czołgają” się w żółwim tempie. Nie przyspiesza ich nawet planowana wizyta gościa. Z korytarza zniknęły na razie dwie paczki styropianu i zostały przewieszone w moim pokoju półki na ścianie. Nerwówka spowodowana tymże już mi minęła. Nastąpił totalny zwis. Długi zrobi co potrzeba jak zrobi… ja zrobię swoje- jak nabiorę sił i chęci.  

Wczorajsze CT doprowadziło mnie do szału. Uważałam bowiem że jeśli ustala się godzinę badania na 13.00 to poślizg może oscylować w granicach 15 minut a nie godziny. I powodem nie powinien być przedłużający się obiad i dyskusje dotyczące ślubu koleżanki. Ale… służba zdrowia jest -jaka jest. W rejestracji trzy panie nudzące się potwornie… W pomieszczeniu obsługi aparatu następne trzy rozbawione rozmową. Wynik -za tydzień…
Termin zapłaty haraczu za ubezpieczenie autka zbliża się wielkimi krokami. Środków brak.
Termin mojego odpoczynku planuję na drugą połowę września. Lubię jesień i ten termin zupełnie mi odpowiada. Jadę w ciszę i naturę. Wczorajszego dnia, nawet mojego Długiego o stoickim spokoju i faktem, iż nic mu nie przeszkadza- wkurzył hałas na dworze. Dzieciaki tak niemożebnie darły „papy”, że wkurzyły chyba wszystkich sąsiadów. Krzyki mieszkańców, pomieszane z głosami przemądrzałych dzieciaków,- stworzyły trudny do zniesienia harmider. A jeszcze z 10 lat temu było tu tak błogo i spokojnie…
No i paznokcie leczone specjalna odżywką- ROSNĄ. Nie rozwarstwiają się… i wystają już poza opuszek palca. To sukces… i gdybym wiedziała wcześniej -że można, od dawna chodziłabym ze „szponami”.
Zapowiadane wizyty koleżanek –muszę przełożyć. Tak się czasami składa. Na nic nie starcza czasu. Miejsce mojej przyjaciółki, która tak niespodziewanie odeszła –nadal puste. Nie zapełni się chyba już nigdy. Jestem nieufna… a Ona była wyjątkowa. Czuje się potwornie samotna.
Dziś święto…  Tak cicho za oknami… Niebo zachmurzone i zanosi się na deszcz…

czwartek, 9 sierpnia 2012

przestępstwo przeciwko życiu i zdrowiu...


Życie jest najcenniejszym i największym darem człowieka. Nic i nikt nie może dać prawa do zabicia niewinnej istoty ludzkiej. Jest to bowiem akt poważnego nieposłuszeństwa wobec prawa moralnego… i jest to akt sprzeczny z fundamentalnymi cnotami sprawiedliwości.
A wyjątki z kodeksu cywilnego?!...
Rozdział XIX. Przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu
Art. 148.
§ 1. Kto zabija człowieka,
podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 8, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności.
§ 2. Kto zabija człowieka:
   3) w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie,
§ 3. Karze określonej w § 2 podlega, kto jednym czynem zabija więcej niż jedną osobę lub był wcześniej prawomocnie skazany za zabójstwo.
Art. 162.
§ 1. Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
W Polsce kary śmierci nie wykonuje się od 1988 roku.  Ustawowo zabroniona została w roku 1997. Zniesiona została, potraktowana jako akt zemsty i niesprawiedliwości wobec drugiego człowieka.
W lipcu ogłoszono nową listę leków refundowanych. Znosi ona 100% refundację leku na białaczkę u dzieci. Wielu rodziców nie stać na kupno tego leku. Nie dostaną także z banku kredytu. Sprzedać- nie mają co. Na białych szpitalnych krzesłach siedzą obok swych pociech i czekają na ich śmierć.
Wymieniać takich sytuacji można by wiele. Posłowie wystąpili z żądaniem podwyższenia limitu na biura poselskie o 8000 złotych. Żądają także wyższych „kilometrówek”. Miliardy kosztowały nas mistrzostwa EURO. Tylko naród  jest jak błoto po którym się chodzi i które utrudnia życie.
Jak więc jest z tym prawem i ochroną życia?