widgeo.net

poniedziałek, 4 marca 2013

WSZYSTKO NA SPRZEDAŻ...



Już chyba wszystko… Jeśli nie można zarobić na własnej pracy i zawodem… można zarobić SOBĄ. Takkkk… sobą. Wyjawiając prawdziwe bądź wyimaginowane sekrety z dzieciństwa, bądź niedalekiej przeszłości. Można zmyślać… pomawiać najbliższych, którzy nie mogą już zaprzeczyć. MOŻNA WSZYSTKO. Modne ostatnio zrobiło się zarabianie na wykonanych na sobie operacjach plastycznych. Baaaa… nawet tłumaczy się to względami estetycznymi, robionymi dla publiczności. „Żeby nie straszyć sobą…”. Jesteśmy więc świadkami krwawych cięć na twarzach pań, które ze skóry wyglądającej już niestety jak papier toaletowy,- robią ta samą skórę na przypominającą taką, jaką prezentuje półroczne niemowlę na pupci. Ta sama pani pokazuje się na wizji parę dni później… jako napuchnięte indywiduum – nie napisze już co przypominające. Po miesiącu… jeśli zabieg się uda widzimy panią X czy Y odmłodzoną o 10/15 lat… reklamującą klinikę i nazwisko operatora. Czy przypomina ta pani siebie….- NIE WAŻNE. Ważne że młodsza i zadowolona. Kto by się tam przejmował niedomykanymi się powiekami,- czy wargami przypominającymi rdzennych mieszkańców Nairobi. Rozmawiałam niedawno ze znajomym, który jasno i rzeczowo ocenił urodę kobiet. Powiedział mi wówczas… że ogromny odsetek kobiet zdecydowanie lepiej wygląda w wieku „dojrzałym” niż jako szalone „nastolatki”. Te pokazujące się z czasem zmarszczki dodają szczególnego uroku i tajemniczości. Ta dojrzałość fascynuje i przyciąga. Czyżby dlatego modne jest ostatnio i tak popularne wiązanie się młodych facetów ze starszymi od siebie kobietami? Kobiety z klasą szepczą: trzeba umieć się starzeć i godzić się z upływającym czasem. TAK- trzeba umieć. Ta umiejętność nie dana jednak wszystkim powoduje, że jakże często ośmieszamy się tym… że na siłę chcemy być młode.

W ubiegłym roku spędziłam niestety jakiś czas w szpitalu. Na wspólnej sali leżała starsza pani… w wieku raczej zimy niźli jesieni. Podziwiałam wyjątkową staranność o siebie,- jaką się wyróżniała. Codzienny lekki makijaż… Starannie usuwany wieczorem. Delikatna i BARDZO gustowna biżuteria, na którą pozwalał jej lekarz. Włosy… naturalnie siwe, ale jakże dodające uroku. Przyciągała do siebie nie tylko wyglądem i urokiem. Dawała podziwiać w sobie wszystko. Od sposobu bycia… do rozmowy i tematów jakie poruszała. Ubiorem zakrywająca wszystko co mniej estetyczne powodowała, że nikt nie domyślał się wszczepionego w przedramię systemu wkłucia do dializ. Dializ na których spędzała kilka godzin co drugi dzień. Dziś analizując temat domyślam się, jak śmiesznie wyglądałaby po kilku plastycznych operacjach. Jeśli rozważamy temat… to właśnie ją można określić jako KOBIETĘ Z KLASĄ.


sobota, 2 marca 2013

WYGLĄD...



Nie skończyłam „zaprzęgu”… Nie zdążyłam… Obraz stoi na sztalugach. Trochę (znów) niedomagałam… Przygotowywałam prace na wystawę… Zaczęłam roboty przygotowawcze do zamówionego informatora. Sporo przy nim będzie pracy oj sporo… Szata graficzna to „pikuś”. Zleceniodawca nie potrafi poradzić sobie z całym wnętrzem i dostarczając mi materiały oczekuje,-  opracowania całości. Najśmieszniejsze jest to… że tak właściwie niewiele ma na to wszystko kasy. Dlatego planowany biuletyn zamieniono już na informator. Domyślam się nawet ile będzie poprawek po przedstawieniu projektu. W tej chwili sami nie wiedzą co chcą i jak to ma wyglądać. Posiedzę… zrobię… przedstawię… a skoro nie miałam ŻADNEJ pomocy z ich strony, ograniczę poprawki do minimum. Te korekty wymusi ego każdego z członków zarządu. Każdy bowiem z nich, wnosząc poprawki… oczekiwał będzie swojego nazwiska na czołowych kartkach wydawnictwa. Tak zawsze jest i na to jest jedyna rada. Żądam by poprawki zrobili sami w gotowym już przecież projekcie. W takich sytuacjach okazuje się, ze nikomu nie chce się tego robić…  i dochodząc do wniosku że właściwie jest OK. wycofują się z wymyślonych dziwactw. Siadam do pracy… Piękne, ostatnie dni nie dodały mi życia”. Dla poprawienia nastroju kupiłam trochę ziemi… cebulkę dymkę… i posadziłam w pojemnikach na szczypior. Cudnie kwitną otrzymane gerbery. Wsadziłam już w kwiaty pałeczki nawozowe i czekam na rezultat. Znalazłam „panią” która ładnie „drutuje” i zaplanowałam zlecenie jej przez wiosnę i lato zrobienie mi kilku swetrów. Jeśli nie przymuszę się i z każdych dochodów nie kupię wełny i zapłacę za pracę… z pewnością nie udadzą się oszczędności. Nie potrafię oszczędzać… Z wielu umiejętności jakie posiadam… tego jednego nie potrafię. Tak dawno nie kupowałam sobie ciuszków i butków… Tak dawno… A przecież jestem prawie normalną kobietą i wygląd jest dla mnie ogromnie ważny. Stare peleryny i poncza… Rozciągnięte, stare swetry w których pokazuję się na wykładach nie dodają mi kobiecości. Jedynie chyba lat i opinii że jestem zwykłym niechlujem.


środa, 20 lutego 2013

TRZMIEL...

           

Zginiemy niedługo w papierach. Każdą bzdurę jaką chcemy załatwić musimy przeprowadzić przez „kawałek lasu”. Wszystko… Nawet gdy kończy się ubezpieczenie OC musimy o decyzji zmiany ubezpieczyciela odnotować u „starego” włączając w to własnoręczny podpis. TAKKK… Byłam złośliwa… i gdy ubezpieczyciel którego zostawiłam, nie przyjął zwykłego pisma w WORDZIE… bo musi być własnoręczny podpis,- napisałam CAŁE pismo ręcznie. Ręcznie tak… jakbym miała dysgrafię… dysortografię… i była na wpół niewidoma. Tylko ten podpis, był cudowny i zgodny ze wzorem jaki posiadali. Wiem.. to idiotyczne, bo zmarnowałam tylko swój czas… Ale co sobie „ulałam”… to ulałam. Wszędzie pisz… Informując wszystkich o wszystkim, co dotyczy ciebie… Obnażaj się obywatelu… a czego nie pokażesz i tak zinwigiluje ciebie państwo.

Skończyłam dziś trzmiela… Chciałabym popełnić do końca miesiąca jeszcze jedną pracę… Nie wiem czy zdążę… Odchodzi wena… Ten nastrój tak zależny od tego co się dzieje wokół… Od pogody i tego co dzieje się wewnątrz ciała… Nie zrobię- TO NIE! 


poniedziałek, 18 lutego 2013

PO PRACY...


Nadrobiłam trochę stracony czas. Pięć prac które ostatnio popełniłam, pogłaskały sumienie. Źle się czułam z tym nygustwem. Miałam odczucia jakbym nic nie robiąc- robiła coś niedobrego. Dwie kopie pana Klimta malowałam drugi raz… Resztę prac to nowatorstwo. Fatalnie złoto i srebro wygląda na zdjęciach… W ogóle fotki nie oddają realii prac. Jednak nie ma to jak obejrzenie malarstwa na wystawach i to we właściwym oświetleniu. Brakuje mi światła… Słońca, które podniosłoby nastrój i lepszy chumor. Te szare, byle jakie dni -nie wpływają dobrze na psychiczne samopoczucie. Wcale nie cieszą mnie obrazy… I to że wreszcie wzięłam się do pracy… Że wena dopisuje i jakoś wszystko się kula. No właśnie…- kula… Bo pomimo pędu czasu, jakoś nie idzie tak,- jakbym chciała. Doszłam…- dojrzałam już do wniosku, że kobiecie potrzebny jest jednak facet. Do załatwiania męskich spraw… do współpodejmowania decyzji i do przytulania. Czasami tak tylko przed telewizorem,- do ramienia. Yesu- jak bardzo się starzeję, jeśli dochodzą mnie takie refleksje. A może to tylko ta beznadziejna zima…

                                      

                                       



 


               

poniedziałek, 11 lutego 2013

NA SZYBKO...




Nie mam nawet czasu na sen. A spać chce mi się ciągle. Ostro wzięłam się za malowanie… a pracy „za pieniądze” przybywa (szkoda że nie pieniędzy). Nakręciłam i zmontowałam 27 kilkuminutowych filmów z dzieciakami. Cały weekend z głowy. Zrobiłam reportaż ze zrobionych na wystawie zdjęć. Panie artystki nie podarowały organizatorowi  ŻADNEJ pracy. Wstyd jak nie wiem co. Podarowałam więc swoją, choć na wystawie nie było żadnego, mojego obrazu.
Zaczyna mnie na dobre wnerwiać zwyczaj jaki zakorzeniony w polakach doprowadza do furii. Gdy osobnik dowie się że poznana właśnie osoba potrafi „to i to”- natychmiast wymyśla co ta osoba, mogłaby dla niego za free zrobić. Zobowiązałam się niedawno do takiej pomocy i mam za swoje. Nikogo nie obchodzi że moja doba ma także tylko 24 godziny. Szczytem … było przymawianie się jednego z gości wystawy- o prezent w postaci jednej z moich prac. Na niedbały komentarz, że wszystkie do sprzedaży są w katalogu… usłyszałam, że podarowana wisiałaby na szczytnym miejscu. !!!!!! Moja reakcja w postaci spojrzenia bazyliszka nie pohamowała kretynki, więc wypaliłam że WSZYSTKIE MOJE PRACE ZAWSZE WISZĄ NA SZCZYTNYM MIEJSCU… a tą,- za którą musiałaby zapłacić… szanowałaby podwójnie.
Autko ubezpieczone. Pozostał do zrobienia przegląd. Ja… zawsze doskonale zorganizowana zaczynam gubić się z pracą. Za dużo tego wszystkiego. Do końca miesiąca muszę skończyć parę obrazów.. Już 1 marca pojadą na wystawę. Powinnam domalować trochę kamieni,- bo zeszły.
Nie wiem kiedy popełnię następny wpis na bloga. Nawet tego już mi się nie chce.